<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949</id><updated>2011-12-07T16:49:58.095-07:00</updated><category term='trupy'/><category term='swędzenie'/><category term='skutery jak zwykle'/><category term='np. skutery wakacje prawie zima dewiacje'/><category term='dewianci'/><category term='zmarli'/><category term='fachowiec.'/><category term='grafoman'/><category term='zima'/><category term='wypierdalać'/><category term='debile'/><category term='dewiant'/><category term='mechanik rowerowy'/><category term='drapanie'/><category term='naturalny surrealizm'/><category term='Paweł'/><category term='kanapiarz'/><category term='chujstwo'/><category term='morderca'/><category term='dewiacje'/><category term='idiota'/><category term='złota rączka'/><category term='mjuzik sounddesign skutery'/><category term='nacinij klawisz ctrl oraz:'/><category term='kobiety'/><category term='rowery'/><category term='jesień'/><category term='świniobicie'/><category term='poeta'/><category term='zboczeniec'/><category term='wakacje'/><category term='etykiety'/><category term='np. skutery'/><category term='Wojtek'/><category term='pory roku'/><category term='skutery wakacje'/><category term='świad'/><category term='superman'/><title type='text'>klancyk</title><subtitle type='html'>jestem zdecydowany jestem niezdecydowany</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>77</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-1410211233294123426</id><published>2011-03-26T03:25:00.002-06:00</published><updated>2011-03-26T04:13:58.934-06:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Z każdym dniem Hana coraz bardziej przyzwyczajała się do zapachu piwa, wymiocin, do  obmacujących ją szorstkich dłoni, nieświeżych ubrań, awantur, niemiłych i miłych komentarzy. Do pracy w karczmie, burdelu, swojego ciasnego pokoiku, gadulstwa Mariki, chamstwa właściciela karczmy i pretensji tajemniczego mężczyzny. Przyzwyczajając się coraz bardziej gasł w niej bunt i wiara. Kiedy kładła się do łóżka po kolejnym dniu, w którym nic się nie zmieniło zauważała, że nawet resztki nadziei tlą się w niej coraz słabiej. Tej nadziei, która pozwalała jej układać w głowie gotowe scenariusze szczęśliwego dnia, kiedy wreszcie będzie mogła powiedzieć, że jej się udało, że jest silna, spełniona, szczęśliwa, jak kiedyś kiedy wszystko było na wyciągnięcie ręki. A teraz? Co teraz? Jak pozostali mieszkańcy zachodniego wybrzeża nie wierzyła w żadnego boga, boginie, skrzaty, duchy, elfy i inne animistyczne bóstwo. Nawet nie znała takiego pojęcia. Jej nadprzyrodzone moce nie były tu niczym niezwykłym - wiele ludzi je miało i każdy traktował je równorzędnie ze zdolnością przełykania czy poruszania się na dwóch nogach. Nic nadzwyczajnego. Każdy był taki sam i każdy w takim samym stopniu mógł bądź nie mógł decydować o swoim losie. Hana nie mogła. I to właśnie doprowadziło ją do momentu, w którym pomyślała, że może czas najwyższy skrócić sobie mękę i skorzytać z jednej ofert, jaką zaproponował jej młody chłopak w czarnym, lnianym kapturze lekko spadającym mu na oczy. Przyszedł do burdelu tylko raz. Zapłacił za całą noc z nią. W przeciwieństwie do innych pachniał żywicą i piżmem. Kochał się z nią powoli celebrując każdy skrawek jej ciała. Potem długo rozmawiali, a na odchodne zostawił jej mały zwitek papieru, na którm pochylonym, starannym pismem napisany został tylko adres. Tego wieczora, kiedy wszystko wydało jej się całkowicie bezsensu ubrała się w swoje nowe ciuchy, starannie zaczesała włosy i wyszła. Droga była długa i pogrążona w całkowitych ciemnościach. Hana nie bała się. Wiedziała, że znajduje się już w takim momencie, że człowiek nawet przestaje się bać. Po półgodzinnym marszu znalazła się pod drzwiami chaty. W środku było ciemno, ale przez niewielką szparę w ścianie dało się usłyszeć przytłumione szepty. W oddali wyły wilki. Była pełnia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-1410211233294123426?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/1410211233294123426/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=1410211233294123426' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1410211233294123426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1410211233294123426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2011/03/z-kazdym-dniem-hana-coraz-bardziej.html' title=''/><author><name>adnoaje</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-5070441638387204225</id><published>2011-02-05T13:29:00.002-07:00</published><updated>2011-02-05T13:57:48.793-07:00</updated><title type='text'>...</title><content type='html'>&lt;p&gt;6.35 budzik. Te same czynności mające ostatecznie doprowadzić do wyjścia z domu. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;7.18 krótki spacer z psem. Pies sika w tych samych miejscach, obwąchuje te same/nowe kupy. To samo auto czeka na kogoś kto codziennie tak samo się spóźnia.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;7.36 Ci sami ludzie na przystanku, ten sam autobus (spóźnienie się na niego jest naprawdę wielkim urozmaiceniem).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;8.00 te same czynności wykonywane do 16. Ci sami pojebani, irytujący, śmierdzący współpracownicy. Ten sam skurwysyn szef. Ci sami tak samo pojebani klienci.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;16.00 take a breath. Parę sekund wolności, które przeradza się w bezsensowne oczekiwanie na autobus.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;17.00 spacer z psem, obiad i inne czynności, które doporowadzają do tego, że zasypiam.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;23.00/24.00-6.35 wolność. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dlaczego tak bardzo przeraża mnie to, że ludzie dążą do stabilizacji zawodowej, uznając ją jako jedyny pewnik, coś co ma im zapewnić spokój, coś co jest jedynym słusznym wyjściem? A jeszcze bardziej przeraża mnie to, że dla mnie to też było coś co miało mi zapewnić spokój. A teraz się duszę. W każdym możliwym scenariuszu zaczynającym się od 6.35 do 23.00/24.00 się duszę. Parę sekund dziennie nie wystarcza. Sen nie wystarcza. Weekend nie istnieje, a do świąt daleko. Jestem tak bardzo zmęczona brakiem tlenu, przejrzystego powietrza i klarownego widoku, że już nie mam pewności czy jeszcze żyję.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wszystko jest tak daleko. I gdyby mieć tylko taki wielki młot, którym możnaby rozpierdolić to wszystko byłoby fajnie. Ale nie można. Trzeba sobie pozwolić na te parę sekund wolności w ciągu dnia. Tyle musi wystarczyć. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I need a new world.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;And freedom.  &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-5070441638387204225?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/5070441638387204225/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=5070441638387204225' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5070441638387204225'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5070441638387204225'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2011/02/blog-post.html' title='...'/><author><name>adnoaje</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-4015857578391196247</id><published>2011-01-30T09:10:00.001-07:00</published><updated>2011-01-30T09:10:30.468-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I want a new world.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-4015857578391196247?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/4015857578391196247/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=4015857578391196247' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/4015857578391196247'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/4015857578391196247'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2011/01/i-want-new-world.html' title=''/><author><name>adnoaje</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-5076113439648587100</id><published>2011-01-21T15:07:00.003-07:00</published><updated>2011-01-22T04:31:05.826-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Już następnego dnia przekonała się na czym owo służenie miało polegać. Mężczyzna miał bowiem na tyłach karczmy niewielki, ale dobrze znany w okolicy burdel. Hana była jego nowym nabytkiem. W zamian za oddawanie się cielesnym rozkoszom zapewniał jej mieszkanie w jednym ze pokoi w swoim drewnianym dworku, najnowsze suknie, perfumy, pomadki, wikt i wcale niesymboliczne kieszonkowe. Po zapoznaniu jej z ogólną sytuacją, w jakiej się znalazła, zaprowadził ją do najbardziej doświadczonej kurtyzany w burdelu, by ta nauczyła ją sekretnych technik dzięki, którym mężczyźni płaciliby więcej niż wymagała cena.&lt;div&gt;- Cześć, jestem Marika - przedstawiła się dziwka.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Hana.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Martin powiedział, że jesteś dziewicą i że mam Ci powiedzieć co i jak. No wiesz... Jak się to robi, żeby chłopu było dobrze- zaczęła z grubej rury Marika.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Taa... &lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Co taa?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Dlaczego to Martin jest przekonany, że z nikim nie współżyłam?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- No wiesz... - zmieszała się Marika. Młoda jesteś. Nie sądziłam, że...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- No to źle myślałaś. Tam, skąd jestem, miałam wielu adoratorów. Z jednym z nich spotykaliśmy się potajemnie. Byliśmy jeszcze bardzo młodzi i chyba nie do końca wiedzieliśmy dokąd nas to wszystko prowadzi. A poza tym była jeszcze Marin. Wiesz w lesie jest wiele miejsc, w których możesz robić takie rzeczy, o których ludziom się nawet nie śniło. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Robiłaś to z babą??? - zdziwiła się Marika.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- A co? Hehe. I kto jest teraz większą dziwką?- zaśmiała się Hana.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- No wiesz. Ale tu przychodzą tylko chłopy, a ty miałaś tylko jednego więc nie masz na pewno takiego doświadczenia jak ja- oburzyła się Marika.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Może i nie...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zapadła dłuższa cisza, podczas której dziewczyna wyraźnie zmarkotniała.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- O czym myślisz? - spytała kurtyzana.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- O niczym.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- No powiedz. Wiesz musimy się w końcu zaprzyjaźnić, bo skoro już pracujesz dla Martina to zostaniesz w tej zatęchłej dziurze do końca swoich dni i musisz mieć kogoś kto pomoże Ci się pozbyć niechcianych ciąż, syfilisu i komu wypłaczesz się w spódnicę jak będzie naprawdę źle. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Słuchaj no! Po pierwsze to nie zostanę tu. Po drugie miałam już przyjaciółkę i ona nie żyje. Nie chcę więcej. Dzięki. Po trzecie, co ty możesz wiedzieć? Mieszkasz tu, kurwisz się z pijanymi wieśniakami i pewnie nawet żaden młody chłopak nigdy nie powiedział Ci, że jesteś piękna- wykrzyczała Hana.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Mimo iż pomieszczenie oświetlały tylko dwie marne świece w oczach kurtyzany można było dostrzec łzy. Hana miała rację. Nikt nigdy jej nie powiedział, że jest piękna. Mężczyźni obłapywali jej cycki, obmacywali tyłek chwaląc je pod niebiosa, ale nikt nigdy nie zachwycił się ani jej urodą ani wnętrzem.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Przepraszam- powiedziała Hana. Po prostu miałam ciężki okres w życiu. Oni odeszli, a ja zostałam sama.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- On też zmarł? - zapytała dziewczyna.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Nie, nie wiem. Może. Pewnego dnia odszedł i nie wrócił. A obiecywał mi dzieci, dom...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Oni zawsze tak obiecują. A potem co? Wychędożą i pójdą na piwo. Ot tyle.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Taa... To czego mnie miałaś nauczyc o życiu. Tutaj.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Nie, niczego. Zdaje się, że wiesz już wszystko.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wieczór zapadł szybciej niż zazwyczaj. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-5076113439648587100?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/5076113439648587100/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=5076113439648587100' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5076113439648587100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5076113439648587100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2011/01/juz-nastepnego-dnia-przekonaa-sie-na.html' title=''/><author><name>adnoaje</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-5643387352289856669</id><published>2011-01-13T16:22:00.002-07:00</published><updated>2011-01-13T16:43:42.991-07:00</updated><title type='text'>Anioł część druga</title><content type='html'>***&lt;br /&gt;W ciemnym pomieszczeniu, którego ściany zdobiły obrzydliwe gobeliny z okresu socrealistycznego, czternastu podstarzałych mężczyzn siedziało w ciszy przy ciemnym mahoniowym stole. Wszyscy wpatrywali się w krępego, szpakowatego bruneta z wydatnym wąsem. &lt;br /&gt;Brunet gwałtownie wstał, zapiął marynarkę i przeczesał dłonią włosy.&lt;br /&gt;- Panowie, sprawy zaszły za daleko – powiedział donośnie ochrypłym głosem - Nasz przewodniczący został zamordowany. Musimy podjąć radykalne kroki w tej sprawie. To nie są żarty. Czeka nas wybór nowego lidera. Nie możemy tego tak po prostu zostawić, jak pisał Dostojewski – „Zbrodnia i kara” panowie, tak kara! Zbrodnia musi zostać ukarana!&lt;br /&gt;Zapadła cisza. &lt;br /&gt;Mężczyźni spoglądali po sobie, poprawiali krawaty, oblizywali skacowane usta pamiętające jeszcze pocałunki zdzir z pobliskiego burdelu. Niski grubas wycierał co chwila spocone czoło chusteczką do nosa.  Zakaszlał nerwowo.&lt;br /&gt;- Koledzy, proponuję więc wybrać na nowego przewodniczącego mojego przedmówcę Ryszarda Dąbrowskiego – czy ktoś z kolegów jest przeciw? Nie widzę, zatem ogłaszam kolegę Ryszarda Dąbrowskiego Nowym liderem i przewodniczącym naszego ugrupowania. Panie Krzysiu, pan poinformuje członków naszego klubu o wyborze, dobrze?  Janek, zwołasz na jutro, na czternastą zebranie… . Dziękuję zatem i życzę miłego popołudnia kolegom… .&lt;br /&gt;Usiadł i ciężko odsapnął. &lt;br /&gt;Pozostali podchodzili do Dąbrowskiego z gratulacjami i uśmiechami, po czym powoli salka zaczęła pustoszeć. Po chwili został tylko Dąbrowski i mały, spocony grubasek.&lt;br /&gt;- No Rysiu, gratuluję – jęknął grubas – chyba to niezłe uczucie stać się z dnia na dzień liderem najpopularniejszej partii w kraju, nie?&lt;br /&gt;- Stefan, wiem że to twoja zasługa – odparł Dąbrowski – gdyby nie ty…&lt;br /&gt;- Kurwa, Czesiek był moim kumplem, rozumiesz! Mam nadzieję że dotrzymasz słowa – charkotał wyraźnie poirytowany grubas. Teraz pocił się jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;- Oczywiście Stefek, oczywiście. Wiesz, że mam kontakty tu i ówdzie, zna się paru ludzi w tym kraju, nie przepuszczę tego skurwysynowi, nie podaruję.&lt;br /&gt;- Ciekawe jak? Co? Przecież już go gliny mają!!! – ryknął Stefan – kurwa masz mi go przynieść w zębach ty szmatławcu rozumiesz? W zębach masz mi przynieść jego urwane jaja i chuj mnie to obchodzi jak to zrobisz… - mówił przez zaciśnięte zęby. Krople potu na jego twarzy ścigały się ze sobą, która pierwsza kapnie na podłogę, lub na marynarkę. Stefan wstał, spojrzał jeszcze na Dąbrowskiego i wyszedł głośno trzaskając drzwiami. Dąbrowski stał teraz sam w pustej sali i ocierał spocone czoło. Teraz również on zaczął się pocić. Wiedział, że musi dotrzymać obietnicy bo podzieli los Czesława.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadinspektor Wysocki nerwowo kręcił się po swoim gabinecie. Z własnej pensji kupił sobie miniaturkę karuzeli, więc kręcenie się w tak małym pomieszczeniu nie było wcale trudne ani uciążliwe. W napięciu czekał na telefon, który jak na złość milczał od samego rana. Wysocki co kilka minut kontrolnie podnosił słuchawkę sprawdzając czy aby aparat się nie zepsuł. Odpalił kolejnego klubowego i usiadł za biurkiem. &lt;br /&gt;- Wyjątkowo dziś swędzą mnie jaja – powiedział na głos z wyraźnym rozbawieniem.&lt;br /&gt;Jego dobry humor rozerwał na strzępy dzwonek telefonu.&lt;br /&gt;- Wysocki, słucham. Taaa. Jasne, od razu go dawajcie do mnie. Kurwa Szczepański jaja se robisz? Jasne kurwa że w kajdankach!&lt;br /&gt;- Przyjechał kolega, taaa – szepnął Wysocki i odpalił kolejnego papierosa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Obstawa złożona z ośmiu policjantów, prowadziła mnie poprzez korytarze Głównej Komendy Policji w Warszawie. Wszyscy, bez wyjątku policjanci, których mijaliśmy na korytarzach z szacunkiem salutowali mi i kłaniali się. Zrozumiałem że oddają mi swoisty hołd. &lt;br /&gt;Zatrzymaliśmy się pod obitymi skajem drzwiami. &lt;br /&gt;- Żenada – pomyślałem kiedy wchodziliśmy do środka. Wysocki siedział na swojej malutkiej karuzeli i palił. Jego twarz nie wyrażała absolutnie niczego.&lt;br /&gt;- Wysocki ja pierdolę! Ty dalej palisz to śmierdzące gówno! – parsknąłem śmiechem.&lt;br /&gt;Wysocki zerwał się z karuzeli.&lt;br /&gt;- Panowie, proszę zostawić nas samych – powiedział dostojnie rozkazującym tonem.&lt;br /&gt;Jego głos zawsze mnie bawił, szczególnie kiedy mówił nim coś poważnego, czy ważnego jego wypowiedzi nabierały wręcz ironicznego charakteru.&lt;br /&gt;- Siadaj Rafał – rzucił – proszę. Zapalisz? – Wysocki wyciągnął w moją stronę paczkę Klubowych.&lt;br /&gt;- Zapaliłbym – odpowiedziałem – ale na pewno nie klubowego.&lt;br /&gt;- To nie zapalisz nic – uśmiechnął się Wysocki – przejdźmy od razu do rzeczy Rafał, kto ci nadał tę robotę? Kto? Wiem, że to nie był twój pomysł, tak więc kto? Kto to kurwa wymyślił?&lt;br /&gt;Cisza wypełniła gabinet. Wpatrywaliśmy się w siebie. Wysocki bardzo się postarzał odkąd go ostatni raz widziałem, z resztą ja się też postarzałem. &lt;br /&gt;- A co tam u cie…&lt;br /&gt;- Kurwa nie rób Se jaj Rafał!!! – krzyknął Wysocki – to nie są kurwa żarty! Zajebałeś premiera, rozumiesz kurwa? P R E M I E R A!!!&lt;br /&gt;- Jak premiera to trzeba włożyć strój wieczorowy – przerwałem – a w jakim teatrze?&lt;br /&gt;Wysocki patrzył na mnie i uśmiechał się od ucha do ucha. Teraz dopiero zauważyłem, że ma okropny kamień na zębach. Pewnie od tych zasranych klubowych i równie podłej kawy, którą chleje na okrągło.&lt;br /&gt;- Rafał, słuchaj… szczerze to mnie to jebie, ja się nawet cieszę bo to były największe, rozumiesz dwie największe mendy w Polsce – powiedział spokojnie Wysocki – ale ja mam nad sobą ludzi rozumiesz? Mnie naciska prezydent, rozumiesz?&lt;br /&gt;- Ha ha – roześmiałem się – naciska, mówisz?&lt;br /&gt;- No powiedzmy że mnie bardzo prosił – powiedział rozbawiony Wysocki – powiedzmy. Rafał, kto ci nadał te zabójstwa? Ja to muszę wiedzieć – błagalnie jęknął.&lt;br /&gt;- Wszystko ci powiem Franek, spokojnie, ale najpierw załatw mi jakiś dobry tytoń i bibułki, cholernie chce mi się palić, ale tego twojego ścierwa nie zapalę – powiedziałem z uśmiechem – acha, no i weź powiedz żeby mnie rozkuli, co?&lt;br /&gt;- Sam cię rozkuję, czekaj – wyciągnął z szuflady biurka kluczyk, podszedł i rozpiął kajdanki. Słyszałem nawet jak moje ręce odetchnęły z ulgą po kilkugodzinnej torturze. Wysocki podniósł słuchawkę telefonu.&lt;br /&gt;- Dyżurny, dajcie mi tu dwie kawy. A! I jakiś dobry tytoń skombinujcie i bibułki, tylko migiem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Migiem to nie będzie bo nie mam uprawnień na latanie samolotami, a co dopiero odrzutowcami – pomyślał dyżurny Głównej Komendy Policji kiedy włączał ekspres do kawy. Od trzech dni bolał go ząb i  czuł, że dopada go grypa.