wieczorem dziś bardzo wiało. domknęłam wszystkie szafki. wyprostowałam krawaty na wieszaku. wyprasowałam pogniecione dokumenty. przeciąg nie ustał.
wiało zimowym wiatrem od wschodnich gór.
wieczorem bardzo wiało dziś. chciałam założyć czapkę. nie było. szukałam rękawiczek. nie znalazłam. ogrzać się chciałam, ogień rozpalić, herbaty z miodem napić gorącej, ludzką mowę usłyszeć... tu ciągle wiało.
otworzyłam szufladę w końcu. schowałam rękę. szuflada była miękka, puszysta, biała. pachniała mokrą wełną.
w szufladzie było zimno.
w szufladzie było to:
wiart, ciemno, mokro i płatki śniegu
3 komentarze:
tekst powstał w innym miejscu, trochę innym czasie ale lepiej chyba będziemy tu
niesamowity power ma ten tekst. kojący i urzekający... ech
o! post. zbyt rzadko to zaglądam, żeby wczuc się w klimat komentowania chyba.
Prześlij komentarz