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W celi aresztu śledczego przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie było brudno. Obdrapane ściany opowiadały sobie więzienne historie szepcząc kruszącą się lamperią. Śmierdziało uryną i kałem z domieszką stęchlizny i krochmalu. Wyciągnąłem z kieszeni zieloną kopertę Golden Virginii i skręciłem papierosa. Chwilę zwlekałem z jego odpaleniem, po czym głęboko zaciągnąłem się dymem. Teraz bukiet smrodu został dopełniony.&lt;br /&gt;- Dobrze że Wysocki załatwił mi Virginię – powiedziałem na głos – jest co palić… .&lt;br /&gt;Nie wiedziałem czy Wysocki zrozumiał o co chodzi w całej tej sprawie, czy w ogóle zrozumiał cokolwiek z tego co mu powiedziałem podczas naszej wielogodzinnej rozmowy, a raczej mojego przesłuchania. W każdym razie dawałem sobie 70% szans na powodzenie mojego misternie uknutego planu, planu w którym i Wysocki miał do odegrania dość ważną rolę. Kończył się kolejny dzień, a ja nie miałem pewności czy  zdołam to wszystko zakończyć. Teraz to już nie zależało tylko ode mnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Dąbrowski nerwowo przerzucał kartki swojego oprawionego w skórę terminarza z odciśniętym orłem w koronie na okładce. Jego mieszkanie było tandetne i totalnie niegustowne. Dębowe meble z mosiężnymi uchwytami i okuciami, pozłacane ramki okropnie kiczowatych pejzaży, których pstra kolorystyka nijak się miała do reszty kolorów występujących we wnętrzach. Obite skajem fotele i krzesła, grawerowane szklaneczki i kieliszki, biblioteczka uformowana na niby antyczny styl i równie niby antyczne dzieła literackie stojące na jej półkach. Jedynym zapachem jaki w ogóle Dąbrowski znosił był zapach jego ukochanej naftaliny porozkładanej we wszystkich kątach jego ogromnego i ogromnie tandetnego mieszkania. Sam Dąbrowski pozował na niby antycznego lecz tak naprawdę sam również był obity skajem i przesiąkniętym naftaliną przydupasem małego, grubego i wiecznie przepoconego Stefana Starowicza. Zemsta jaką poprzysiągł kolegom z zarządu Partii Ludzi przerastała go i on dobrze zdawał sobie z tego sprawę. Był przekonany o swojej bezradności, dlatego tak niecierpliwie przeszukiwał kartki swojego terminarza. Chciał w nich znaleźć wybawienie, wybawienie, które mogło go zaprowadzić jeszcze wyżej w politycznej hierarchii, mogło go doprowadzić na sam szczyt tej kupy gówna. Dąbrowski w końcu uśmiechnął się i odetchnął z ulgą. W końcu znalazł ten błogosławiony numer telefonu do błogosławionego człowieka. &lt;br /&gt;- No to teraz Zimny będziesz sztywny – roześmiał się ze swojego dowcipu – teraz Smalec się tobą zajmie. Głośno zamknął terminarz i wystukał numer na klawiaturze swojego telefonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytoniowy dym wypełniał wnętrze mojej celi. Siedziałem na podłodze opierając się plecami o ruinę ściany. Tynk sypał się z niej przy każdym moim oddechu. &lt;br /&gt;- Stanowczo za dużo palę – pomyślałem – ale co tu robić?&lt;br /&gt;Szczęk klucza w zamku rozwiał moje mentalne dywagacje. Dyżurny przyniósł mi śniadanie – jeżeli w ogóle taki posiłek zasługiwał na miano śniadania. Razem z kubkiem letniej, parszywej herbaty dostałem dwie kromki chleba z masłem i pasztetową. Dyżurny rozejrzał się i rzucił na moją pryczę gazetę.&lt;br /&gt;- Ja nie czy…&lt;br /&gt;- Zamknij się i przeczytaj – przerwał mi dyżurny – masz przeczytać – syknął. Kiedy otwierałem płachtę jednego z najpopularniejszych dzienników, huk nagłówka z pierwszej strony zlał się z chrobotającym kluczem w zamku. &lt;br /&gt;- Prezydent R.P. głównym podejrzanym w sprawie potrójnego morderstwa – przeczytałem na głos – kurwa udało się – szepnąłem – Wysocki się spisał. Zacząłem czytać, zagryzając lekturę kanapką z pasztetową.&lt;br /&gt;„ Wczoraj w późnych godzinach wieczornych zatrzymany został do dyspozycji Prokuratury Prezydent Polskiej Rzeczypospolitej. Zarówno Komenda Główna Policji w Warszawie na czele z nadinspektorem Franciszkiem Wysockim jak i prokuratura odmawiają komentarza w tej sprawie. Możemy się tylko domyślać, że są dowody lub poszlaki na to, że Prezydent R.P. Adam Wieczorek jest zamieszany w popełnione przed kilkoma dniami morderstwa Czesława Pliszki – przewodniczącego i lidera Partii Ludzi, Premiera Daniela Rotta i jego kierowcy, pracownika Biura Ochrony Rządu, porucznika Krzysztofa Pełki. Przypominamy również, że policja zatrzymała bezpośredniego sprawcę Rafała Z. artystę malarza z Sosnowca. Powody morderstw nie są znane, jednak zaskakujące są reakcje zwykłych ludzi, którzy wyraźnie dzielą się na dwie grupy: pierwszą, większą grupę, popierającą zbrodniczy czyn Rafała Z. i drugą, mniejszą, złożoną ze słuchaczy Radia Maryja i skrajnie prawicowych odłamów Partii Ludzi, którzy domagają się ukamienowania Rafała Z. Od wczesnych godzin porannych ludność tłumnie zbiera się pod aresztem śledczym przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, skandując hasła i żądając uwolnienia i uczynienia bohatera narodowego z zatrzymanego Rafała Z. Z kolei prawicowe bojówki Partii Ludzi, domagają się kary śmierci cytując biblijne: oko za oko. Z każdą godziną przybywa ludzi. Obawiamy się, że w każdej chwili mogą wybuchnąć zamieszki. &lt;br /&gt;A jak państwo odnosicie się do tej sprawy? Czekamy na wasze opinie. Jeżeli jesteś za uwolnieniem wyślij sms pod numer 8835 w treści wpisując U1, jeżeli jesteś za karą śmierci wyślij sms pod nr 8835 w treści wpisując S2. Koszt sms’a 2.45zł + VAT. Wśród wszystkich głosujących rozlosujemy atrakcyjne nagrody”.&lt;br /&gt;- No to teraz Franek wyciągaj mnie z paki, dawaj ochronę i status świadka koronnego – zatarłem z radości ręce, plan zaczął żyć własnym życiem, ja byłem już zbędny i mogłem znów zatopić się w zaciszu swojej bylejakości. Będę mógł w końcu nawet przeczesać całą kulę ziemską w poszukiwaniu mojej córki, stać mnie, w końcu mnie stać nawet i na to… .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciemne mieszkanie w suterenie już dawno zapomniało, że ktokolwiek mogłby je sprzątnąć, nie mówiąc już o malowaniu czy myciu okien lub podłogi. Zabite okna drżały za każdym razem, kiedy na pobliskiej ulicy przejeżdżał samochód. Panujący tu półmrok uzupełniał niewyobrażalny burdel, utkany przez lata rzucania po kątach odpadków, jedzenia, opakowań, petów, butelek, odchodów, wymiocin, brudnych i śmierdzących ubrań, połamanych mebli i wszystkiego tego czego nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Pleśń i grzyby pączkowały w pełnej krasie w każdym zakamarku mieszkania. Każdy kto wszedłby tam po raz pierwszy nie wiedząc co znajduje się w tej oślizgłej od brudu norze na pewno by zwymiotował, a może nawet i zemdlał. Świeże powietrze bowiem skrzętnie omijało podwoje tego przybytku wielkim łukiem, a choć czasem i miewało samobójczy gest dostania się do środka tego przybytku, to wszystko kończyło się na muśnięciu zabitych gwoździami okien, których ni jak nie dało się już otworzyć. Każdy kto znał to mieszkanie i jego lokatora nie ważył się nawet przejść w pobliżu. Lokator który zamieszkiwał to lokum był monstrualnie skrzywionym psychicznie, dwumetrowym, otyłym potworem. Jego twarz, niegdyś zmiażdżona podczas wypadku w kopalni wykrzywiona była w poczwarnym grymasie. Łysa, niekształtna czaszka i olbrzymia żuchwa wysunięta nienaturalnie do przodu dopełniały obrazu bestii. Klaus Spyra bardziej znany jako Smalec siedział teraz na swoim tapczanie i uważnie kartkował wytłuszczony zeszyt. Kartki zeszytu wypełnione były kolażami modelek porno z doklejonymi głowami świętych i błogosławionych kobiet, które Smalec wycinał z kościelnych czasopism i parafialnych obrazków. Sapnął, kiedy żądza zaczęła wypełniać jego olbrzymi członek. Smalec rozsunął rozporek swoich spodni i sięgnął w głąb ręką. Wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Smalec nic sobie z tego nie robił. Nie chciał przerywać tej chwili, którą celebrował z pietyzmem kilka razy dziennie. Jego nabrzmiały, ogromny, śmierdzący kutas mlaskał z rozkoszy, kiedy Klaus ściskał go swoją monstrualnie wielką dłonią. Pukanie jednak nie ustawało i powoli doprowadzało Klausa do szału.&lt;br /&gt;- Klaus to ja, twój kuzyn, byliśmy umówieni – dobijał się głos zza drzwi – otwórz to ja Rysiek to znaczy Richard.&lt;br /&gt;Smalec właśnie kończył swój obrządek i nie miał zamiaru ani otwierać, ani sobie przerywać, jego małe, świńskie oczka osnuwała mgła nadchodzącego orgazmu.&lt;br /&gt;- Klaus otwórz, ta ja Richard – głos zza drzwi natrętnie wdzierał się pomiędzy Smalca a głowę świętej Barbary doklejoną do korpusu modelki z ogromnymi, obwisłymi piersiami. Smalec jęknął w spazmatycznym wytrysku spermy, która trysnęła prosto na nogawkę jego spodni. &lt;br /&gt;- Klaus, mam dla ciebie robotę, to ja Richard.&lt;br /&gt;- Zara, jerunie! Już leza! – ryknął Smalec wcierając dłonią spermę w nogawkę – Już leza ino se szczewiki łobleke! Podszedł do drzwi i przekręcił klucz.&lt;br /&gt;-  Szczynść Boże! Wlazuj Richard, wlazuj i siednij se kaj tam chcysz – powiedział Smalec ,podając na powitanie całą lepiącą się i śmierdzącą od spermy rękę, którą onanizował się jeszcze chwilę temu – ino mi kibla ze szczynami nie wylyj!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-5643387352289856669?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/5643387352289856669/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=5643387352289856669' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5643387352289856669'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5643387352289856669'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2011/01/anio-czesc-druga.html' title='Anioł część druga'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-3274972763439407378</id><published>2011-01-09T15:24:00.004-07:00</published><updated>2011-01-10T11:39:17.791-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='skutery wakacje'/><title type='text'>Anioł część pierwsza.</title><content type='html'>Pierwszy raz gdy zobaczyłem Czesława nie mogłem powstrzymać się od szyderczego uśmiechu. Jego nad wyraz ciemna, bujna, rozczochrana czupryna opadająca na  czoło i zakrywająca uszy w sposób typowy dla źle obciętych włosów. Wyraźnie asymetryczna twarz z wykrzywionymi łukami brwiowymi i kontrastującą do ciemnych włosów broda w kolorze jasny blond, oraz charakterystycznie wysunięta dolna szczęka tworzyły obraz bezmyślnego indywiduum, które przy każdej nadarzającej się okazji musiało wyżyć się seksualnie gdziekolwiek i czymkolwiek. Czesław wielokrotnie opowiadał mi historię swojej marynarki, którą to rzekomo jego pra pradziad dostał od Napoleona Bonaparte jako nagrodę za dobre sprzątanie po cesarskim pekińczyku. Ponoć Bonaparte nawet zwierzył się przodkowi Czesława i w chwili słabości wyznał mu, że pekińczyk ów jest doskonale przyuczony do robienia minety, którą Napoleon po prostu uwielbiał ponad wszystko. &lt;br /&gt;Teraz kiedy spoglądam na twarz Czesława mam nieodparte wrażenie, że nigdy już nie spotkam kogoś takiego jak on. Nienawidziłem go przez długie lata, bo on zawsze starał się być lepszy niż inni, a w rezultacie to i tak zawsze ja byłem lepszy. Czesław nic nie umiał, niczego nie potrafił zrobić od początku do końca, a jeżeli nawet cokolwiek udało mu się sfinalizować to i tak okazywało się to totalną porażką. Czesław próbował popełnić samobójstwo, ale i to mu nie wychodziło. Prosił mnie nawet żebym mu pokazał jak je poprawnie popełnić, ale jakoś nieszczególnie miałem akurat czas na takie zabawy. Zdaję się, że zajęty byłem układaniem puzzli z 5000 elementów - widok przedstawiający niedźwiedzia polarnego rozrywającego na strzępy niewielkiego zająca. Całej scenie przyglądają się lisy i małe puszyste piłeczki tenisowe. Pamiętam dokładnie, że jeszcze do niedawna Czesław miał do mnie żal za to że nie pokazałem mu jak popełnić samobójstwo. &lt;br /&gt;Szczególnym dniem dla nas obu był ślub Cześka z jego ukochaną Karolinką - okropnie otyłą studentką politechniki. Nie wiem co Karolina w nim widziała, ale zakochana była na zabój. Z resztą zabiła się tydzień po ślubie kiedy okazało się że Czesław nagrywał potajemnie w toalecie odgłosy jej wypróżnień, a później onanizował się przy odsłuchiwaniu tych jęknięć, pierdnięć i szumu spłukiwanej wody. Karolina odcięła sobie stopy piłką do metalu i wykrwawiła się w wannie. Ponoć chodzą słuchy, że kiedy Czesław ją znalazł, utopioną w wannie pełnej krwi, myślał że Karolina kupiła świnię i spuściła z niej krew na jego ulubioną kaszankę, więc nie zastanawiając się wiele napełnił kaszą i krwią ukochanej żony baranie kiszki. Pół miasta zajadało się przednim wyrobem. Nieświadomy niczego Czesiek zapeklował resztę świni - Karoliny i uwędził na pobliskich ogródkach działkowych. Stóp do dzisiaj nie odnaleziono... .&lt;br /&gt;Czasami sam się zastanawiam co tak na prawdę łączyło mnie z tym potworem Cześkiem? Chyba tylko to, że obaj lubiliśmy drapać igłami po lamperiach klatek schodowych starych kamienic. Pamiętam jak Czesław rozkoszował się zapachem stęchlizny i uryny, który roztaczały klatki schodowe, był swoistym koneserem takich zapachów. Opowiadał wtedy, że chciałby mieć takie perfumy, które pachniały by jak półpiętro kamieniczki przy Starosłowiańskiej 29.&lt;br /&gt;jak wcześniej wspominałem Czesław nic nie potrafił zrobić dobrze więc postanowił, że zostanie politykiem. W krótkim czasie zrobił oszałamiającą karierę, a założone przez niego ugrupowanie o nazwie "Partia Ludzi" okupowało szczyty rankingów popularności. Czesław stał się wrogiem nr 1 wśród innych, dotychczasowych liderów. Znienawidzili go do tego stopnia, że postanowili pozbyć się go za wszelką cenę. &lt;br /&gt;Pamiętam kiedy listonosz w chłodny styczniowy poranek wrzucał do mojej skrzynki list w niebieskiej, staromodnej kopercie. Przez dłuższą chwilę obserwowałem go z okna skrywając się za firaną. List był krótki. Zawierał tylko kilka zdań wyklepanych na maszynie:&lt;br /&gt;                                                                                       Szanowny Panie.  &lt;br /&gt;  Jako, że świadczył Pan tego typu usługi również i dla rządu, zwracamy się do Szanownego Pana o usunięcie z politycznego podwórka jednego śmiecia, który nad wyraz zalazł nam za skórę. Zanieczyszcza on środowisko na tyle że podjęliśmy nieodwołalną decyzję o jego natychmiastowej utylizacji. Cena nie gra roli. Proszę się zastanowić nad naszą propozycją i odpowiedzieć listownie na nr skrytki pocztowej 789 - Warszawa.&lt;br /&gt;                                                                                                                                               Z Poważaniem. D.R.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od razu domyśliłem się kim jest ów śmieć zanieczyszczający środowisko... . Nie chciałem być sentymentalnym ścierwem i jako że zawsze nienawidziłem wszystkiego co łączyło się z polityką i politykami odpisałem. Mój list zawierał odpowiedź twierdzącą, ale również niebotyczną - zaporową jak mi się wydawało kwotę zapłaty za wywóz śmieci.&lt;br /&gt;Odpowiedź dostarczył kurier. Pieniądze na moje konto wpłynęły jeszcze tego samego dnia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedziałem z Czesławem w małej kawiarni w śródmieściu, paliłem sprowadzony Anglii tytoń Old Holborn, który wypełniał niebywałą rozkoszą moje płuca. Jego delikatnie kwiatowy posmak wykrzywiał moje usta w nieustanny grymas uśmiechu. Czesław małymi łykami upijał gorące espresso i pogryzał czekoladowe ciasteczka. Jego niedbale dobrany garnitur napawał mnie odrazą. &lt;br /&gt;- Przejdźmy się bulwarem - zaproponowałem.&lt;br /&gt;- O, fajnie - odpowiedział Czesław - dawno nie spacerowałem, wszędzie tymi limuzynami - roześmiał się Czesiek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Widzisz, kiedy przyjaźniliśmy się, jeszcze w czasach podstawówki, zawsze zastanawiałem się co tak na prawdę nas przy sobie trzymało i tak na prawdę nie wiem do dzisiejszego dnia - wycedziłem przez zęby - Ty znasz mnie chyba dobrze, nie? - spytałem skręcając papierosa.&lt;br /&gt;- Pewnie tak - odpowiedział Czesiek - trochę się razem poobdrapywało tych lamperii - uśmiechał się pełną gębą... .&lt;br /&gt;- No właśnie, to przecież wiesz, że nie trawię wszystkiego co wiąże się z polityką. Powinieneś to wiedzieć - odpaliłem papierosa chowając w kieszeni płaszcza kopertę tytoniu, bibułki i zapalniczkę. - Powinieneś to wiedzieć... .&lt;br /&gt;- No wiem, wiem przecież wiem, kurwa - odparł podenerwowany Czesław - dlatego nie widujemy się już tak często jak kiedyś, z resztą ja też już nie mam tyle czasu co kiedyś, wiadomo obowiązki, ha ha ha - teatralnie roześmiał się wyraźnie już zdenerwowany lider "Partii Ludzi"&lt;br /&gt;Skrzypiąc zmrożonym śniegiem nadchodził wieczór. Postawiłem kołnierz i poprawiłem szalik. Siedzieliśmy z Czesławem nad brzegiem rzeki. Czesław spoglądał w dal, gdzieś w głąb parku. Jego oczy były zgaszone i nieobecne. Delikatny uśmiech, zdobiący jego asymetryczną gębę rozmywał się pod strużką krwi wypływającą z jego nozdrzy. Wyglądał tak niewinnie i spokojnie. To poderżnięte gardło dodawało mu nawet uroku, którego nigdy za życia nie miał... .&lt;br /&gt;- Na mnie już czas - powiedziałem do Czesława - mam jeszcze trochę do posprzątania. Tutaj. &lt;br /&gt;Powolnym krokiem ruszyłem w stronę mojego domu. Zrobiło się już późno i mróz niemiłosiernie piszczał kiedy stawiałem kroki wbijając się podeszwami w grubą warstwę styropianowego śniegu. Parkowe latarnie rozświetlały brzoskwiniowym sokiem światła moją przyszłość. Wiedziałem co muszę teraz zrobić, decyzję już podjąłem w momencie kiedy czytałem wystukany na maszynie list podpisany inicjałami premiera - Daniela Rotta. &lt;br /&gt;- Czas na ciebie skurwysynu, sam mi to umożliwiłeś - wyszeptałem przez zęby. Właśnie dochodziłem do drewnianej furtki mojego domu. Drzwiczki skrzypnęły na powitanie i kłapnęły zębami samozatrzaskującego się zamku. Dochodziła 22.45.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie przepadałem za moim warszawskim mieszkaniem. Było to przestronne i jasne poddasze kamienicy położonej w samym centrum stolicy, nowocześnie urządzone z przepięknymi abstrakcyjnymi obrazami jakiegoś nieznanego zupełnie artysty z Bytomia. Nie wiem, sam nie wiem dlaczego go nie lubiłem. Może tylko dlatego, że właśnie tutaj odeszła ode mnie moja żona, zabierając moją ukochaną córkę. &lt;br /&gt;- Tylko dokończę sprawy i je odszukam - powtarzałem sobie smarując kromki pumpernikla majonezem. Przygotowane na talerzyku obok ogórki i pomidory w pachnącej czosnkiem oliwie z oliwek uśmiechały się kawałkami starannie rozczłonkowanej fety. &lt;br /&gt;- Jeszcze kawkę - uśmiechnąłem się sam do siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po śniadaniu zadzwoniłem do kancelarii Rotta z prośbą o spotkanie. Chciałem porozmawiać z nim osobiście, ale akurat o dziwo gdzieś wyjechał i nie było go w mieście. Zostawiłem mój nr telefonu jego sekretarce. Wiedziałem, że oddzwoni do mnie jak tylko będzie mógł. W końcu nie jedno się dla niego robiło. Można rzec że skutecznie "przygotowałem grunt" jego karierze politycznej.&lt;br /&gt;Około 15-tej telefon odezwał się wydobywając z siebie nieznośną ilość i jakość dźwięków.&lt;br /&gt;- Tu Rott, co jest?&lt;br /&gt;- Spokojnie, nie denerwuj się, mam interes do ciebie - odparłem.&lt;br /&gt;- Jak można zarobić to będę u ciebie za godzinkę, hahahaha - odpowiedział wyraźnie już wyluzowany Daniel.&lt;br /&gt;- Czekam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rott oczywiście dużo się spóźnił. Zawsze się spóźniał i nigdy nie dotrzymywał słowa. Wypierał się niejednokrotnie swoich słów i czynów. Obrzydliwy smród swojego  potu starał się ukryć pod powłoką hiper eleganckich garniturów i koszul zalanych perfumami Chanell Egoiste. Chociaż perfumy miał trafnie dobrane do swojej osobowości. Jego przyklejone do łysiny resztki siwiejących włosów , przesadnie wielki nos z różowymi i czerwonymi przebarwieniami i świdrujące małe oczka w bliżej nie określonym kolorze dopełniały obrazu tego skurwysyńskiego, zakłamanego ścierwa. Był skrajnie prawicowym faszystą od którego biło na kilometr jego wiejskie pochodzenie.&lt;br /&gt;- Nie ściągaj butów Daniel - powiedziałem do niego, wiedząc jak cuchną jego stopy, przez lata gnijące w gumowcach.&lt;br /&gt;- Dobrze, przejdźmy do rzeczy - co to za biznes? spytał tak łapczywie jakby miał się zakrztusić swoją chciwością.&lt;br /&gt;- Napijesz się czegoś? - rzuciłem pochodząc do barku - czysta, whisky, koniaczek?&lt;br /&gt;- Czystej daj.&lt;br /&gt;Nalałem w 50 gramowy kieliszek i podałem mu. Daniel jednym hałstem przechylił go i wypił. Grymas jego twarzy był jednak inny niż zwykle. Złapał się za gardło i próbował krzyczeć, ale kwas solny z kieliszka skutecznie przepalił jego gardło wraz ze strunami głosowymi. Wił się jak robak.&lt;br /&gt;- Czas na kąpiel - wyszeptałem mu do ucha - nareszcie pozbędziesz się smrodu raz na zawsze.Za resztkę włosów zaciągnąłem go do łazienki, gdzie w wannie czekała już kąpiel z kwasu solnego.&lt;br /&gt;Przeładowałem pistolet, nakręciłem tłumik na lufę i wyszedłem z mieszkania. Daniel spokojnie zażywał kąpieli więc na pewno nie będzie mu przeszkadzała moja nieobecność. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dobry wieczór panu, słyszał pan że tego przywódcę z Partii Ludzi ktoś zabił? – usłyszałem znajomy głos na klatce schodowej.&lt;br /&gt;- A dobry wieczór pani Matyldo, nie, nie słyszałem, ja się nie interesuję polityką – odparłem z uśmiechem.&lt;br /&gt;- Wiesz pan który to był? Taki popularny bardzo z jasną brodą ale włosy ciemne miał. Ja tam go nie popierałam. Ponoć, że go zamordowali w jego rodzinnym mieście, na urlopie był. Już nawet są na tropie sprawców – szeptała Matylda.&lt;br /&gt;- To dobrze, to dobrze… . &lt;br /&gt;- No i że ponoć ktoś mu poderżnął gardło, bestialski mord panie, bestialski, mówią że robota zawodowców, że jakieś porachunki czy coś.&lt;br /&gt;- Możliwe, możliwe… .&lt;br /&gt;Matylda nachyliła się w moją stronę i cicho dodała:&lt;br /&gt;- I dobrze chujowi, ja tam go nie żałuję choć żem katoliczka i w Pana naszego Jezusa wierzę, ale kto to widział żyć za 600 zł renty? Jak dla mnie to niech ich wszystkich wymordują skurwysynów, tfu, gadzinę pierdoloną, złodziei!!!&lt;br /&gt;- Niech się pani nie denerwuje, pani Matyldo, jeszcze pani ciśnienie skoczy.&lt;br /&gt;- A daj pan spokój – powiedziała i odwróciwszy się na pięcie zniknęła za drzwiami swojego mieszkania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stałem w bramie i obserwowałem parking szukając stojącej rządowej Lancii. Żółtawe światło latarni spływało po sylwetce pancernego pojazdu służbowego, rysując w mroku jego charakterystyczny kształt.&lt;br /&gt;Podszedłem cicho i zapukałem telefonem Daniela w szybę. Zdenerwowany BOR-owiec odburknął tylko &lt;br /&gt;– Proszę odejść!!!&lt;br /&gt;- Panie tu koło auta telefon znalazłem, może pana? – zagadnąłem do niego.&lt;br /&gt;- Nie, nie mój – odparł – idź pan stąd!&lt;br /&gt;- Panie drogi telefon, możeś pan widział jak ktoś zgubił, patrz pan drogi telefon – ciągnąłem temat przyciskając do szyby samochodu bardzo wysoki model Nokii z pozłacaną obudową.&lt;br /&gt;- Kurwa pokaż pan to – powiedział BOR-owiec odsuwając szybę.&lt;br /&gt;- Proszę – powiedziałem wkładając lufę pistoletu przez okno wprost do jego zdziwionej mordy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie znosiłem od dziecka dworców kolejowych, których smród napawał mnie odrazą i obrzydzeniem. Żebrający narkomani i bezdomni, gotowi zabić cię za 2zł. Przyglądałem się mężczyźnie czytającemu gazetę, który siedział w poczekalni razem ze mną. Był środek nocy, w poczekalni tylko my dwaj i obleśna kawa smakiem nie przypominająca absolutnie niczego do picia. &lt;br /&gt;- Hehehe – zaśmiał się nieznajomy uderzając wierzchem dłoni w połeć gazety – widziałeś pan jaka afera? – spytał. Dwa dni z rzędu i dwóch złodziei zabili – ciągnął. Panie, jeden gorszy od drugiego – mówił uśmiechając się do mnie.&lt;br /&gt;- Co pan powie, nie, nie wiem nic, jakich złodziei?&lt;br /&gt;- No jak jakich, przedwczoraj tego skurwysyna z Partii Ludzi zarżniętego jak świnie nad rzeką znaleźli, a wczoraj ponoć premiera, tego cwaniaka Rotta. Tyle że nie bardzo mogą go zidentyfikować bo go ktoś rozpuścił w kwasie solnym – kurwa i bardzo dobrze. Tyle tylko, że tam gdzie go znaleźli, niby że w mieszkaniu jakiegoś artysty, to tam pod tą kamienicą premiera auto stało ze zwłokami ochroniarza w środku. Ktoś mu łeb panie rozpierdolił w tym aucie, że nie było co zbierać… .&lt;br /&gt;- Co pan powie, szok w jakim bezpiecznym kraju żyjemy, tyle się o tym mówi teraz że bezpiecznie, a tu popatrz pan takie rzeczy… .&lt;br /&gt;- Ja panu coś powiem, tak od siebie, ja to bym wszystkich tych złodziei do gazu jak za Hitlera wpierdolił i tyle, panie kochany. Ja żem okupację przeżył , ale takiego czegoś jak teraz to nie widziałem jeszcze, złodziejstwo, obłuda panie w biały dzień na oczach świata, kradną legalnie panie – nas kurwa okradają, mnie i pana też, ci młodzi teraz jak niewolnicy panie, jak tak można, jak tak można do cholery jasnej? Musi jakaś kara na nich w końcu przyjść, ja panu powiem, ten co to ich morduje to powinien wszystkich zarżnąć jak świnie, panie, normalnie młotkiem w łeb i spuścić krew jak ze świni, panie i kaszankę powinien z prezydenta naszego zrobić, panie, bo ten morderca, panie to jest anioł!&lt;br /&gt;- Panie jak anioł? Morderca ludzi zabija – przerwałem.&lt;br /&gt;- Panie anioł do kurwy nędzy, mówię panu, że anioł, co go Bóg wszechmogący na ziemię posłał, żeby się z tym plugastwem rozprawił i porządek na świecie i u nas w świętym kraju w końcu zaprowadził. Ja bym panie mu pomniki stawiał i nagrodę nobla bym mu dał.&lt;br /&gt;- Komu? – spytałem&lt;br /&gt;- No jak komu panie? – odpowiedział – no temu co to tych polityków, wie pan wypatroszył, mówię panu to anioł… .&lt;br /&gt;- Przepraszam, ale pójdę już na peron, za kilka minut przyjeżdża mój pociąg, do widzenia panu – powiedziałem.&lt;br /&gt;- A do widzenia, do widzenia… .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świt rozrywał moje źrenice, kiedy wysiadałem z pociągu. Kraków jeszcze nigdy tak jak dziś nie witał mnie z otwartymi ramionami. Pocałowaliśmy się na przywitanie, a on nawet delikatnie musnął językiem moją szyję. Moje zmęczone ociężałe powieki opadały na oczy w zwolnionym tempie, brnąłem wzdłuż ulicy Basztowej topiąc się w rozpuszczonej pośniegowej brei. Ołowiane nogi wlokły się za mną jak zbędny balast, który powinienem odciąć i zostawić na pastwę losu. Z Basztowej skręciłem w Szpitalną i wlokąc się resztkami sił doszedłem do Pijarskiej. Brama floriańska śmiała się ze mnie, biła mi brawo i poprawiała makijaż z sadzy.&lt;br /&gt;- Muszę się wyspać – powtarzałem w kółko w myślach. Trzy nieprzespane noce dały mi ostro w kość, żadna kawa, czy nawet amfetamina nie postawiła by mnie na nogi. Nie myśląc długo zameldowałem się w Hotelu Floryjan, przy Floriańskiej 38. Pokój był niewielki, ale dość stylowo urządzony. Światło rozbryzgiwało się na jasnych ścianach więc zaciągnąłem żaluzje, żeby nie męczyć już i tak zdezelowanych oczu. Rzuciłem ubranie na skórzaną kanapę i zatopiłem się w czystej pościeli snu, snu którego potrzebowałem teraz jak nigdy dotąd, Musiałem nabrać sił, bo przede mną najtrudniejsze świniobicie… .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Warszawie przy ulicy Puławskiej wrzało. Pracownicy Głównej Komendy Policji uwijali się jak mrówki, wszyscy byli postawieni w stan najwyższej gotowości. W końcu nie co dzień prowadzi się dochodzenie w sprawie brutalnych mordów najwyższych rangą przedstawicieli państwa. Wszystkie poszlaki i dowody wskazywały tylko na jednego człowieka.&lt;br /&gt;Nadinspektor Franciszek Wysocki siedział spokojnie za swoim biurkiem i odpalał śmierdzącego klubowego od płomienia ślicznie grawerowanej, przedwojennej zapalniczki. Wysocki dobrze wiedział kim jest morderca. Problematyczne wydawało się tylko to dlaczego to zrobił. Nadinspektor był przekonany, że mordy te z pewnością były zamówione, że morderca działał na zlecenie kogoś bardzo wysoko postawionego, ba może nawet działał na zlecenie samego prezydenta? Wysocki sam nieraz współpracował z domniemanym przestępcą. Znali się jeszcze ze służby wojskowej. Obaj pracowali w wywiadzie i obaj zajmowali się oczyszczaniem... . Jednak Wysocki z powodów osobistych musiał przejść w stan spoczynku i w stopniu nadinspektora wylądował w służbie kryminalnej. &lt;br /&gt;- Problemem nie jest sam mord, lecz zleceniodawca i pomysłodawca tego przedsięwzięcia – głośno myślał Wysocki wydmuchując z ust kłęby obrzydliwego dymu. - Śmiać mi się chce jak słyszę chłopaków z wydziału, którzy szeptają do siebie, że w końcu Polska pozbyła się tych skurwysyńskich złodziei i że ten morderca to błogosławiony powinien zostać i że to bohater narodowy a nie przestępca. Tak czy siak muszę rozesłać za nim list gończy, muszę dotrzeć do niego, inaczej nigdy się nie dowiem co się tu rozgrywa... . Podniósł majestatycznym ruchem słuchawkę telefonu wewnętrznego i poinformował sekretarkę o zwołaniu odprawy za pół godziny w jego gabinecie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obudziłem się. Leżąc w przepoconej pościeli nie mogłem rozszyfrować cyferblatu mojej starusieńskiej Doxy. Wskazówki pokazywały 6.45, ale nie wiedziałem czy rano czy wieczorem, a może przespałem ze dwie doby?&lt;br /&gt;Powoli wstałem i włączyłem telewizor. Był wieczór następnego dnia. Na każdym kanale trąbili o brutalnych mordach dostojników państwowych. Informacje podawane były razem z moim zdjęciem – jako sprawcy. &lt;br /&gt;- Chuj z tego Wysockiego – powiedziałem głośno sam do siebie – myślałem że poczeka jeszcze z dobę... .&lt;br /&gt;Ubierałem się powoli. Usiadłem wygodnie w skórzanym fotelu, skręciłem papierosa i zapaliłem. &lt;br /&gt;- Coś mi tu nie gra – pomyślałem – przecież jeżeli tak trąbią o tych zabójstwach i pokazują fotografię poszukiwanego mordercy, który rzekomo tę zbrodnię popełnił, to czemu jeszcze nikt do kurwy nędzy mnie nie podpierdolił na policję??? Choćby i sam recepcjonista. Mój pędzący myślotok zatrzymało nagle mocne pukanie do drzwi.&lt;br /&gt;- No i już idą po mnie... - pomyślałem. Nie będę tutaj robił rzeźni, to są niewinni ludzie wykonują swoje obowiązki. Podszedłem do drzwi, przekręciłem zamek i otworzyłem.&lt;br /&gt;W drzwiach stał starszy, lekko łysiejący mężczyzna w stalowym garniturze trzyczęściowym. Pod kołnierzem czarnej koszuli błyszczał srebrny półwindsorski węzeł krawata, mężczyzna trzymał w ręce srebrną tacę z przykrywką. Stan jego uzębienia jak i zapach drogiej wody kolońskiej wskazywał na to, że nie jest to na pewno boy hotelowy... .&lt;br /&gt;- Dzień dobry szanownemu panu – powiedział ciepłym, donośnym głosem – nazywam się Janusz Majer i jestem dyrektorem tego hotelu. Zapewne dziwi pana moja obecność?&lt;br /&gt;- Dzień dobry, zaiste dziwi – odparłem – proszę niech pan wejdzie do środka – zaproponowałem.&lt;br /&gt;- Dziękuję.&lt;br /&gt;Majer usiadł na kanapie stawiając tacę na ławie.&lt;br /&gt;- Przyniosłem śniadanie czy też kolację jak pan woli dla szanownego pana – zaczął Majer. &lt;br /&gt;- Bardzo się cieszę, ale proszę mi wytłumaczyć od kiedy dyrekcja tak szanowanego hotelu podaje posiłki przeciętnym klientom? - przerwałem.&lt;br /&gt;- No nie takim przeciętnym panie Zimny, nie takim przeciętnym. Doskonale wiem kim pan jest i co pan zrobił dla kraju. Powinien pan zostać bohaterem narodowym, nie wiem czy zdaje sobie pan sprawę, że trzy czwarte polaków popiera pański czyn? - zapytał lekko obniżając i tak już niski tembr głosu.&lt;br /&gt;- Chyba bierze mnie pan za kogoś innego – wyszeptałem przez zęby – chyba mnie pan z kimś myli panie...eee, panie.... &lt;br /&gt;- Majer. Moje nazwisko – Majer. Chyba nie, chyba nie... .  Widzi pan, panie Zimny, nasz kraj od dawna czekał na kogoś takiego jak pan, kogoś kto odważy się napluć w twarz tym skorumpowanym oszustom, tym plugawym złodziejom, którzy okradają nas każdego dnia i ciągle im mało i chcą jeszcze więcej i jeszcze więcej. Nienasycone ścierwo!&lt;br /&gt;- Proszę się uspokoić – syknąłem – jeszcze ktoś usłyszy.&lt;br /&gt;- Niech się pan nie obawia, u mnie nic panu nie grozi, mam pewien pomysł jak panu pomóc wydostać się z kraju...&lt;br /&gt;- Chyba nie będzie to konieczne odparłem, poradzę sobie sam – przerwałem Majerowi.&lt;br /&gt;- Panie Zimny od dwóch dni pańskie zdjęcie pokazują w telewizji, internecie, prasie. Jeszcze chwilę i trafi pan na billboardy, gdzie się pan schowa? Przecież zaraz pana złapią! - krzyknął Majer.&lt;br /&gt;- Być może, ale mam jeszcze tu coś do załatwienia – odpowiedziałem. - A teraz pozwoli pan dyrektorze, że skonsumuję śniadanie czy też kolację – jak ładnie to pan ujął, które raczył mi pan przynieść.&lt;br /&gt;- Oczywiście, oczywiście, niech się pan posili. Proszę jeszcze przemyśleć moją propozycję, wydaje mi się całkiem sensownym rozwiązaniem pańskiej no powiedzmy nieciekawej sytuacji. Smacznego – rzucił Majer zatrzaskując za sobą drzwi.&lt;br /&gt;- Dziękuję – odpowiedziałem mu w myślach i zająłem się pałaszowaniem przepiórczych jajek sadzonych na grzankach z francuskiej bagietki z bazylią i czosnkiem, zapijając wszystko mocną, czarną kawą. Dochodziła 19.30.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zimny styczniowy wieczór wyraźnie doskwierał dwójce policjantów z VI Komisariatu Policji Miejskiej w Krakowie. Ślizgali się po zamarzniętym bruku. Mróz ścinał wieczorami dopołudniową odwilż, tworząc z chodników istne lodowisko do jazdy figurowej. Policjanci z trudem patrolowali okolice krakowskiego rynku, co i rusz przeklinając momenty w których z trudem łapali równowagę. Zatrzymali się na chwilę przy pomniku Mickiewicza, żeby spisać dwóch punków pijących wino w miejscu publicznym.&lt;br /&gt; Wchodząc w sukiennice jeden z nich zauważył znajomą twarz. Nie mógł sobie przypomnieć skąd zna niewysokiego, szpakowatego szatyna, z krótko wystrzyżonymi skroniami. &lt;br /&gt;- Heniek, skąd ja znam tego kolesia – powiedział wskazując palcem na niewielką postać odzianą w drogi płaszcz i czarny, jedwabny szalik.&lt;br /&gt;- Ty, kurwa mać! To zdaje się ten poszukiwany koleś co go na okrągło pokazują!!!- wycedził przez zęby.&lt;br /&gt;- No to awans mamy w kieszeni!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otyły komendant VI Komisariatu Komendy Miejskiej w Krakowie położonego przy ul. Ćwiklińskiej 4, sapał i chrząkał nerwowo do słuchawki telefonu.&lt;br /&gt;- Tak jest, oczywiście, ekm, echhh, tak jest panie nadinspektorze, oczywiście, niezwłocznie wyślemy transport z więźniem do Warszawy. Tak, z naszego komisariatu patrol, tak posterunkowy Henryk Jastrzębski i przodownik Bartosz Adamus. Tak panie nadinspektorze, wypiszę stosowne formularze do awansu, tak oczywiście jeszcze w tym tygodniu. Dziękuję panie nadinspektorze, do widzenia.&lt;br /&gt;Wyszedł ze swego niewielkiego gabinetu i odchrząknowszy krzyknął:&lt;br /&gt;- Józek – pakujcie się z tym degeneratem do Warszawy! Za pół godziny będzie po niego karetka z obstawą. A! I dawać mi tu Jastrzębskiego i Adamusa – migiem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Przeszkadza mi ta otyłość – pomyślał komendant kiedy Adamus i Jastrzębski opuścili już jego gabinet – cieszą się chłopaki z awansu, kurwa cieszcie się, bo gdyby to ode mnie zależało to bym puścił tego człowieka wolno, niech robi swoją robotę – myślał.&lt;br /&gt;Was bym tempe chuje pozamykał w więzieniach, kurwa człowiek się nazapierdala za 2500zł i chuja z tego ma! - gadał do siebie patrząc przez okno.&lt;br /&gt;- A podskocz jakiemuś kurwa dygnitarzowi, podskocz! - ciągnął – to wyjebią cię na bruk i to bez wazeliny. Kurwa mać! Powinienem coś zrobić, żeby go wypuścić, powiedzieć, że to nie on czy co, do chuja pana! Powinienem coś zrobić!&lt;br /&gt;Nagle ktoś przerwał jego rozważania pukaniem do drzwi.&lt;br /&gt;- Wejść! - zawołał donośnie otyły komendant.&lt;br /&gt;- Panie komendancie przyjechali po aresztowanego... .&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-3274972763439407378?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/3274972763439407378/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=3274972763439407378' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3274972763439407378'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3274972763439407378'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2011/01/anio-czesc-pierwsza.html' title='Anioł część pierwsza.'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-7810272326678909474</id><published>2011-01-07T05:13:00.002-07:00</published><updated>2011-01-07T05:39:02.410-07:00</updated><title type='text'>Nowy Rok Stare Śmieci</title><content type='html'>&lt;p&gt;To ostatni rok, w którym można coś zmienić. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Powrót do pracy po tygodniowym urlopie uświadomił mi, że tygodniowy, miesięczny, roczny urlop skończy się takim samym przygnieceniem jakby go w ogóle nie było. A wszystko przez to, że trzeba tam wracać, gdy wszyscy uciekają stamtąd jak szczury z zatopionego statku. Nie wiem czy jest to rodzaj samodestrukcji, czerpania chorej przyjemności z niepowodzeń sapiącej świni czy może desperacja. Nie będę pisać o braku wyjścia, bo wyjście jest z każdej sytuacji.  Nie można też zwalić tego na to, że nie ma dokąd pójść. No bo dokąd dobrze wiadomo od jakiś 6, 7 lat. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Coraz częściej nawiedzają mnie sny o pustce życia. Nie tej z dobrze znanego stanu nirwany, a tej pozbawionej sensu. Zresztą nie tylko sny, przemyślenia i takie tam bardziej ostateczne lub mniej... Pomijając rzecz najważniejszą donikąd nie doszłam i tam dokąd doszłam nic nie odnalazłam. Ludzie niegdyś tak ważni dla mnie - nie tylko z racji zawodu - poznikali. Nie można już mówić o zasadach moralnych czy po prostu takich ważnych rzeczach jak przyjaźń, sztuka i zróbmy coś wartościowego. Miniony rok ostatecznie pozbawił wszystko złudzeń, a okruchy pamięci roztrzaskał na drobny piach, który natychmast zwiał zachodni wiatr do pierwszej lepszej kratki ściekowej Tyle z większości znajomości/wartości pozostało - smród. I może jeszcze niedawno jakoś by mnie to obeszło, ale miniony rok nauczył mnie tego, że nie warto. Tak niewiele warto. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;I tak za długo zwlekaliśmy. No a pieniądze? Pieniądze zawsze się znajdą.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Coraz częściej nawiedzają mnie sny o pustce życia. To dobrze. Bo to ostatni rok, w którym można coś zmienić.&lt;/p&gt;&lt;p align="right"&gt;&lt;em&gt;(Czarownica siadła na kamieniu i poprawiła włosy. A więc jestem. Co dalej? - spytała.)&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="right"&gt;&lt;em&gt;Happy New Year&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-7810272326678909474?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/7810272326678909474/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=7810272326678909474' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7810272326678909474'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7810272326678909474'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2011/01/nowy-rok-stare-smieci.html' title='Nowy Rok Stare Śmieci'/><author><name>adnoaje</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-5633144145517138119</id><published>2010-12-30T13:42:00.002-07:00</published><updated>2010-12-30T13:46:55.851-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='skutery jak zwykle'/><title type='text'>Cicha...</title><content type='html'>Wybudzenie ze snu było zawsze szokiem dla mojego umysłu i organizmu. Przeszywające drgawki i kołatanie serca, które towarzyszą przejściu ze snu w stan przytomny zawsze przypominają mi jedyny sens życia. Tego ranka słońce lubieżnie lizało szyby i ramy okienne, niemiłosiernie chlipiąc i dławiąc się swoimi odbiciami w oknach budynków. Mroźny poranek rozświetlał mój skromny pokój i już czułem, że mróz znów pokonał moje centralne ogrzewanie. Powoli siadłem na łóżku i trzęsąc się z zimna zacząłem zakładać na siebie porozrzucane niedbale ubrania.  &lt;br /&gt;Czajnik wył przeraźliwie. Pewnie poparzył się w gwizdek – pomyślałem. Postanowiłem mu pomóc szybko zakręcając kurek gazu na kuchence. Zapach kawy wypełniał teraz moje nozdrza, tak samo jak niegdyś Cyklon B wypełniał nozdrza więźniów obozów koncentracyjnych. Pierwszy łyk kawy ma zawsze w sobie coś z orgazmu, szczególnie przepalony jakimś tytoniem dobrej jakości.  Nieuniknione wyjście na przemrożone zewnątrz nadchodziło powoli, uśmiechało się do mnie, a raczej śmiało się ze mnie ostrząc ołówek lekko stępionym nożykiem do papieru. Czerwone ostrużyny ołówka leżące na śniegu wyglądały jak logo przerwanej błony dziewiczej. Kawa dogasała razem z niedopałkiem. Ubrałem kurtkę i szalik.&lt;br /&gt;Daleko nie uszedłem bo zaraz poślizgnąłem się na oblodzonych schodach i zapierdoliłem głową o spawaną, metalową poręcz. Łuk brwiowy poszedł się pierdolić – pomyślałem. Zacząłem zamiatać swoje obolałe ciało z powrotem do domu, ale gdy tylko stanąłem na nogach powtórnie wypieprzyłem się tym razem uderzając potylicą o schody… .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy otworzyłem oczy było już ciemno. Kurwa, przeleżałem cały dzień – pomyślałem. Muszę zadzwonić do pracy, jakoś się usprawiedliwić z nieoczekiwanej nieobecności. Głowa pękała mi z bólu. Próbowałem odszukać w kieszeni telefon, ale nie mogłem go namacać. Pewnie rozgniotłem go na miazgę podczas któregoś z upadków. &lt;br /&gt;- No kurwa nie wstanę! – ryknąłem na cały głos. Krew z rozbitej głowy przymarzła do schodów uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch głową. Byłem złączony ze schodami własnego domu własną krwią.&lt;br /&gt;- Ratunku! – krzyknąłem. Nie wiedziałem nawet która może być godzina. Mogła być równie dobrze szesnasta co dwudziesta trzecia albo czwarta rano. &lt;br /&gt;- Nawet nikt mnie nie zobaczy – szepnąłem cicho sam do siebie. Przez lata pracowałem nad ogrodzeniem posesji, które świetnie oddzielało mnie od reszty świata - sąsiadów i przechodniów. Cały czas chciałem żeby nikt mnie nie widział. Chciałem intymności i swobody na własnej posesji, żeby nie czuć się skrępowanym jakimiś przypadkowymi podglądaczami i gapiami… . Tylko co teraz. Powoli opadałem z sił. Trzęsłem się z zimna – wychłodzony bliżej nie określonym czasem leżenia na śniegu i lodzie z przymarzniętą otwartą raną głowy do lodowej politury schodów.&lt;br /&gt;- Przynajmniej się nie wykrwawię – powiedziałem szeptem słyszalnym tylko dla zmarłych właścicieli sąsiedniej posesji, którzy jakoś dziwnie spokojnie obserwowali mnie przez szparę w płocie. Uśmiechali się do mnie, a nieżyjąca sąsiadka puszczała nawet zalotne perskie oczko. Kolorowe kwiaty, które zaczęły przebijać się przez cukrową śnieżną watę oplatały rurki ogrodzenia i poliwęglanowe płyty. Szczygieł razem z papugą kakadu rozkładali na części pierwsze wszystkie zdania jakie kiedykolwiek wypowiedziałem, a żuk gnojarz kończył lepić bałwana. Brakowało mu tylko marchewkowego nosa. Chętnie nawet bym my przyniósł, ale było mi tak błogo że postanowiłem jeszcze chwilkę rozkoszować się tą upojną chwilą. Tym bardziej że właśnie rudo czarny kot sąsiadów przyniósł mi sernik na zimno i kawałek pasztetu z jagnięciny z żurawiną i śliwkami suszonymi. Ślina przymarzła mi do podniebienia. Dostałem wzwodu, który rozerwał moje spodnie i kutas obserwował mnie bardzo uważnie czekając na jakiś ruch z mojej strony. Dostałem ataku śmiechu – bo jak ja będę wyglądał jak już ktoś mnie znajdzie na wiosnę na tych schodach, cały pokrwawiony z tym kutasem na wierzchu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kierowca pewnie prowadził rozpędzoną do 140 km/h karetkę oddziału ratunkowego. Z rykiem syren zaparkował pod wyłamaną bramą posesji nr 28. Ratownicy sprawnymi ruchami wyskoczyli z pojazdu, a kierowca chuchnąwszy w ręce zapalił papierosa i mocno zaciągnął się dymem.&lt;br /&gt;- Ale miazga – pomyślał patrząc na człowieka leżącego na schodach. &lt;br /&gt;- Tętno jest wyczuwalne – rzucił jeden z ratowników.&lt;br /&gt;- Zabieramy go.&lt;br /&gt;Bez zastanowienia wzięli mężczyznę za ramiona i silnym ruchem pociągnęli go do góry, pozbawiając go przy tym sporej części mózgu, który został przytwierdzony lodowym gwoździem do schodów.&lt;br /&gt;- Kurwa i po tętnie… - powiedział kierowca odpalając następnego papierosa. Zaczynało się ściemniać. Gapie rozchodzili się pośpiesznie do domów. Przecież za chwilę wigilia a ołówki jeszcze nie zastrugane.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-5633144145517138119?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/5633144145517138119/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=5633144145517138119' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5633144145517138119'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5633144145517138119'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/12/cicha.html' title='Cicha...'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-6730410596815426887</id><published>2010-12-07T12:41:00.009-07:00</published><updated>2010-12-07T13:18:10.909-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;p&gt;Kiedy dotarło do niej co się naprawdę stało, uświadomiła sobie, że jedynym jej znanym miejscem w okolicy poza lasem, jest Karczma pod Złotym Kogutem. Pamiętała wszakże, że nie wywarła na niej dobrego wrażenia, ale czy mogło jej się przydarzyć coś gorszego niż nagła śmierć najlepszej przyjaciółki na jej własnych oczach?! Zrezygnowana i obojętna na wszystko udała się tą samą drogą co parę miesięcy wcześniej, prosto pod drzwi oberży. Weszła do środka i ku jej zaskoczeniu stanął przed nią ten sam mężczyzna, którego widok ją wtedy tak przeraził. Nie miał już jednak tak groźnego i zachrypniętego głosu jak wtedy, a i jego postura była jakaś przygarbiona i niezgrabna, ale kiedy spojrzał jej w oczy Hana zdrętwiała i nie mogła się ruszyć. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Miałaś go uratować. A on nie żyje. - stwierdził z wyrzutem mężczyzna.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Słowa zabrzęczały Hanie w uszach jakby odbite echem od chaty matki. Nie tylko jego miała uratować - pomyślała i spojrzała na mężczyznę z takim żalem, że ten skulił się jeszcze bardziej i osunął na podłogę pod ścianą.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Poza nimi w karczmie nie było nikogo aż do wieczora, kiedy to właściciel oberży zjawił się nagle by zrugać piękną kelnerkę i zaciągnąć ją na zaplecze, by tam oddać się cielesnym rozkoszom. Kiedy wrócił zarócił uwagę na Hanę siedzącą przy pustym kufle piwa i zapytał jak długo zamierza tak siedzieć. Kiedy dziewczyna nie odpowiedziała nic uświadomił sobie, że może nie ma dokąd pójść i co z sobą zrobić i zaproponował jej pracę pomywaczki na zaplaczu karczmy. Hana przyjęła ofetę z obojętnością i jednocześnie ulgą, że nie będzie musiała się martwić o swoją najbliższą przyszłość. Noc spędziła w komórce za karczmą. Trochę zbyt ciasnej, trochę zbyt ciemnej i trochę za brudnej jak na pokój hotelowy. I dopiero po dwóch, może trzech dniach uświadomiła sobie, że została w niej uwięziona, tylko jeszcze nie wiedziała za co. Z każdą mijaną godziną głód doskwierał jej coraz bardziej, a ostatnie promyki nadziei opuszczały jej duszę i wtedy drzwi otworzyły się z łoskotem i stanął w nich znów ten sam mężczyzna, którego pierwszego spotkała w karczmie. Wyszarpnął ją za włosy na zwenątrz, zdarł z niej ubranie i wrzucił ją do bali pełnej gorącej wody i różanego olejku.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Wykąp się. Od teraz będziesz służyć mnie. - powiedział.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Hana zdezorientowana, głodna i poniżona zaczęła się zastanawiać, w którym momencie jej życie przestało od niej zależeć i dlaczego znalazła się w tym właśnie miejscu i w tym właśnie momencie. Odpowiedzi jak zwykle nie było.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;c.d.m.n.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-6730410596815426887?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/6730410596815426887/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=6730410596815426887' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6730410596815426887'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6730410596815426887'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/12/kiedy-dotaro-do-niej-co-sie-naprawde.html' title=''/><author><name>adnoaje</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-7951602091021369195</id><published>2010-12-03T16:35:00.001-07:00</published><updated>2010-12-03T16:36:53.035-07:00</updated><title type='text'>Tak, ku pokrzepieniu serc</title><content type='html'>http://www.youtube.com/watch?v=1QL0bXxjqEQ&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-7951602091021369195?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/7951602091021369195/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=7951602091021369195' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7951602091021369195'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7951602091021369195'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/12/tak-ku-pokrzepieniu-serc.html' title='Tak, ku pokrzepieniu serc'/><author><name>phator</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13966462306856367603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-6319990341881880807</id><published>2010-10-15T16:32:00.003-06:00</published><updated>2010-10-15T16:42:52.222-06:00</updated><title type='text'>lemingi</title><content type='html'>&lt;h1 class="title"&gt;Lemingowate z ukrytym genem samozagłady (1)&lt;/h1&gt;                                      &lt;div class="node"&gt;         &lt;span class="submitted"&gt;Moherowy Fighter, 8 października, 2010 - 22:37&lt;/span&gt;     &lt;span class="taxonomy"&gt;&lt;ul class="links inline"&gt;&lt;li class="first taxonomy_term_508"&gt;&lt;a href="http://niepoprawni.pl/category/tagi-z-blogow/ciemnogrod" rel="tag" title="" class="taxonomy_term_508"&gt;Ciemnogród&lt;/a&gt;&lt;/li&gt;&lt;li class="taxonomy_term_5887"&gt;&lt;a href="http://niepoprawni.pl/category/kategoria-wpisu-w-blogu/idee" rel="tag" title="Wpisy o tematyce związanej z szeroko rozumianymi ideami, poglądami filozoficznymi itp." class="taxonomy_term_5887"&gt;Idee&lt;/a&gt;&lt;/li&gt;&lt;li class="taxonomy_term_11919"&gt;&lt;a href="http://niepoprawni.pl/category/tagi-z-blogow/jasnogrod" rel="tag" title="" class="taxonomy_term_11919"&gt;Jasnogród&lt;/a&gt;&lt;/li&gt;&lt;li class="taxonomy_term_165"&gt;&lt;a href="http://niepoprawni.pl/category/tagi-z-blogow/lemingi" rel="tag" title="" class="taxonomy_term_165"&gt;lemingi&lt;/a&gt;&lt;/li&gt;&lt;li class="taxonomy_term_2200"&gt;&lt;a href="http://niepoprawni.pl/category/tagi-z-blogow/mohery" rel="tag" title="" class="taxonomy_term_2200"&gt;Mohery&lt;/a&gt;&lt;/li&gt;&lt;li class="last taxonomy_term_124"&gt;&lt;a href="http://niepoprawni.pl/category/tagi-z-blogow/spoleczenstwo" rel="tag" title="" class="taxonomy_term_124"&gt;społeczeństwo&lt;/a&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;/span&gt;         &lt;div class="content"&gt;&lt;div style="width: 400px;" class="image-attach-body"&gt;&lt;a href="http://niepoprawni.pl/grafika/moze-i-utoniemy"&gt;&lt;img src="http://niepoprawni.pl/files/images/utoniemy.preview.png" alt="Może i utoniemy..." title="Może i utoniemy..." class="caption image image-preview " width="400" height="441" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;  &lt;a href="http://niepoprawni.pl/category/kategoria-wpisu-w-blogu/idee" class="taxonomy_image_links"&gt;&lt;img src="http://niepoprawni.pl/files/category_pictures/lightbulb.png" alt="Idee" title="Wpisy o tematyce związanej z szeroko rozumianymi ideami, poglądami filozoficznymi itp." width="16" height="16" /&gt;&lt;/a&gt;    &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt;Cały „moherland”, Ciemnogród, zacofanie – czy jak tam głosi jasnogrodzka propaganda – się zżyma i martwi stanem lemingowatych. Że te są bezideowe, materialistyczne, letnie, oportunistyczne, kunktatorskie, hedonistyczne…. Że lemingowate są inercyjne i podatne na wpływy telewizora. Że lemingowate poznawczo-interpretacyjnie są jałowe. Że atrofię identyfikacji z tradycją tuszują kosmopolitycznym szpanem. Że immanentny im konformizm czyni ich zdolnymi wyłącznie do naśladownictwa. Że jakikolwiek krytycyzm i realizm jest im całkowicie obcy. Że są narcystyczne, egotyczne, próżne czy z gruntu aspołeczne. Trudno to wszystko uznać za przesadne stereotypy, skoro otaczająca rzeczywistość dostarcza aż nadto dowodów na potwierdzenie powyższych twierdzeń. Istnieje jednak coś, z czego lemingowate nie zdają sobie w ogóle sprawy. Tym czymś jest noszony w sobie ukryty gen samozagłady. Zastanówmy się.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt;Lemingowate w całej swojej masie przyjmują doraźną postawę, zawężając neurastenicznie pole wyboru takich lub owych alternatyw, by niecierpliwie iść po linii najmniejszego oporu, byleby niczym sobie głowy nie zaprzątać, mieć masę przyjemności i jak najbardziej przedłużyć stan dziecięcej beztroski. Dla lemingowatych całe życie musi być bezustannie trwającą zabawą, „funem”, luzikiem. Analizując swoisty życiowy bilans (w krótkim, średnim i długim okresie) lemingowate skupiają się prawie wyłącznie na aktywach, zaś ze zwyczajną niechęcią i irytacją zmuszają się do pobieżnego zajmowania się pasywami. Bierze się to stąd, że ta strona tegoż rachunku drażniąco przypomina o ograniczoności zasobów, którymi człowiek dysponuje. A to z kolei lemingowate frustruje, gdyż ich fundamentalnym imperatywem życiowym jest, by mieć miast być. Stąd też, gdy niewzruszalna zasada buchalterii stanowi, że cokolwiek, co jest dostępne, musi mieć pokrycie w czymś innym. Że nic nie powstaje z niczego. Że naturalne, logiczne procesy ekonomiczne, społeczne czy też kulturowe układają się w łańcuch przyczyn i skutków. Że to natomiast jest wyznacznikiem zdrowego rozsądku, wnioskowania, a więc myślenia. To, to wszystko, jest przez lemingowate traktowane, jako coś nieprzyjaznego, odrzucającego, wręcz wrogiego. A skoro tak, to dla, tzw. „świętego” spokoju, lepiej jest obchodzić to z daleka. Mieć z tym jak najmniejszy kontakt, zamieść to pod dywan. No i lemingowate z zapałem to robią. Nie łamią sobie głowy tym, że odpychając coraz bardziej narastające problemy, tak naprawdę sadzają się na bombie z opóźnionym zapłonem. Że prędzej czy później, to ona może eksplodować w najmniej spodziewanym momencie. Że wybuch taki spowodować może bliższe i dalsze szkody społeczne (i jakiekolwiek inne). Zwyczajnie, ukryty gen samozagłady. By lemingowate mogły dawać sobie z tym radę, to wymyślono igrzyska nowego rodzaju i…. nazwano je postpolityką. Wiadomo, skoro takie quasi naukowe bełkoty, jak „koniec historii”, „postnowoczesność”, etc. są chwytliwe, to i w zakresie różnych, naturalnie, ścierających się sprzeczności, aspiracji i pragnień, wyrażających się w polityczności, da się sfabrykować jakiś surogat i go forsować. Byleby nie wnikać w sedno różnorakich problemów.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt;No, dobrze (a może jednak, nie) w związku z powyższym powstaje pytanie, co jest tego wszystkiego przyczyną i jakie mogą być tego skutki. Obsesja materialistyczna lemingowatych, którą są owładnięte, ich prokonsumpcyjne apetyty, aspiracje czy też zachcianki są efektem permanentnie trwających deformacji rynkowych. W ciągu dwudziestu lat owego neo-peerelu (polskiej republiki lemingowatych) wskutek działania systemu utrudniającego (czy wręcz uniemożliwiającego) odtwarzanie rodzimego kapitału, tworzenia rodzimych instytucji kapitalizmu właścicielskiego, stabilizowania relacji i warunków gospodarczych, mimo względnego przyrostu bogactwa (szczególnie w indywidualnym wymiarze), ogromne rzesze społeczeństwa zostały przekierowane w stronę oferty rynkowej, która na masową skalę została im zaimportowana. Oczywiście, stało się to kosztem rodzimego potencjału produkcyjnego, wytwórczego czy też ogólnie, gospodarczego. Sytuacja przypominała trochę tą, która miała miejsce w 1626 r., kiedy wyspa Manhattan za ówczesne 60 guldenów (równowartość obecnych 20-30 dolarów) została sprzedana holenderskim osadnikom przez Indian z Brooklynu. Skutkiem tego późniejsi Anglosasi, wypierając z niej wcześniejszych kolonistów, przejęli biznes, na którym zrobili interes wszechczasów. Najgorzej na tym wyszli, tzw. „rdzenni” Amerykanie.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt;Ów import oferty rynkowej nałożył się na kryzys wywołany regresem wcześniejszej dekady. A tak w zasadzie było to odległe echo, skutek uboczny, realizowania przez prawie pół wieku utopijnego modelu gospodarki „księżycowej”. W efekcie tego, ogromne masy społeczne (materialnie wyposzczone) pognały w stronę względnego dobrobytu podsycanego sugestywnym przekazem „dla każdego coś miłego”. Ma się rozumieć, że w tej gonitwie bardzo szybko zaczął im przeszkadzać balast przeszłości, którego czym prędzej starały się pozbyć. Zaledwie nieliczni wówczas nawoływali do tego, by posprzątać stare, zalegające drogę „śmieci”, i w ten sposób ułatwić sobie bieg naprzód. Jednak, ich głosy zagłuszał masowy ferwor i tupot. Niezwykłą zręcznością w omijaniu, lawirowaniu wśród tych „śmieci” wykazywały się coraz to młodsze pokolenia, które uznały, że z racji czasu, w którym się rodziły, ten względny dobrobyt się im zwyczajnie należy. Za przeproszeniem, jak psu kość. Coś, do czego dojrzalsze państwa i społeczeństwa dochodziły przez wiele pokoleń, miało im być dane natychmiast. Ów moment urodzenia miał być dla nich swoistą premią. Bez wątpienia zagranica miała co im oferować, gdyż w ten właśnie sposób likwidowała nagromadzone przez dziesięciolecia nadwyżki (nierzadko będące zwykłymi bublami), by dzięki temu móc sama się odciążyć. No i w ten sposób na stare „śmieci” nakładać się zaczęły nowe. Mimo wszystko nie dotyczyło to wyłącznie zagranicznych odpadów rynkowych, ucieleśnionych w dobrach konsumpcyjnych. Nie, to natychmiast do Polski docierało dopiero co montowane było gdzieś tam na peryferiach, w Trzecim Świecie. W znacznym natomiast stopniu dotyczyło to pewnych wzorców (lepiej powiedzieć, „antywzorców”) kulturowych, instytucjonalnych, społecznych. Coś, co w tamtych społeczeństwach przeszkadzało było jak najszybciej wypychane (jak „brudna produkcja”), by w Polsce, jak i innych, tzw. młodych demokracjach, mogło się osadzać. Starsze, pogardliwie nazywane „moherowe”, pokolenie mądre doświadczeniem życiowym potrafiło precyzyjnie oceniać stan ideowego i kulturowego „zaśmiecana” kraju, jednak jego głos był coraz słabiej słyszalny. Bo…, to szła młodość. Zresztą owe „moherowe” pokolenie prostolinijnie i prostodusznie zakładało, że ta młodość zerwie ze złymi nawykami z przeszłości, jednak Bogiem a prawdą nic takiego nie miało miejsca. Mechanizmy pozostały w gruncie rzeczy te same i co najwyżej przybrały nowe atrybuty, nowe symbole, nowe kody kulturowe.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt;Napierająca coraz śmielej młodość była jednak wyjałowiona z pewnej umiejętności, tj. zdroworozsądkowej interpretacji sygnałów świadczących o nadciągającym zagrożeniu. Liczyły się bowiem zabawa, przyjemność, doraźność chwili czy – ogólnie mówiąc – beztroska. „Moherowe” pokolenie w ogromnym stopniu stało sobie obok, przyglądając się temu, co z czasem zaczęło się rozkręcać, gdyż – jak twierdzono – młodość ma prawo się „wyszumieć”. Nawet teraz można spotkać się jeszcze z takimi poglądami u tych, którzy o sobie mówią, że są konserwatystami, prawicą, wierzącymi i patriotami. Nie wiadomo, czy jest w tym więcej naiwnej pobłażliwości, permisywizmu, lekceważenia problemu czy też jest to forma pewnej kapitulacji, wycofywania się i popadnięcia w błogostan, samoznieczulenie się. Pal sześć, co to jest, ważniejsze jest to, że system wczesnego ostrzegania, właściwy każdemu zdrowemu społeczeństwu i państwu, zwyczajnie zaczyna zawodzić. Zresztą, ile razy tak było w przeszłości? No, „mohery” są coraz słabiej słyszalne, a młodość szaleje. I łamane są jedne bariery za drugimi, jedne granice za drugimi, jedne tabu za drugimi. Hulaj dusza piekła nie ma. Oczywiście to jest złudne, gdyż system wzajemnej kontroli u lemingowatych jest tak drakoński, że ten, kto choćby w minimalnym stopniu wyłamuje się z całości, bardzo szybko zaczyna być elementem niepewnym. To nie wystarczy wyłącznie „jechać” mainstreamem lecz trzeba także być odpowiednio czujnym. Jak lemingi sobie z tym radzą?&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt;Ano w zasadzie prosto. Polega to na stworzeniu sobie pewnego „autofiltru”, w którym dokonywana jest selekcja sygnałów dochodzących z otoczenia. Jeśli cokolwiek nie jest zgodne z jakimś, funkcjonującym w światopoglądzie, stereotypem, to jest to automatycznie odrzucane bez poddawania tego dalszej „obróbce”. Do świadomości docierają więc wyłącznie te sygnały, które zgodne są z zaszczepionym standardem postrzegania rzeczywistości. Weźmy za przykład ostatnie dwie wielkie powodzie, tj. w 1997 r. i tegoroczną. Okazało się, że ani wówczas ani teraz lemingowate, które w ogromnej masie pobudowały się na terenach zalewowych, nie brały pod uwagę tego, że w ten sposób wystawiają się na ogromne ryzyko. Zresztą nie tylko siebie lecz również resztę społeczeństwa, które będzie zmuszone przyjść im z pomocą. A przecież ważniejsze było, by w atrakcyjnych (sic!) lokalizacjach pobudować apartamentowce i domy jednorodzinne, gdyż to zaspokajało ich aspiracje prokonsumpcyjne. Czy zastanawiając się nad miejscem zamieszkania brały one pod uwagę to, że otaczające ich rzeki mogą być niebezpieczne? Nie. Nic takiego nie miało miejsca. Zadowalały ich jedynie znakomite oferty rynkowe, które takiego niebezpieczeństwa nie uwzględniały. Wszak w rachunku ekonomicznym liczyły się przede wszystkim zyski, zaś koszty o tyle, o ile wiązały się z kredytowaniem inwestycji. Cała reszta, która podważała długofalowy sens takich przedsięwzięć budowlanych, została pominięta. Dlaczego? Właściwie odpowiedź na to pytanie nie jest taka trudna. Mianowicie, przypuśćmy, że to ryzyko również zostałoby wzięte pod uwagę, to naturalną koleją rzeczy byłaby rezygnacja (bądź wstrzymanie) inwestycji do czasu, kiedy otoczenie zostanie na nie przygotowane. Takie byłoby „moherowe” myślenie. Wszak to nie chodzi wyłącznie o to, by pociągnąć media i uzbroić teren, co w większym stopniu o to, by stworzyć infrastrukturę, jeśli nie zapobiegającą rozlaniu rzek, to przynajmniej ograniczającą szkody wskutek tego powstałe. To rzecz jasna mogą zrobić władze samorządowe współdziałające z rządem. I teraz, lemingowate, wybierające jedno i drugie, nastawiają się na to, by obie władze szybko stwarzały warunki usprawniające gospodarkę gruntami, by w ten sposób móc szybko przeznaczać je pod zabudowę. A przecież kolorowe oferty tak intrygująco kuszą. I owszem, może, jak radośnie obwieszczały jasnogrodzkie media, w hipotekach i operatach drgnęło, co wystarczyło na tyle, by lemingowatych zadowolić. Ale co z rzekami? No cóż, jest fajnie, bo ekologicznie. „To nie moja sprawa.” – powiada lemingowaty. „Co mnie to obchodzi?” – mówi inny – „Nie mam czasu, by się tym zajmować.” – szybko dodaje. „Że co? Może zalać? Gdzie tam, nie ma mowy.” – ucina rozmowę następny. „No i co z tego? Postawi się kilka pomp i będzie po sprawie.” – rezolutnie dodaje inny. Co, nie było takich wypowiedzi? Doraźność wygrała ze zdrowym rozsądkiem.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt;Pytanie, dlaczego. Otóż, przede wszystkim dlatego, że gdzieś tam zaczyna tykać zegar rat kredytowych, więc pojawia się paląca potrzeba, by zamieszkać w nowym gniazdku. Dalej, drażni mieszkanie „na kupie” (u rodziców, teściów) lub gdzieś tam w wynajmowanym mieszkaniu, więc chce się stamtąd uciec jak najszybciej. Ważny jest też efekt demonstracji, będący motorem działań lemingowatych, pragnących cieszyć się jakimś cenzusem (materialnym, środowiskowym, towarzyskim). Nic tak bowiem na poprawia własnego ego, jak możliwość pochwalenia się ponad standardowymi warunkami bytowania. Dalej, lemingowaty nie wnika to, co tak rzeczywiście stoi za tym, że grunty schodzą, jak – nomen omen – woda (!). Być może właśnie jest tym, który o tym decyduje bądź na tym zarabia (bez- lub pośrednio). Być może swoim działaniem ma wpływ na to, by w taki sposób „uszczęśliwić” swoich krewnych i znajomych. Takich przesłanek może być zresztą więcej. Następnym wytłumaczeniem może być to, że zrozumienie sedna problemu mogłoby wymagać weryfikację dotychczasowego postrzegania rzeczywistości. Bo też, dlaczego rzeki są groźne. Ano, dlatego, że od dziesięcioleci zostały zaniedbane. Nie opracowano systemu polderów, nie pobudowano stopni retencyjnych, nie wzmacniano wałów, nie modernizowano kanałów melioracyjnych, nie budowano i nie odbudowywano dren itd. itd. A dlaczego? Wszak nie jest tak, że brakuje fachowców. Ano dlatego, że to są wszystko rzeczy ogromnie kosztowne. No, a wiadomo w kasie dno coraz bardziej prześwituje. Dlaczego? Lemingowate mają na to tylko jedną odpowiedź, „Bo to jest sprawa polityczna.” Ot, wystarczy „pojechać” mainstreamem byle uciec od następnych trudnych, a może nawet i drażliwych, pytań. Wszak gdzieś tam w toku analizy może pojawić się to, że jednym z powodów braku owego moni jest to, że spora jej część jest zakumulowana (zamrożona) w dobrach gromadzonych przez lemingowate, zaś jakaś inna…, no gdzieś „wyciekła” (sic!). Dobrach ulegających ponadto szybkiej dekapitalizacji. Takie odkrycie mogłoby wywołać dysonans poznawczy, a stąd jest już droga do redefinicji postrzegania przez siebie rzeczywistości. A to jest bolesny proces. Przeto, by przez niego nie przechodzić, konieczne jest uruchomienie autonomicznych mechanizmów obronnych, polegających przede wszystkim na uciekaniu od analizowania sedna problemu i zagłuszeniu tego czymkolwiek. Najlepiej poprzez wynalezienie jakichś tematów zastępczych. Bo też jakże niewdzięcznym może być postawienie pytań, „To, jak to? To również moja wina? To ja mam teraz rezygnować z tego, co się dorobiłem? Mam znowu wrócić ‘na kupę’ do rodziców, teściów, wynajmować jakieś mieszkanie w bloku? Mam co parę lat nie zmieniać samochodu, nie kupować drogich mebli, całego wyposażenia domowego? Nie jeździć za granicę na wczasy? Mam się cofnąć do punktu wyjścia? To po co ja robiłem te studia, harowałem jak wół, byłem dyspozycyjny, rzadko bywałem w domu, późno wziąłem ślub, piąłem się po szczeblach kariery, dobierałem sobie kolegów, przyjaciół, znajomych wyłącznie takich, którzy są mi do czegoś przydatni…?” Itd. itd. Takie i tym podobne pytania, rzecz jasna, mogą doprowadzić do depresji bądź w najlepszym razie do zmiany postaw życiowych. W dalszej natomiast kolejności może to doprowadzić do zaświtania pytań, „Może do cholery te mohery, to jednak w czymś mają rację? Może ten Ciemnogród wcale nie jest taki ciemny? Może posłuchać, co on ma do powiedzenia?” A może jednak, nie, bo się włącza „autofiltr”. No, to sru, na plazmę wyścigi Formuły I, a w rękę szklankę z Jack’iem Daniels’em. „Co, tam, że mi zaleje garaż, patio? Ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie. Wezmę następny kredyt i sobie kupię wszystko nówki.” I tak do następnego razu, aż przyjdzie kolejne zaskoczenie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt;A „mohery” patrzyły na to wszystko zgoła odmiennie. Od „zawsze” bowiem twierdziły, że wpierw trzeba od fundamentów budować społeczeństwo obywatelskie, zdrowe instytucje polityczne, gospodarcze, regulacyjno-administracyjne, wreszcie społeczne. Że proces przekształcania narodu, społeczeństwa i państwa winien być stopniowy, rozłożony w czasie. Że własną państwowość należy budować tak, by była ona alternatywną wobec wpływów zagranicznych. Że przy spodziewanych efektach należy brać pod uwagę przyczyny, rzutujące na to, co i w jakim czasie można osiągnąć. Że przekształcenia nie mogą radykalnie, rewolucyjnie, burzyć różnorakich trwałych i tradycyjnych relacji wewnątrzspołecznych, które rozwijały się przez dziesięciolecia. Że na gruncie tego, co zostało odziedziczone „w spadku” po dekadach Polski Ludowej, należy tak to modernizować, by nie pozbywając się tego móc z czasem osiągnąć stopień rozwoju bliski państwom zachodnim. Że nie można rozrywać więzi międzypokoleniowych, gdyż grozi to napięciami społecznymi. Że zstępujące i dorosłe jeszcze w czasach PRL’u pokolenia nie mogą zostać pozbawione perspektyw przetrwania. Itd. itd. Innymi słowy mówiąc, „mohery” uważały, że spieszyć to należy się powoli. Oczywiście było to mało atrakcyjna wizja dla lemingowatych coraz bardziej rosnących w sile, gdyż była ona sprzeczna z kardynalnym imperatywem tychże, by w „oka mgnieniu” osiągnąć stopę życiową taką samą jak ta, którą cieszą się ich rówieśnicy na Zachodzie. Bo też, gdy na przełomie lat 80.tych i 90.tych granice zostały otwarte, to pierwszymi, którzy dali się oszołomić mirażami zachodniego dobrobytu byli ówcześni 20-30.latkowie. Oni to gremialnie wyjeżdżając na wakacje czy też staże i praktyki studenckie wracali z zadzierzgniętymi kontaktami, które błyskawicznie potrafiły przekształcić w perspektywy własnego dobrobytu, awansu zawodowego i znaczącej pozycji społecznej. I być może byłoby to pożądane, gdyby nie szkopuł polegający na tym, że promujące ich instytucje zachodnie oczekiwały od nich tego, że ci bezkrytycznie włączą się w ekspansję tych instytucji na ziemiach polskich i staną się jej awangardą. I to w znakomitym stopniu się ziściło. Ówcześni 20-30.latkowie wyposażeni w merytoryczne i technokratyczne atrybuty z ogromnym zapałem przystąpiły do kreowania nowej rzeczywistości lecz cechowało się to wszystko pójściem po linii najmniejszego oporu i towarzyszącym temu pewnym schematyzmem. Wszak, jeśli istniało cokolwiek, co mogło kłócić się z pewną „logiką” przekształceń było przez nich z gruntu negowane i odrzucane jako „balast” niedawnej przeszłości, zaś to z kolei stanowiło wystarczające uzasadnienie dla radykalizmu zmian. Radykalizm ten, wspierany na poziomie politycznym, zyskał ogromną szansę rozwoju, jednak wywoływał i wywołuje nadal spiętrzające się rozliczne koszty uboczne, które metodycznie były i są odrzucane w procesie przekształceń systemowo-ustrojowych.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt;Weźmy na przykład rzecz następującą. PRL pozostawił po sobie ogromną rzeszę ludzi z wykształceniem podstawowym i średnim, którzy mieli być przydatni na potrzeby ówczesnej utopii ustrojowej. Ci ludzie w całej swojej masie wykonywali zawody dosyć proste, niewymagające legitymowania się wyrafinowaną wiedzą (merytoryczną czy też technokratyczną), umiejętnościami menedżerskimi, zdolnościami i talentami w zakresie przedsiębiorczości czy też znajomością zasad obowiązujących w (jakkolwiek rozumianym, nowoczesnym) kapitalizmie. Nie musieli tego wszystkiego znać, bo też owa utopia miała być zaprzeczeniem tego ostatniego. Oczywiście ludzie ci jakoś dawali sobie radę w całym bezsensie ówczesnego ustroju, jednak wcale nie oznaczało to tego, by to wystarczało w zderzeniu z nową rzeczywistością. Ich ogromnym obciążeniem był ich wiek. To byli ludzie w wieku ok. 30 i więcej, którzy z trudem adoptowali się do kapitalizmu, który nagle zwalił im się na głowę. Dosyć szybko ludzie ci wraz z coraz większą falą pauperyzującej się inteligencji (tej właśnie „chowu” peerelowskiego) bądź to emigrowali z Polski bądź też coraz częściej zaczęli znajdować się na społecznym, ekonomicznym, środowiskowym oucie. I tutaj zaczęło dawać o sobie znać, wyżej wzmiankowane, obciążenie, gdyż byli oni mniej chłonni, by „łapać” nowe „sprofesjonalizowane” (cokolwiek miałoby to oznaczać) zawody, mogące im pomóc w utrzymaniu się na powierzchni. W ten sposób byli coraz bardziej wypychani na pozycje uniemożliwiające im wpływ na zmieniającą się rzeczywistość. Dla napierających młodych powstała w ten sposób przestrzeń, którą coraz intensywniej zaczęli zapełniać. Racja, młodzi wśród elit i establishmentu zyskali ogromnego sojusznika, jednak przeoczyli to, że tamci traktują ich instrumentalnie. Tutaj oczywiście transakcja była jasna i czytelna, „Albo podporządkujecie się nam bezwarunkowo w zamian za fantastyczną stopę życiową, albo wylądujecie tam, gdzie teraz są tamci, którzy są na oucie.” Lemingowatym wcale tego powtarzać nie było potrzeby. Nie zauważyły jednak tego, że ta transakcja jest w swojej istocie bezalternatywna, zaś symbioza z elitami i establishmentem, które na transformacji skorzystały, gdyż robili ją pod swoim kątem, jest tak naprawdę pozorna. Owa pozycja lemingowatych względem elit i establishmentu nie jest równorzędna i partnerska, przy całym pozorze posiadania decydującego wpływu. Lemingowate wobec tamtych grup są w dalszym ciągu w pozycji petenta, bowiem tamci dysponują przewagą w postaci szeroko rozumianej asymetrii informacji. A lemingowate nie przyzwyczajone do pogłębionej analizy nie kwapią się tego zrozumieć, chociaż same również wobec siebie stosują mechanizmy rządzące tą że asymetrią informacji. To znaczy jest tak, że one doskonale wiedzą z której strony wiatr wieje, lecz nie silą się na zrozumienie tego, kto dmucha i w jakim celu. Im natomiast wystarcza to, że wraz z tym wiatrem się poruszają. Z czasem, rzecz jasna, sami zaczynają zajmować pozycje owych dmuchających, stając się częścią elit i establishmentu, zaś w ich miejsce pojawiają się następne generacje lemingowatych. Podobnie, jak poprzednie, instrumentalnie traktowane.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt;By się zaliczać do tejże grupy trzeba funkcjonować w ramach swego rodzaju niepisanego kodeksu postępowania, który przestrzegany jest z żelazną konsekwencją. Tutaj trzeba błyskawicznie i z refleksem rozpoznawać wspólnego wroga. Wiedzieć, kto jest popularny i na topie, a kto jest podpadnięty. Mieć do perfekcji opanowane różne grepsy i kody kulturowe. Znać hierarchię dziobania. Nie pozwalać sobie na przejawy jakiejkolwiek myślozbrodni. Jeśli zaś takowa jakimś cudem, w przypływie olśnienia, zaistnieje, to trzeba te fakt ukrywać wobec reszty lemingowatych. Itd. itd. Jednakże z uwagi na to, że zwykła natura ludzka ma tą właściwość wyłamywania się z takich lub owych kanonów, to złamanie tutaj owego kodeksu, naruszenie jakiegoś tabu, wywołuje reperkusje środowiskowe. Z początku są one łagodne, jednak coraz bardziej się one nasilają, gdy delikwent coraz częściej zaczyna wykraczać poza przyjęte schematy. Jest wobec tego coraz bardziej wymiksowywany na zewnątrz. Ze środka na środowiskowe obrzeża. Prędzej czy później to się zaczyna odbijać na jego pozycji środowiskowej, zaś w konsekwencji na materialnej. A to jest wystarczającym straszakiem przed zejściem z „nakazanej” linii środowiskowej. W ten sposób lemingowate zagłuszają jakiekolwiek sygnały docierające z zewnątrz, które wskazywać mogą na nadciągające zagrożenie.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt;Weźmy, by powyższe zilustrować, kolejny przykład „na tapetę”. Chodzi o przepłacanie przez lemingowate zakupu drogich mieszkań w apartamentowcach i domów. Z obu „suchych” pensji obojga lemingowatych (mężczyzny i kobiety), żyjących bądź to „na kocia łapę” (co najczęstsze) lub w związku małżeńskim, nie sposób było i jest kupić oraz sobie uwić tak komfortowego gniazdka, jakie jest w powszechnym, katalogowym, „standardzie”. W związku z tym należy posiłkować się kredytem mieszkaniowym bądź hipotecznym. Do niedawna otrzymanie jego było – nomen omen – „dziecinnie” proste, bowiem wystarczał w banku odcinek regularnych wpływów na konto (przeważnie w tym banku, w którym brany był kredyt) poparty jednym bądź dwoma żyrantami. Kredyt, w zależności od zdolności kredytowej, można było wziąć nieomal „od ręki”, by z takim „kwitem” móc rączo pobiec do dewelopera i sobie zaklepać komfortowe gniazdko. Mniej więcej podobnie było, jeśli chodziło o zakup średniej bądź wyższej klasy samochodu (czasami dwóch), zakup wyposażenia domowego itp. I wszystko było dobrze, dopóki było dobrze. No, ale jak już wcześniej napisałem, lemingowate masowo stały się awangardą wszystkiego, co przyszło z zagranicy, na gruzach tego, co kiedyś było polskie. Lemingowate stając się siłą najemną podmiotów niepolskich wpadały w nieomal kultowe zagraniczne wzorce konsumpcyjne (właściwe materialistycznemu podejściu lemingowatych), nie zdając sobie sprawy, bądź nie chcąc tego, że w odróżnieniu od swoich zachodnich rówieśników ich zdolność kredytowa jest, delikatnie mówiąc, na wyrost. Zaś to, że ona taka jest wynika właśnie ze stanu braku alternatywy w postaci możliwości zarobkowania w polskich podmiotach gospodarczych, których coraz bardziej ubywa. Zresztą samo zatrudnienie w polskiej sferze budżetowej (szczególnie w administracji państwowej) siłą rzeczy podlega tym samym, co w przypadku podmiotów komercyjnych, zasadom interpretacji zdolności kredytowej. (Krótko jeszcze nadmienię, że zdolność kredytowa jest wystarczająco silnym instrumentem dyscyplinującym, by wśród szeroko pojętych lemingowatych żadne ruchy dysydenckie nie mogły się pojawić. Posłuszeństwo wewnątrzśrodowiskowe ma wobec tego samoistną zdolność do funkcjonowania bez potrzeby jakiejkolwiej interwencji i korygowania obowiązujących zasad.) Spowodowało to, że lemingowate masowo godzić się musiały na narzucane im zasady oraz warunki pracy, gdyż w przeciwnym razie groziło im podzielenie losu tych, którzy znaleźli się na oucie. Godząc się na to dobrowolnie wpadli w obsesję podnoszenia, tzw. wydajności pracy, co mówiąc wprost oznacza zwykły pracoholizm, kosztem osłabienia różnorakich relacji na zewnątrz własnego środowiska, przy ciągłym wzmacnianiu samokontroli wewnątrzśrodowiskowej. W efekcie tego lemingowate w całej swojej masie ogłuchli i oślepli na wszystkie sygnały zwiastujące nadchodzące złe czasy, by w ten sposób wpadając w swego rodzaju nirwanę odseparować się od coraz bardziej pogarszającej się rzeczywistości.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt;Zaledwie powierzchownie lemingowate zdolne są krytykować te otoczenie, w którym żyją (np. stan infrastruktury publicznej, usług publicznych itp.), jednak czynią to wyłącznie pod kątem swoich własnych interesów, nie starając się przy tym wniknąć w sedno problemów. A w nim również zawiera się ich własne podejście do otaczającego ich świata. I teraz, gdy z czasem pojawiali się tacy, którzy przed tym przestrzegali, apelowali do rozsądku i do zrozumienia rzeczywistych przyczyn piętrzących się problemów, to ci byli przez lemingowatych zagłuszani, jako siejący defetyzm, godzący w ich iluzoryczne status quo, burzący ich ułudę stabilizacji. Momentalnie również zaczęły się włączać dawno wszczepione i wytresowane bodźce samokontrolne, które lemingowatym kazały jeszcze bardziej się znieczulać na nadchodzące negatywne sygnały. I trwało to do czasu, aż tak skonstruowany domek z kart, zaczął się rozsypywać przy pierwszym podmuchu wiatru. Tym razem, jego charakter był już nie tożsamy z podobnymi w przeszłości, gdyż jego źródłem było pęknięcie i deformacja wewnętrznej struktury, która utrzymywana jest ślepym oddaniem lemingowatych i wewnątrzgrupową tożsamością. Wśród lemingowatych zaczął się czas walki między sobą, aczkolwiek na zewnątrz jest to jeszcze słabo widoczne. Cóż zatem zaczęły robić elity i establishment? Ano, chcąc wydostać się z tej kurzawy, a jednocześnie zrobić ucieczkę do przodu, postanowiły uderzyć w swoich niedawnych sojuszników, tj. przede wszystkim w tych młodych, wykształconych z wielkich miast, którzy potraktowani instrumentalnie mogą jako pierwsi zostać rzuceni „na pożarcie” coraz bardziej wkurzonego tłumu. Lemingowate wchodzą w ten sposób w niewdzięczną rolę przyjęcia na siebie głównego ciosu, by w ten sposób uratować elity i establishment. Jednocześnie, ponieważ to właśnie te lemingowate cieszą się jakimś stanem posiadania, to są oni pierwszymi, którzy muszą, dla uspokojenia coraz bardziej wzburzonych mas, zostać ograniczeni w tym, co, jak im się wydaje, posiadają. Czas strzyżenia bowiem nadszedł. Stąd pojawiają się pomysły dotyczące m.in. zaostrzenia warunków kredytowych. Dzisiaj przestaje to być aż takie proste, tym bardziej, że zagraniczne koncerny-matki banków w Polsce wchodzą na coraz wyższe poziomy wrażliwości m.in. w zakresie rozwijania, tzw. akcji kredytowej. Jednakże lemingowate zdają się nie dostrzegać tego, że opowiadają się za czymś, co w swoim sednie jest wbrew ich żywotnym interesom i dobru w średnim i dłuższym okresie, bowiem to samo w sobie pozostawia ich w pozycji pozbawionej alternatyw. Stąd zaś jest prosta droga do wyzwolenia się owego ukrytego genu samozagłady aż do pojawienia się lemingowatych następnej generacji.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt;źródło:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; font-family: Arial;"&gt;http://niepoprawni.pl/blog/625/lemingowate-z-ukrytem-genem-samozaglady-2&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-6319990341881880807?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://niepoprawni.pl/blog/625/lemingowate-z-ukrytem-genem-samozaglady-2' title='lemingi'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/6319990341881880807/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=6319990341881880807' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6319990341881880807'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6319990341881880807'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/10/lemingi.html' title='lemingi'/><author><name>phator</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13966462306856367603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-6380654798566710224</id><published>2010-10-12T05:13:00.002-06:00</published><updated>2010-10-12T05:16:58.402-06:00</updated><title type='text'>Przeprosiny</title><content type='html'>&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable  {mso-style-name:Standardowy;  mso-tstyle-rowband-size:0;  mso-tstyle-colband-size:0;  mso-style-noshow:yes;  mso-style-parent:"";  mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;  mso-para-margin:0cm;  mso-para-margin-bottom:.0001pt;  mso-pagination:widow-orphan;  font-size:10.0pt;  font-family:"Times New Roman";} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Komunikat rzecznika prasowego Cieszyńskiej Akademii Braku Czasu&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt; &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt; text-align: justify;"&gt;W związku z zaistniałymi wydarzeniami, które to miały miejsce (a właściwie nie miały, bo do nich nie doszło) w minionym miesiącu nasze biuro prasowe pragnie gorąco przeprosić Szanownego Pana TOMASZA R. za nieodwiedzenie go podczas wizyty jegoż w Ustroniu. Wina nasza jest bezdyskusyjna i nie podlega żadnym usprawiedliwieniom. Ogrom zaniechań i braku czasu w połączeniu z indolencją organizacyjną spowodowały, iż nie doszło do zapowiadanej wizyty. Zaistniał tu SZEREG INNYCH OKOLICZNOŚCI, OKOLICZNOŚCI FAKTYCZNYCH,&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;PRAKTYCZNYCH I PRAGMATYCZNYCH. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;Padamy zatem do stóp i radzi wywąchujemy szpitalne zapachy spomiędzy palców u nóg nie ośmielając się nawet zbliżyć naszych niegodnych ust do TWYCH BOSKICH PAZNOKCI. Wołamy po stokroć: WYBACZ!!!!&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt; &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style=""&gt;                                                           &lt;/span&gt;Z poważaniem i uniżeniem&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style=""&gt;                                                           &lt;/span&gt;Rzecznik wodnik i sadzawkarz&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style=""&gt;                                                           &lt;/span&gt;Wypatrywacz lepszego jutra w naszych&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;                                                           wzajemnych    stosunkach&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt;"&gt;                                                           PHATOR&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-6380654798566710224?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/6380654798566710224/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=6380654798566710224' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6380654798566710224'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6380654798566710224'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/10/przeprosiny.html' title='Przeprosiny'/><author><name>phator</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13966462306856367603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-4022251215156095905</id><published>2010-10-01T14:46:00.001-06:00</published><updated>2010-10-01T14:48:18.513-06:00</updated><title type='text'>Pieśń eurosocjalistek na wydaniu</title><content type='html'>http://www.youtube.com/watch?v=_OFOPd6pgjI&amp;amp;feature=player_embedded&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-4022251215156095905?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/4022251215156095905/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=4022251215156095905' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/4022251215156095905'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/4022251215156095905'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/10/piesn-eurosocjalistek-na-wydaniu.html' title='Pieśń eurosocjalistek na wydaniu'/><author><name>phator</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13966462306856367603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-7826618065575637998</id><published>2010-09-24T16:23:00.002-06:00</published><updated>2010-09-24T16:29:25.510-06:00</updated><title type='text'>Poezja wirtuozerskiej improwizacji</title><content type='html'>Ja się uśmiałem, choć w sumie nie jest to wszystko takie śmieszne. No ale cóż pozostaje...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://fanbieszczad.salon24.pl/232257,smolensk-2010-plk-szelag-lewituje&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tak jak w opisie filmiku chodzi o fragment od pierwszej minuty.&lt;br /&gt;Tutaj natomiast stenogram z zabawnym komentarzem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://niepoprawni.pl/blog/1398/podroz-w-glab-pulkownika-szelaga&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;czuwaj&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-7826618065575637998?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/7826618065575637998/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=7826618065575637998' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7826618065575637998'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7826618065575637998'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/09/poezja-wirtuozerskiej-improwizacji.html' title='Poezja wirtuozerskiej improwizacji'/><author><name>phator</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13966462306856367603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-2296521360315795370</id><published>2010-08-19T16:43:00.006-06:00</published><updated>2010-09-14T12:58:33.868-06:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Mijały dni, tygodnie, miesiące, pory roku. Hana nauczyła się skubania pierza, jak dbać o gęsi, jak plewić ogródek i czytać z kamieni. Zaprzyjaźniła się z Marin, jej matką. Zapomniała o własnej i rodzonych babkach. Wszystko toczyło się swoim leniwym nurtem, aż do dnia w którym wraz z Marin udały się na polanę w poszukiwaniu arcydzięgla. Nic nie zapowiadało tragedii. Wręcz przeciwnie było ciepło, słonecznie, rozkosznie. Zmęczone poszukiwaniami i natrętnymi owadami kąsającymi ich nagie łydki usiadły w cieniu drzewa i nabrały najpierw łyk, potem dwa, trzy zrobionego przez matkę wina. Było słodkie, palące i orzeźwiające ich nagrzane ciała. Wtulone w siebie patrzyły prosto w słońce igrając z losem i prawami optyki. Posiadały już taką zdolność kontrolowania natury, że wydawało im się, że są niezniszczalne, wszechmocne i nikt ani nic nie jest im wstanie zagrozić.&lt;br /&gt;- Zawsze chciałam wiesz tak... wstać i po prostu biec, aż na sam koniec. Dowiedzieć się co jest na początku. I nie oglądać się za siebie, tylko tańczyć, tańczyć i tańczyć... - Marin szeptała Hanie do ucha.&lt;br /&gt;- Tańcz!!! - krzyczała Hana.&lt;br /&gt;I kiedy tak wirowały, półnagie, pijane po środku polany nagle z piorun uderzył prosto w ramię Marin. Poparzył jej skórę, spalił włosy, a usta wykrzywił w bolesnym grymasie. Minęła sekunda.&lt;br /&gt;Hana została sama. Słodki zapach wina rozlał się po jej białej sukience. Zrobiło się duszno. Po chwili zaczął padać bardzo drobny i ciepły deszcz. Ziemia zmywała z siebie karę za popełnione grzechy.&lt;br /&gt;Hana tego dnia nie wróciła do chaty. Nie wróciła również dnia następnego. I kiedy matka Marin po długich poszukiwaniach znalazła ją w środku lasu parę kilometrów od miejsca gdzie zginęła jej córka, Hana nie powiedziała nic. Tylko tępo patrzyła w jej szkliste oczy oczekując odpowiedzi. Odpowiedzi nie było. Uświadomiła sobie, że w całym jej dotychczasowym życiu były tylko pytania i obietnice bez pokrycia.&lt;br /&gt;- Nie myśl sobie, że to zrządzenie losu, siła wyższa.- powiedziała matka i poszła ze łzami w oczach do swoich gęsi i chaty pachnącej żywicą.&lt;br /&gt;Hana miała już jej nigdy więcej nie spotkać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;c.d.m.n.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;specjalnie na życzenie MRW:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-2296521360315795370?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/2296521360315795370/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=2296521360315795370' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2296521360315795370'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2296521360315795370'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/08/mijay-dni-tygodnie-miesiace-pory-roku.html' title=''/><author><name>adnoaje</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-2886054335825242106</id><published>2010-06-29T15:49:00.002-06:00</published><updated>2010-06-29T15:58:43.842-06:00</updated><title type='text'>straszne rzeczy</title><content type='html'>Niestety Drodzy Państwo, to się dzieje naprawdę. Traktat Lizboński wszedł w życie i praktycznie tracimy pomału wpływ na cokolwiek, a to wszystko po cichu, bez rozgłosu i za plecami, bo o to chodzi żebyś harował, żarł i nie zadawał pytań i nie miał nawet czasu się zastanawiać nad czymś o czym nie mówią w telewizji czy w radiu (kontrolowanych jak wszystko przez kilka korporacji o zasięgu międzynarodowym) a żaden redaktorek nie chce stracić dobrze płatnej pracy więc nawet jak coś wie to siedzi cicho, bo i tak tego nie puszczą na antenie. Barack Obama powiedział ostatnio, że niezależne blogi są zagrożeniem dla demokracji. Zachęcam do poszperania w internecie póki to jeszcze możliwe, bo Nowy Porządek Świata skutecznie to uniemożliwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coś na dobry początek (to sprawdzone z wielu źródeł - sam handluję żywnością i wiem że to są fakty):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://www.eioba.pl/a90764/kodeks_zywnosciowy_codex_alimentarius_a_faszyzm&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-2886054335825242106?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/2886054335825242106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=2886054335825242106' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2886054335825242106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2886054335825242106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/06/straszne-rzeczy.html' title='straszne rzeczy'/><author><name>phator</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13966462306856367603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-2693607592727952795</id><published>2010-06-09T13:24:00.006-06:00</published><updated>2010-06-09T14:12:18.592-06:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;p&gt;Kiedy wreszcie dotarły do chaty Marin, Hana była już tak przemoknięta i zmęczona, że nie zrobiły na niej wielkiego wrażnia małe ususzone główki małp powtykane na grube pale stojące dookoła domu. Chałupa była niewielka, drewniana, budowana na zrąb. Otaczał ją gęsty ciemny las i dziko rosnące malwy. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;- To tu. Wejdź do środka. - zaprosiła dziewczynę Marin lekko uchylając jednocześnie drzwi.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W środku panował półmrok. W jedynym oświetlonym kącie siedziała przygarbiona kobiecina platąca wianki z ziół i leśnych kwiatów, którymi zamierzała przyozdobić izbę na urodziny córki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Dobry wieczór matko - rzekła dziewczyna. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Kim jest ta młoda dama z Tobą? - zaciekawiła się kobieta. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;- To Hana. Poznałam ją pod Złotym Kogutem. Może zostać u nas na noc?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Oczywiście. Podejdź no tu młoda damo - zwróciła się matka do Hany.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Hana podeszła niepewnym krokiem do nieznajomej i gdy tylko znalazła się na wyciągnięcie ręki, kobieta chwyciła mocno jej dłoń swoją kościstą ręką i wyszeptała coś niezrozumiale w nieznanym dziewczynie języku. Innego dnia, w innej sytuacji Hana zapewne uciekłaby stamtąd ale tego wieczoru jej umysł owładnięty był tylko jedyną myślą - chęci zmiany własnego życia.  Zmarznięta i obolała położyła się spać w wygodnym łóżku pod oknem i czystej, pachnącej lawendą pościeli. Rankiem, dzień poprzedni wydawał się tylko złym snem. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Obudziła się wcześnie. Matka cicho krzątająca się po kuchni ubijała masło i smażyła jajecznicę na niedzielne śniadanie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Już nie śpisz? - odezwała się do Hany, gdy ta podeszła do pieca by się ogrzać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Nie, nie mogę. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Usiądź. W takim razie zjemy razem śniadanie. Marin i tak pewnie wstanie dopiero koło południa.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Mieszkacie tutaj same w środku lasu? Czym się zajmujecie?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Tak, same. W ubiegłym roku zmarła moja matka, babcia Marin, która wraz z mężem wybudowała ten dom. Od tej pory zostałyśmy we dwie. Ojciec Marin nigdy z nami nie mieszkał. W zasadzie rzadko nas odwiedział. Jest kupcem w Ladorf. Poznaliśmy się tam na festynie letnim. Zakochaliśmy się w sobie i tak już zostało do momentu gdy nie dowiedziałam się, że noszę w sobie owoc naszej miłości. Wtedy wszystko się zmieniło. Miłość znikła, a i my przestaliśmy się widywać. Córkę wychowałam sama, a właściwie wychował ją las i gęsi. Hodujemy ich około setki. Tam za domem jest wielka polana gdzie żyją sobie na wpół dziko. Gdy przychodzi pora skubania pierza jest tu całkiem dużo roboty. A i ludzi kręci się pełno. Zjeżdżają się kupcy z Afeed skupujący pióra i gęsie jaja na handel w innych miastach. Nie żyjemy dostatnio, ale też nie mamy na co narzekać. Jedzenia nam nigdy nie zabrakło. A i na rozrywki jest. Chodź ja to rzadko stąd wychodzę, za to Marin... - matka zamyśliła się.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Nie boicie się tak w środku lasu? - spytała Hana.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- A czego? Komu by się tu chciało zapuszczać. Droga daleka i kręta. Łatwo się zgubić. Nikt tu nie chodzi, tym bardziej nocą. Czego tu się bać?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dalszą część śniadania spożyły w milczeniu. Tuż po nim kobieta oprowadziła Hanę po wielkim podwórku, gęsiarni i ogrodzie. Pokazała jej również wychodek, łaźnię z lodowatą wodą z leśnego strumyka i zbudowaną z desek saunę pachnącą żywicą, sosną i przebiśniegami. Słońce grzało coraz mocnej, a Hana czuła się coraz bezpiecznej w tej zapomnianej przez żywe dusze chacie. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;c.d.m.n.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-2693607592727952795?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/2693607592727952795/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=2693607592727952795' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2693607592727952795'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2693607592727952795'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/06/kiedy-wreszcie-dotary-do-chaty-marin.html' title=''/><author><name>adnoaje</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-1394940005334323334</id><published>2010-06-06T16:32:00.002-06:00</published><updated>2010-06-06T16:39:30.235-06:00</updated><title type='text'>Obudź się Człowieku</title><content type='html'>Niby wszystko jasne i wiadome, jednak warto obejrzeć do końca (a najlepiej od początku). Wiem, wymaga to czasu i cierpliwości a przecież wszyscy mamy tyle obowiązków... jednak mamy przede wszystkim życie - nasze życie i czasem warto samemu zadecydować wbrew wszystkiemu by poświęcić trochę tego życia sobie a nie rzeczom, które "muszą" być zrobione. Muszą bo co? Umrzemy jak ich nie zrobimy? świat się zawali? A może właśnie dzięki temu się nie zawali. Smacznego:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://www.youtube.com/watch?v=iIWvUYGxMLs&amp;amp;feature=related&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-1394940005334323334?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/1394940005334323334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=1394940005334323334' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1394940005334323334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1394940005334323334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/06/obudz-sie-czowieku.html' title='Obudź się Człowieku'/><author><name>phator</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13966462306856367603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-3300807548496936141</id><published>2010-05-27T07:50:00.008-06:00</published><updated>2010-05-27T08:29:12.674-06:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Afeed było tak samo niewielkim i tak samo brudnym miasteczkiem jak wszystkie inne miasteczka w państwie Zenh w czasach średniowiecza. W jego skład wchodził targ z przeróżnymi straganami oferującymi wyroby własne jak i rzemieślników z Lokland, kamienne domki i drewniane chaty, kuźnia, garbarnia, tartak, pracownia garncarska i ciągnące się na kilkaset metrów miejskie stajnie. Centralnym zaś miejscem Afeed był niewielki burdel i karczma. To do niej, jako pierwszej, udała się Hana tuż po przybyciu do miasteczka. Już po otwarciu drzwi uderzył ją smród przepoconych ciał mieszczan, kwaśny odór strawionego alkoholu przeżerający się wzajemnie z ostrym zapachem wapna, którym wybielono ściany budynku od środka. Karczma była ciemna, oświetlona jedynie woskowymi świecami porozkładanymi na stołach i drewnianej podłodze. Niewielkie okna zakryte bydlęcą błoną żołądkową były tak osmolone od sadzy, że ciężko je było w ogóle zauważyć. Usiadła przy najczystszym stoliku najbliżej wyjścia. Jej współbiesiadnikami była rozczochrana młoda dziewczyna o szmaragdowych oczach i wiejski grajek pijany jak świnia. Wcale nie miała ochoty zostawać w tym miejscu ale głód i niemiłosierny ból głowy był już nie do wytrzymania. Na dworze na domiar złego od dobrych paru godzin szalała okropna nawałnica i wiał lodowaty wiatr nie zapowiadający niczego dobrego. Uśmiechnęła się mile do demonicznie pięknej i tak samo niemiłej kelnerki i poprosiła o michę kartofli z okrasą i zsiadłym mlekiem. Zjadła w pośpiechu prawie dławiąc się kawałkami słoniny i kiedy łyżka skrobnęła o drewniane dno talerza uświadomiła sobie że nie ma dokąd pójść. Rozglądnęła się więc niespokojnie po sali szukając jakiś dobrotliwej twarzyczki chętnej do udzielenia jej pomocy, ale znalazła tylko lubieżne spojrzenia skupiające się na jej obfitym i kształtnym biuście. Właściciel jednego z nich podszedł do niej i rzucił przed nią na stół zakrwawioną biała chustę i kilka złotych monet.&lt;br /&gt;Odezwał się po chwili swoim męskim i chropowatym głosem:&lt;br /&gt;- Ulecz go.&lt;br /&gt;- Ale kogo? Ja nie jestem... - wyjąkała Hana. Ale mężczyzny już nie było.&lt;br /&gt;- Mieszka niedaleko karczmy. Jego syn jest ciężko chory. Nikt nie potrafi mu pomóc - rzekła dziewczyna o szmaragdowych oczach.&lt;br /&gt;Hana spojrzała w osłupieniu na nią nie wiedząc za bardzo jak odnaleźć się w zaistniałej sytuacji.&lt;br /&gt;- Jestem Marin. Możemy być przyjaciółkami jeśli chcesz.&lt;br /&gt;- Hana - odbąknęła Hana.&lt;br /&gt;- Zostaniesz u mnie na noc. Chodź. Lepiej nie być tu samemu gdy się ściemni. Mieszkam tuż pod lasem.&lt;br /&gt;Poszły. Tego dnia Hana jeszcze nie wiedziała, że ta decyzja zaważy na całym jej przyszłym życiu i że pewnego dnia o pewnej godzinie będzie jej żałowac. Drogę do domu Marin dziewczyny spędziły w ciszy, przerywanej jedynie potężnymi grzmotami i chlupotaniem błota.&lt;br /&gt;c.d.m.n.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-3300807548496936141?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/3300807548496936141/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=3300807548496936141' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3300807548496936141'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3300807548496936141'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/05/afeed-byo-tak-samo-niewielkim-i-tak.html' title=''/><author><name>adnoaje</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-4794646290946555369</id><published>2010-05-24T17:37:00.001-06:00</published><updated>2010-05-24T17:41:06.348-06:00</updated><title type='text'>Mokry Odbyt</title><content type='html'>Mam 16 lat.Mam pewien nietypowy problem.Kiedyś podczas kąpieli włążyłem dłoń za daleko do odbytu i poczułem takie ciepło.Utrzymywało się to przez jakiś czas a potem doszło do tego jakaś wydzielina podobna do potu,chyba to jakis śluz albo( jest to jakas nie wielka część kału?).Problem polega na tym iż okropnie to śmierdzi nie mogę sobie poradzić z tym zapachem.Myję się dokładnie ale uczucie ciepła i mokrego odbytu nie znika albo znika na kilka godzin a potem od nowa.Zapach ten jest całły czass, jest to połączenie zapachu mydła i zapachu kału,nie dowytrzymania.Pojawia się w stresujących sytuacjach, podczas wysiłku fizycznego, kiedy muszę gdzies wyjsc, podczas onanizmu (myślałem że to coś z prostatą).Cały czas mam mokro pomiędzy posladkami..pozatym wydziela się ze mnie zapch chyba gazów,samowolnie oprócz tego innego zapachu.;..( Myślałem że to szczelina odbytu albo przetoka ale teraz zastanawiam się czy to nie jest zespół nadwrażliwego jelita. Smród troszeczkę ustaję,trroszeczkę po wydaleniu stolca ale potemz znowu powraca. Byłem u lekarza I kontaktu-nie wiedział, w szpitalu-nie wiedzą chyba zespół jelita nadwrażlwiego-wysyłają mnie do ośrodka psychiatrycznego. Inne objawy to to że wydalam sie w bólu bo kał jest twardy-"bobki"-piłem laktuloze przez chwile ale teraz tego zaniechałem. Stolce są pełne śluzu-aż się świecą.Zrobiłem eksperyment i inaczej śmierdzą po masturbacji i przed. Po są pełne ślzu i śmierdzą jakoś tak inaczej a przed śą raczej normalne.Ten śluzz jest okropnyy.Dwa razy lała mi się krew w nie wielkich ilościach po wydaleniu raz pękł mi hemoroid.Miłem te wszytskie badania kolonoskopie,eeg itp. i NIC. Co to może być?? Zależy mi na rozwiązniu bo cały stan trwa już 1,5 roku cały czas jest ten smród i mokry odbyt,stolce na początku były różne teraz caly czas twarde.. CO TO ZA SMRÓDDD !!! PROSZĘ O JAK NAJSZYBSZĄ POMOC!!! JAK MOŻNA SOBIE Z TYM PORADZIĆ???!! PLZZZZ ehh..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;znalezione w necie&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-4794646290946555369?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/4794646290946555369/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=4794646290946555369' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/4794646290946555369'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/4794646290946555369'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/05/mokry-odbyt.html' title='Mokry Odbyt'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-6435421535876265971</id><published>2010-05-14T06:32:00.002-06:00</published><updated>2010-05-14T14:48:58.648-06:00</updated><title type='text'>malinowy chruśniak</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Czarownica usiadła w samym środku polany, otoczona sięgającymi do połowy łydki trawami, ziołami, chwastami i polnymi makami. Było upalnie. Brzęczące niemiłosiernie muchy przysiadały na jej spoconej twarzy, mrówki wściekle gryzły łydki, a duszno - ostry zapach nagrzanych słońcem roślin drażnił nozdrza i wprawiał jej umysł w stan łagodnego transu. Nie było to trudne, zwłaszcza po ostatnich przeżyciach.&lt;br /&gt;Przeszło dwanaście godzin minęło odkąd opuściła Afeed, nieustannie idąc na północ w stronę mniej ucywilizowanych wiosek. To co tam zobaczyła, a raczej to co tam było jej dane doświadczyć, powoli zmieniało jej mózg w lepką papkę. Nic nie było już dla niej pewne, a co gorsza cała wiedza, jaką przekazała jej prababka zdawała się popadać w niepamięć. To co jej zostało to mały korzeń mandragory mający chronić ją przed nieuniknionym i parę zaklęć, których formuły zdołała jeszcze zapisać zanim Władcy Blasku nie rozłupali na pół czaszek jej towarzyszy. Zaklęć, które zdawały jej się teraz zupełnie do niczego nie przydatne choć całe swoje życie poświęciła na to by się nauczyć nimi sprawnie, szybko i skutecznie posługiwać.&lt;br /&gt;Kiedy przyszła na świat, przeszło 23 lata temu, wszyscy z wioski zgodnie stwierdzili, że jest urodzona w czepku. Nie tylko jej matka - biedna chłopka o nieprzeciętnej urodzie i szmaragdowych oczach, która oczarowała najzamożniejszego i najtroskliwszego kupca w mieście - miała szczęście wychodząc bogato za mąż, ale i ona rodząc się z krwi najbardziej przebiegłych, najsilniejszych i wrażliwych na magię kobiet w rodzie ojca. To po nich odziedziczyła zdolność wyczuwania energii kamieni i roślin oraz pogardę wobec większości ludzi. Będąc małą dziewczynką za nic miała zachęty babek i prababek do poszerzania swoich umiejętności i karcenie przez matkę za zbytnie spędzanie czasu na błogim i nic nie wnoszącym w życie lenistwie. Miała zbyt wybujałą wyobraźnię, by grzecznie usiedzieć na miejscu przebierając i susząc zioła. Mówiła, iż chce iść tam skąd wiał niespokojny wschodni wiatr, ale każdy zdawał się ani jej nie słuchać ani nie zwracać zbytniej na nią uwagi. Do dnia, w którym opuściła rodzinną wioskę i wyjechała do Afeed by tam trafić w czarną otchłań i opiumowe sny na zapleczu karczmy pod Złotym Kogutem.&lt;br /&gt;c.d.m.n.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-6435421535876265971?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/6435421535876265971/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=6435421535876265971' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6435421535876265971'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6435421535876265971'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/06/malinowy-chrusniak.html' title='malinowy chruśniak'/><author><name>adnoaje</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-9159093960621234974</id><published>2010-05-04T08:17:00.001-06:00</published><updated>2010-05-04T08:20:12.365-06:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etykiety'/><title type='text'>Dzień bezwartościowych ludzi</title><content type='html'>Siedzieliśmy w moim ciasnym pokoju : Johan, Miriam, Susan i ja. Nie wiedzieliśmy jeszcze gdzie nas tym razem przeniosą, ale podświadomie czułem, że to następne miejsce będzie jeszcze gorsze od przytułku. Przytułek, a w zasadzie każde jego miejsce śmierdziało chlewem. Smród gnijących sienników roztaczał się nawet przed budynkiem przytułku. Wszyscy byliśmy przesiąknięci tym zapachem do tego stopnia, że wytykano nas palcami na ulicy. Ja nie czułem się jeszcze jakoś bardzo dyskryminowany, bo starałem się pracować w swoim pokoju, ciasnym 2 metry na 3. Miałem swoje 5 metrów kwadratowych. Całe 5 metrów, z czego około jeden metr to była wolna, niczym nie zastawiona podłoga, taka moja przestrzeń na ziemi, która tak na prawdę wcale nie była moja. Zawsze można było mnie stamtąd wyrzucić na zbity pysk jak niepotrzebnego już psa, czy inną świnię.&lt;br /&gt;Czasami Miriam przychodziła do mnie w środku nocy i po cichutku wślizgiwała się pod koc. Całowała mnie w każdy zakamarek mojego prześmierdniętego ciała, a ja odwdzięczałem się jej tym samym. Zawsze kiedy budziłem się po takiej nocy, jej już nigdy nie było przy mnie. Od świtu pomagała w przytułkowej kuchni, gdzie na śniadanie serwowano zupę mleczną, najobrzydliwszą jaką możecie sobie wyobrazić. Ale wszyscy ją jedliśmy. Lepsze to niż nic. Johan czasami wybrzydzał – przyzwyczajony do specjałów kuchni francuskiej – nie mógł znieść że jego fiołkowe podniebienie zostaje maltretowane tymi wszystkimi daniami rodem z koryta dla świń. Wolał czasami na własną rękę ugotować sobie coś sam. Wychodził wcześnie rano przed budynek przytułku i w okolicach śmietnika polował na myszy i szczury. Zbierał jakieś zielska uparcie twierdząc że to tymianek i cząber, ale tak na prawdę to były liście jakiegoś krzewu ozdobnego i trawa. Gotował później na swojej kozie, którą miał w pokoju, jakieś przedziwne wywary i potrawki ze swoich znalezisk i sam po kryjomu zajadał się tym. Zawsze potem miał napad padaczki, więc trzeba było go obserwować z ukrycia, żeby na czas zdążyć mu pomóc w razie potrzeby.&lt;br /&gt;Latem całe dnie spędzaliśmy z Miriam i Susan na ławce w pobliskim parku. Jako że park nie należał do przytułku, mogliśmy się odzywać. Czasami nawet mówiliśmy wszyscy na raz, byle by tylko cokolwiek do siebie powiedzieć. W tym czasie Johan chadzał zawsze nas rzekę – ściek z pobliskiej fabryki i nieustannie próbował złowić jakąś rybę, albo żabę. Bez skutku. &lt;br /&gt;Przywykliśmy już do tego wszystkiego i każdy z nas zastanawiał się : co teraz?&lt;br /&gt;Nie liczyliśmy na nic lepszego od przytułku, wręcz przeciwnie, ale po cichu każdy miał nadzieję, że  przynajmniej nie będzie śmierdziało, a nawet może będzie jakaś łazienka.&lt;br /&gt;Roznoszący się po korytarzu stukot obcasów siostry przełożonej wyznaczał ostatnią chwilę spędzoną w tej placówce. Siostra stanęła w drzwiach i skinęła głową. Wstaliśmy i wyszliśmy. Przed budynkiem czekała już na nas ciężarówka. W milczeniu wsiedliśmy na pakę. Kierowca odpalił silnik i z turkotem brukowanej ulicy potoczyliśmy się sami jeszcze nie wiedząc gdzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jechaliśmy tą rozkładaną przez korozję ciężarówką już jakieś dwa czy trzy dni, z krótkimi przerwami dla kierowcy, który gwałcił nas po kolei i momentalnie po orgaźmie zasypiał. Miałem nawet wrażenie, że Johan to lubił , a nawet czekał kiedy będzie jego kolej. Gdy kierowca zasypiał, szybko wyskakiwaliśmy z ciężarówki i zbieraliśmy co się dało, byle by coś zjeść., zupełnie nieważne co. Tęskniłem wtedy do tej obrzydliwej mlecznej zupy z przytułku. Na jednym z takich postoi przeszło mi przez głowę, żeby zmęczonego kierowce zabić podczas snu. Dawało to wiele korzyści. Po pierwsze – moglibyśmy samodzielnie i na własną rękę pojechać gdzieś, w sumie to nie wiem gdzie, ale zawsze wyrwalibyśmy się choćby spod kontroli. Pewnie i tak by nas znaleźli, bo zaraz ktoś doniósłby na nas... . Po drugie – moglibyśmy zjeść kierowcę, co wcale nie było by takie głupie, bo z głodu zaczynałem już mieć halucynacje. Widziałem np. Johana który zarzucał swoją wędkę w stronę Susan, a Susan połykała haczyk i dawała mu się złowić, po czym Johan wyrywał jej coś z wnętrzności i oboje z promiennymi uśmiechami jedli to w milczeniu. Innym razem Susan i Miriam rozpaliły ognisko na którym piekły Johana. Wizja była tak realistyczna, że od samego zapachu pieczonego mięsa ślina ciekła mi po brodzie... . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wybudziło mnie przenikające zimno. Odruchowo zacząłem pocierać zgrabiałe ręce o strzęp mojego ubrania, które kiedyś było płaszczem. Było jeszcze ciemno, ale nie wiedziałem już czy to noc czy świt, czy może późne popołudnie. Tak na prawdę nie miało to znaczenia. Jak zresztą całe moje życie... .&lt;br /&gt;Miriam jeszcze spała. Johan i Susan onanizowali się na wzajem. Pewnie chcieli się rozgrzać.&lt;br /&gt;Ciężarówka stała. Kierowcy nie było ani w szoferce ani u nas, na pace. Wyszedłem na zewnątrz. Już na nas czekali. Przeraziłem się, bo nie spodziewałem się, że już jesteśmy na miejscu. Obudziłem Miriam i ustawiliśmy się w szeregu. &lt;br /&gt;Wąsaty opiekun razem ze swoim pomocnikiem i kierowcą pisali coś w swoich notesach, co chwilę zaglądając sobie przez ramiona. Raportowali nasz przyjazd – pomyślałem.&lt;br /&gt;Pomocnik opiekuna machnął na nas czarnym prętem i poszliśmy za nim. Opiekun i kierowca zostali. Pewnie jeszcze chwilę chcieli porozmawiać. Pomyślałem, że może kierowca powie opiekunowi, że Johan lubi gwałcenie... . Weszliśmy do lasu i szliśmy dobre kilkanaście godzin. Chwilami miałem wrażenie, że umrę, nie miałem już zupełnie sił. Dziwiłem się tylko jak Susan, Johan i Miriam dają radę utrzymywać takie mordercze tempo marszu narzucone przez pomocnika opiekuna. Wtedy, zobaczyłem budynek. Szary, betonowy kloc i te charakterystyczne zakratowane okna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wewnątrz budynku jakaś pensjonariuszka rozprowadziła nas po pokojach, o dziwo znów dostałem jedynkę. Miriam będzie mogła przychodzić w nocy – pomyślałem. Mój pokój – jeżeli tak można nazwać tą klitkę, nie miał okien. Otwór drzwiowy zasłaniało się folią poklejoną z jednorazowych reklamówek. Za łóżko miała mi służyć gruba, słomiana mata. Było zimno i szaro. Położyłem się na moim łóżku i momentalnie zasnąłem.&lt;br /&gt;Nie wiem ile spałem, ale chyba bardzo krótko, kiedy ktoś uderzył mnie z całej siły w jądra. Miażdżący ból praktycznie mnie znokautował. Otworzyłem załzawione oczy. Nade mną stał uśmiechnięty pomocnik opiekuna, który swoim czarnym prętem wskazywał mi drzwi. Skulony i obolały podniosłem się z podłogi i wyszedłem. Okazało się że zaspałem na apel. To oznaczało jedno – karcer... .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam dokładnie wyraz twarzy opiekuna kiedy wypisywał moje przewinienie na karcie personalnej. Czubkiem języka dotykał co chwila swoich olbrzymich wąsów i drapał się po nieogolonym podbródku. Jego stalowo-szare oczy łapczywie spoglądały na mnie. Kiedy skończył, wstał od stołu, podszedł do mnie i z całej siły chwycił mnie za worek mosznowy. Uśmiechnął się spod wąsów i zmiażdżył mi lewe jądro. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby nie masakryczny ból zgniecionego jądra to siedzenie w karcerze nie byłoby takie złe. Dostawałem nawet posiłek, przeważnie pół szklanki wody i surowe liście buraków. Cela była w całości pokryta wydrapanymi w betonie napisami, także miałem co czytać. Tylko gdyby nie ten masakryczny ból... . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem ile upłynęło dni, ale ból nie mijał tylko ja się chyba do niego przyzwyczaiłem. Myślałem o słońcu i bezchmurnym niebie. Czasem myślałem o Miriam. Wiem że nie mógłbym z nią porozmawiać, ale choć mógłbym ukradkiem na nią spojrzeć. Nie, nie brakowało mi ani Johana ani Susan. Z nimi jakoś mniej mnie zawsze łączyło. Brakowało mi Miriam i to bardzo. Nawet wydrapałem paznokciem na ścianie jej imię i patrzyłem sobie na nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy ból nieznacznie się zmniejszył zdałem sobie sprawę że tak na prawdę cela jest strasznie mała.  Dwa metry na metr, ale tak na prawdę nie miało to znaczenia. Jak zresztą całe moje życie... .  Kiedy dostawałem posiłek, o dziwo usłyszałem że ktoś rozmawia! Fakt, były to cichutkie szepty, ale wyraźnie usłyszałem - „...zbliża się dzień bezużytecznych ludzi...”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem jak długo nie dostawałem posiłku, ale w końcu przyszedł po mnie pomocnik opiekuna z jakimś pensjonariuszem. Pensjonariusz miał wytatuowany czarny pasek, który przechodził od czoła do końca podbródka – centralnie przez środek twarzy. To pewnie dozorca – pomyślałem. Jako że nie miałem siły ustać na nogach wywlekli mnie z celi i rzucili na korytarzu. To chyba oni szeptali – pomyślałem. Dozorca patrzył na mnie, ale w jego oczach nie dostrzegałem żadnych uczuć. Pomocnik opiekuna kiwnął głową i dozorca kopnął mnie prosto w żołądek, po czym obaj odeszli.&lt;br /&gt;Leżałem na korytarzu. Mogłem wrócić do swojego pokoju. Powoli zacząłem się czołgać wzdłuż ściany, ale szybko zupełnie opadłem z resztek sił jakie miałem i zasnąłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opiekun swoim wojskowym butem dociskał moją głowę do betonowej podłogi. Nie ruszałem się. Było mi wszystko jedno. Nawet chciałem żeby zmiażdżył mi czaszkę, ale to było by przecież za proste. Po chwili gdy już przekonał się że się obudziłem rzucił mi kartkę papieru. Zwolnienie z pracy spowodowane złym stanem ogólnym pensjonariusza. Miałem zgłosić się do pokoju R48. To był początek końca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokój R48 codziennie rano gromadził wszystkich niezdolnych do pracy pensjonariuszy. Był ciasny i tak na prawdę siedzieliśmy jeden na drugim, nic nie mówiąc, nic nie robiąc i z ledwością oddychając. Część starszych pensjonariuszy miała wykupione miejsca przy ścianie. Byli to wysocy rangą pensjonariusze, którzy trzymali w ryzach innych, niezdolnych do pracy. W R48 bardzo szybko robiło się duszno. Tlenu zaczynało brakować już po kwadransie. Siedzenie tu przez cały dzień było masakryczną udręką. Ludzie mdleli, wymiotowali, srali, szczali. Trzeciego dnia pobytu w R48 zauważyłem, że jakaś para kopuluje gdzieś w kącie. Na ich nieszczęście zauważył to również ktoś z wysokich rangą. Z niemiłosiernym impetem wpadło dwóch dozorców, którzy rozpychając ten przepocony, śmierdzący motłoch dopadli kochanków. Kobiecie od razu wbili czarny pręt do pochwy, naśladując nim ruchy frykcyjne. Stalowy czarny pręt zdzierał jej łechtaczkę, wargi sromowe, rozkwaszał szyjkę macicy... . Krew bryzgała na betonowe ściany, na dozorców i na nas. Spojrzałem na mężczyznę, który jeszcze chwilę temu leżał na tej biednej kobiecie. Jego twarz nie wyrażała nic. Zupełnie nic. Jego obojętność była dla mnie totalnie makabryczna. Kiedy dozorcy skończyli z kobietą, zabrali się za niego. Do ujścia cewki moczowej z wielką siłą wbili mu czarny pręt niczym cewnik. Potem ścisnęli jego jądra skórzanym paskiem i szorowali po mosznie czarnymi prętami jak pilnikami do momentu aż worek mosznowy odpadł od jego ciała. Pomieszczenie R48 ociekało krwią. Dozorca wskazał mnie i jakiegoś drugiego mężczyznę. Mieliśmy przenieść okaleczone ciała tych ludzi do karceru.&lt;br /&gt;Wlekliśmy ich po betonowej podłodze zostawiając dwie, grube czerwone smugi. Pomyślałem, że i tak wykrwawią się na śmierć. Nagle zatrzymał nas opiekun. Widać było że jest podenerwowany, albo raczej podniecony. Na naszych oczach zaczął gwałcić najpierw mężczyznę, a później kobietę. Staliśmy obok i patrzeliśmy. Mój kompan zwymiotował. Rozanielone oczy opiekuna, kopulującego z czymś co zostało z waginy świdrowały nas na przestrzał. Opiekun ślinił się i cicho pojękiwał. Kiedy dochodził do orgazmu wyciągnął kutasa z krwawej, waginalnej marmolady, wskazał czarnym prętem na mojego współtowarzysza. Kazał mu uklęknąć po czym spuścił mu się na twarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Długo nie mogłem zasnąć. Myślałem o Miriam. Myślałem o Susan i Johanie. Myślałem o sobie i o tym dlaczego akurat ja muszę tu być?  Tak na prawdę nie miało to znaczenia. Jak zresztą całe moje życie... .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na apelu zagoniono nas do podziemi. W ciasnym korytarzyku z niskim stropem zgromadzeni byli chyba wszyscy pensjonariusze. O dziwo nie mogłem nigdzie dostrzec ani Miriam, ani Susan. Za to dostrzegłem Johana. Johana z wytatuowanym paskiem na twarzy. Trzymał w ręce czarny pręt i uderzał nim w kogo popadło. Inni dozorcy pilnowali jedynego wyjścia z tego klaustrofobicznego korytarza. W drzwiach stanął opiekun, który podkręcając swoje wąsiska uśmiechał się do nas pełną gębą. Dozorcy wyszli zamykając drzwi na klucz. Słyszałem wyraźnie jak z głębi korytarza ktoś szepnął : „- i oto nadszedł dzień bezużytecznych ludzi...”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przebudziłem się. Wielu już nie żyło. Część zmarła z głodu, inni z pragnienia i głodu. Smród trupów odbierał resztki tlenu, które jeszcze mogły się gdzieś tutaj znajdować. Poszukam Miriam – pomyślałem, ale nie było to realne. Gdy tylko podniosłem się do góry momentalnie straciłem świadomość. Ostatnią moją myślą była zupa mleczna z przytułku. Tak bardzo mi smakowała. &lt;br /&gt;A Miriam?  Tak, kochałem ją jak i resztę mojego rodzeństwa – Susan i Johana, choć tak na prawdę nie miało to znaczenia. Jak zresztą całe moje życie... .&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-9159093960621234974?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/9159093960621234974/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=9159093960621234974' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/9159093960621234974'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/9159093960621234974'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/05/dzien-bezwartosciowych-ludzi.html' title='Dzień bezwartościowych ludzi'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-7935493049414922135</id><published>2010-04-29T01:04:00.002-06:00</published><updated>2010-04-29T01:14:57.311-06:00</updated><title type='text'>miasto królów polskich: park</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;&lt;em&gt;Michał Pyclik, rzecznik Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu:&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- Toalety w parku Jordana są sprawne i zostaną otwarte 1 maja. Otwieramy je tylko w sezonie wiosenno-letnim, kiedy z parku korzysta zwiększona liczba osób. Poza sezonem są zamykane ze względu na ogrzewanie i na niewłaściwe ich wykorzystanie przez niektóre osoby przebywające w parku. Nasza dotychczasowa analiza zapotrzebowania nie wskazywała potrzeby otwarcia toalet dłużej niż do października, jednak weźmiemy pod uwagę wnioski osób zgłaszających potrzeby korzystania z toalet także poza przyjętym przez nas sezonem i rozważymy możliwość ich otwarcia także w pozostałe dni, gdy ilość zwiedzających się zwiększy.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-7935493049414922135?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/7935493049414922135/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=7935493049414922135' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7935493049414922135'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7935493049414922135'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/04/miasto-krolow-polskich.html' title='miasto królów polskich: park'/><author><name>melon gibson</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06936180550623044101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-1102356648219556689</id><published>2010-04-29T00:41:00.003-06:00</published><updated>2010-04-29T01:02:37.633-06:00</updated><title type='text'>obserwowany wzrost społecznego zaufania</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:times new roman;"&gt;&lt;strong&gt;przystanek&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- o, jedzie czwórka będę musiała zapytać czy dojadę nim do narutowicza... a może pani się orientuje, czy dojadę nim do narutowicza?&lt;br /&gt;- do narutowicza, znaczy do szpitala?&lt;br /&gt;- tak, do narutowicza - szpitala, czy się pani orientuje, czy dojadę czwórką...&lt;br /&gt;- nie wiem, nie jeżdżę w tamtym kierunku&lt;br /&gt;- aha, dobrze, to ja zapytam kierowcę czy dojadę.... przepraszam, czy jedzie pan do narutowicza? tak? aha, dobrze. to powie mi pan gdzie mam wysiąść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;wnętrze tramwaju&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- gdzie mam wysiąść przy ulicy polnej?&lt;br /&gt;- nie mam pojęcia... a w jakiej to jest dzielnicy, przy której większej ulicy?&lt;br /&gt;- no na hucie gdzieś... nie wiem dokładnie, może czyżyny??&lt;br /&gt;- ... a co tam jest, coś charakterystycznego, urząd jakiś?&lt;br /&gt;- do apteki jadę, mam leki tam odebrać&lt;br /&gt;- to chyba jakaś apteka osiedlowa&lt;br /&gt;- chyba osiedlowa, chyba tak... gdzieś może na czyżynach, to gdzie mam wysiąść na czyżynach? może kierowca wie? przepraszam, gdzie mam wysiąść przy ulicy polnej? aha... nie wie pan. to chyba na czyżynach jest... tak? czyżyny duże? a gdzie się zaczynają to ja wysiąde na początku, potem najwyżej wsiądę w jakiś inny tramwaj. mąż to mi mówi, że ja kiedyś do ameryki dojadę jak tak będę jeździć tymi tramwajami&lt;br /&gt;&lt;em&gt;głos trzeci:&lt;/em&gt; każdy chciałby do ameryki...&lt;br /&gt;- no pewnie, każdy chciałby, w ameryce to się żyje&lt;br /&gt;&lt;em&gt;głos czwarty&lt;/em&gt;: wie pani co w tej ameryce to już tak nie jest do końca kolorowo... już tam wcale tak dobrze nie jest. kolega zięcia pojechał i chce wracać do polski, bo mówi, że tam się zawiódł i że wcale się tam lekko nie żyje. że w polsce lepiej.&lt;br /&gt;- co pani powie? no widzi pani. czasy się zmieniają. to ja wysiadam do tej apteki, bo to już te czyżyny zdaje się, najwyżej jeszcze pojeżdżę. dzienny sobie kupiłam bilet... &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-1102356648219556689?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/1102356648219556689/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=1102356648219556689' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1102356648219556689'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1102356648219556689'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/04/obserwowany-wzrost-spoecznego-zaufania.html' title='obserwowany wzrost społecznego zaufania'/><author><name>melon gibson</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06936180550623044101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-8902627289992227610</id><published>2010-04-19T03:36:00.004-06:00</published><updated>2010-05-03T23:57:06.728-06:00</updated><title type='text'>Pies, owca, misio, jeż, kurczak i parę piłek w międzyczasie</title><content type='html'>&lt;p&gt;Tak oto rozpoczyna się pierwsza część opowiadań o przedziwnych stworzeniach, które spotkały siebie nawzajem na swoich drogach życiowych, spotykają i pewnie w jakiś tam sposób, pod różnymi postaciami, kolorami, stopniami zabrudzenia, itp. w dalszym ciągu będą spotykać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Na początku był (i dalej jest) pies - mały, frędzlowaty, czarny i trochę głupi. Na początku swojej drogi życiowej pies napotkał Owcę. Owca przybyła doń z samiutkich Tater, z Zakopanego, gdzie dni swoje spędzała zawieszona na haku, z wiszącymi kończynami i trochę ckliwą miną. Owca została pewnego dnia uratowana za odpowiednią sumę pieniężną, przeszła kwarantannę (w tym czasie nie odnotowano utraty żadnej wełny ani nietrzymania moczu) i wylądowała w pewnym mieszkaniu w pewnym mieście. Tutaj poznała Psa. Pies z początku patrzył na nią podejrzliwie, parę razy podgryzł jej gardło, podrzucił do góry, żeby sprawdzić, jak upada, a następnie zabrał do swojego legowiska. Okazało się, że uratowana onegdaj Owca wpadła w jeszcze większe gówno, niż przedtem. Od czasu do czasu Pies przynosił ją w zębach (nie beczała wtedy), by jakiś człowiek nią rzucił najdalej jak potrafi. Pies zamieniał się wówczas w myśliwego tropiącego zwierzynę. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Innymi czasy Owca służyła jako niema kochanka dzieląca łoże z Psem. W końcu jednak jej wełna stała się prawie czarna (na początku była śnieżnobiała) i miała coraz mniej wnętrzności. Pies nic sobie z tego nie robił - wręcz lepiej mu było ją szarpać i gryźć, szczególnie po uszach i oczach. Po pewnym czasie Owca miała juz tylko jedno oko, srała co chwilę puchem i Pies coraz mniej się nią zajmował. Owca została przeniesiona w stan spoczynku na śmietnik.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tak oto kończy się historia pierwszej przyjaźni Psa. Niewykluczone, że Owca wróci jeszcze w opowiadaniach jako niespokojny duch prześladujący naszego bohatera.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pozostałe istoty opisane w tytule mają swoje odrębne, równie kochane i słodkie historie. Ale o tym kiedy indziej.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-8902627289992227610?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/8902627289992227610/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=8902627289992227610' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8902627289992227610'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8902627289992227610'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/04/pies-owca-misio-jez-kurczak-i-pare-piek.html' title='Pies, owca, misio, jeż, kurczak i parę piłek w międzyczasie'/><author><name>cainte</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15679981582141038441</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-7574129219982339434</id><published>2010-03-08T09:24:00.002-07:00</published><updated>2010-03-08T09:35:52.628-07:00</updated><title type='text'>8 МАРТА - МЕЖДУНАРОДНЫЙ КОММУНИСТИЧЕСКИЙ ЖЕНСКИЙ ДЕНЬ</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img11.nnm.ru/3/4/3/f/b/66f0fb62ca58badef381be71908_prev.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 590px; height: 386px;" src="http://img11.nnm.ru/3/4/3/f/b/66f0fb62ca58badef381be71908_prev.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img15.nnm.ru/9/9/1/3/6/4aedc6379360ca6a91768d7f844.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 564px;" src="http://img15.nnm.ru/9/9/1/3/6/4aedc6379360ca6a91768d7f844.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S5UlAXxRrvI/AAAAAAAAAOY/ol-I6e8so08/s1600-h/b2b3e0a62b0e7b1ff020f910513.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 258px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S5UlAXxRrvI/AAAAAAAAAOY/ol-I6e8so08/s400/b2b3e0a62b0e7b1ff020f910513.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5446300012685405938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Дорогие женщины-труженицы! Поздравляем ВАС с Международным коммунистическим женским днем 8 марта – днем революционной мобилизации широких женских масс против буржуазного господства, днем международной солидарности женщин в борьбе за экономическое, социальное и политическое равноправие.&lt;br /&gt;----------------------&lt;cut&gt;----------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;В этом году мы отмечаем 100-летие памятной даты. По предложению видного деятеля германского и международного рабочего движения Клары Цеткин на 2-й Международной конференции женщин-социалисток, состоявшейся в Копенгагене (Дания) в 1910 году, было принято решение о праздновании Международного женского дня, позже приуроченного к годовщине демонстрации работниц нью-йоркских предприятий текстильной промышленности 8 марта 1857 года.&lt;br /&gt;Международный женский день впервые был проведен в 1911 году в Германии, Австрии, Дании и Швейцарии, в 1913 году – во Франции. В царской России Международный женский день впервые был отмечен в 1913 году в Петербурге – в зале биржи состоялся митинг, в котором участвовало более 3 тысяч работниц. В 1914 году этот день был проведен в Самаре, Саратове, Иваново-Вознесенске и в Киеве. В Петербурге в 1914 году вышел в свет первый номер журнала «Работница». С передовой статьей в нём выступила Н.К. Крупская. Она объясняла читательницам, что женский вопрос в рабочей среде носит совсем другой характер, чем в среде буржуазной. Это не борьба против мужчин за равноправие, а борьба вместе с мужчинами против общего бесправия, против нужды, против условий, при которых эксплуатируется их труд. Это классовая борьба и для её победы необходимо единство всех рабочих людей.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img11.nnm.ru/9/8/1/0/0/726620bd7e2f05fc39006300be3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 572px;" src="http://img11.nnm.ru/9/8/1/0/0/726620bd7e2f05fc39006300be3.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;В годы империалистической войны большевики проводили этот день под лозунгом «Долой грабительскую войну!».&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8 марта (23 февраля) 1917 года, в Международный «день работницы», в Петрограде была проведена мощная демонстрация женщин-работниц. Они требовали хлеба и возвращения мужей с фронта, выступали против царизма. Демонстрацию поддержали 200 тысяч рабочих общим забастовочным выступлением по всему Петрограду. Забастовка переросла в общее политическое выступление против царизма, в котором уже участвовали перешедшие на сторону рабочих солдаты. Эти революционные выступления привели к падению царского самодержавия и победе буржуазной революции в России. Смелая демонстрация женщин-работниц Петрограда явилась катализатором общего выступления против ненавистного самодержавия.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img11.nnm.ru/5/a/9/b/1/49bdbac46aadcfc75296e7e4204.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 600px;" src="http://img11.nnm.ru/5/a/9/b/1/49bdbac46aadcfc75296e7e4204.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;После победы Великой Октябрьской социалистической революции положение женщины в обществе коренным образом изменилось. Полное равноправие советской женщины, активное участие её во всех областях общественной жизни явилось величайшим завоеванием социализма. Права советских женщин были законодательно закреплены Советской Конституцией. Статья 122 Сталинской Конституции гласила: «Женщине в СССР предоставляются равные права с мужчиной во всех областях хозяйственной, государственной, культурной и общественно-политической жизни».&lt;br /&gt;Советская власть не только провозгласила, но и обеспечила реальное равноправие мужчин и женщин во всех сферах жизни. В городах — на заводах и фабриках, в селе — в поле и на ферме — женщины, наравне с мужчинами, осваивали новые профессии и достигали в них совершенства. Не красивых бездельниц боготворила героическая эпоха борьбы и побед. Она восхищалась мастерством и дерзостью тружениц. День 8 Марта в СССР являлся днем мобилизации женщин на ещё большее повышение производительности труда и укрепление мощи Социалистической державы.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img11.nnm.ru/a/8/8/b/0/5c54c48c51b4e8ce4880cac4770.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 528px;" src="http://img11.nnm.ru/a/8/8/b/0/5c54c48c51b4e8ce4880cac4770.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img15.nnm.ru/2/6/9/9/f/9074361d336af3bbf929226f61f.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 618px;" src="http://img15.nnm.ru/2/6/9/9/f/9074361d336af3bbf929226f61f.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img15.nnm.ru/d/f/8/8/4/5049b386439b71c193423abc58c.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 585px;" src="http://img15.nnm.ru/d/f/8/8/4/5049b386439b71c193423abc58c.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;У советских женщин, равно как и у всех советских граждан, действительно реализовывалось право на достойные труд и отдых, на бесплатные медицинское обслуживание и образование, имелись неограниченные возможности для всестороннего творческого развития личности. Была социальная защищенность и стабильность, уверенность в завтрашнем дне. Советская женщина-мать была абсолютно уверена в светлом будущем своих детей.&lt;br /&gt;Буржуазная контрреволюция лишила советских женщин, как и всех советских граждан, завоеваний Великого Октября. Разрушение СССР предателями Советской Родины привело к развалу экономики во всех бывших советских республиках, к росту цен на товары первой необходимости: продукты питания, медикаменты, промтовары, коммунальные услуги, проезд в транспорте. Недавно разразившийся финансово-экономический кризис всей системы империализма еще больше усугубил положение трудящихся. На многих предприятиях даже мизерная зарплата выплачивается не во-время, а то и вовсе не выплачивается. Многие семьи оказались на грани выживания.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img11.nnm.ru/2/a/8/9/a/ad9c4da3968fe88a6cecd867f79.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 576px;" src="http://img11.nnm.ru/2/a/8/9/a/ad9c4da3968fe88a6cecd867f79.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img11.nnm.ru/8/d/b/f/3/bdee752b33ef0bb64908cfbe7a0.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 580px;" src="http://img11.nnm.ru/8/d/b/f/3/bdee752b33ef0bb64908cfbe7a0.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img11.nnm.ru/7/0/d/d/8/b7829eca4114fa979601ebeb75b.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 586px;" src="http://img11.nnm.ru/7/0/d/d/8/b7829eca4114fa979601ebeb75b.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img11.nnm.ru/f/4/b/5/a/8fa8be5d61b18b67870d8e309e5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 642px;" src="http://img11.nnm.ru/f/4/b/5/a/8fa8be5d61b18b67870d8e309e5.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Особенно больно бьет этот кризис по женщинам, которым необходимо заботиться о семье и детях в условиях отсутствия средств к существованию, в условиях, когда стали платными образование и многие виды медицинского обслуживания.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;В таких условиях женщина может только с грустью вспоминать о том, что при Советской власти она была полноценным человеком, полноправной участницей общественной жизни. При капитализме это для большинства женщин стало непозволительной роскошью. Более того, женщина в буржуазном обществе становится всего лишь одним из товаров «капиталистического рынка».&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Женское равноправие существует разве что для богатых. Женщины, имеющие деньги, даже куда «равноправнее», чем мужчины, денег не имеющие. Для трудящихся женщин равноправие — это голая декларация. Буржуазные «свободы» касаются исключительно женщин из господствующего класса. Что касается женщин из бедных классов, то для них известная формула “дети, кухня, церковь ” дополнилась требованием приносить еще один заработок в дом, без чего не может прожить сегодня большинство семей трудящихся.&lt;br /&gt;Женщины-труженицы! Боритесь за счастье ваших детей!&lt;br /&gt;Долой буржуазный агонизирующий строй!&lt;br /&gt;Да здравствует социализм!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S.: Сегодня для коммунистического Движения особенно ценен тот опыт участия женщины в общественной жизни, который был пройден в XX веке во всём мире. Но особенно важен этот опыт для нашей страны, которая, после совершившейся Великой Октябрьской Социалистической Революции, дала женщине не ложную «свободу и независимость от мужчины» (о чём так любят покричать буржуазные идеологи), а действительную свободу — от угнетения и эксплуатации, от экономических законов капиталистического общества; в обществе, где женщине с самого её рождения уготована роль «негра этого мира», не может быть и речи о действительной свободе женщины. И сколько бы сегодня не было громких слов об эмансипированной женщине, о «выравнивании» общественного и экономического положения мужчины и женщины, — это, в лучшем случае, полуправда, а то и заведомая ложь, пропагандируемая буржуазными mass-media.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Успешная «бизнес-леди» ничем не лучше домохозяйки в том смысле, что она так же замкнута в узком круге своей деятельности. У неё нет времени на своё человеческое развитие, не говоря уже о таких «мелочах» как семья. Но — ведь она «хорошо зарабатывает»! В этом и заключается ложный посыл мифической эмансипации женщины в буржуазном обществе.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Поэтому эмансипация женщины невозможна без эмансипации мужчины – от оков экономических отношений капиталистического общества, от всех проявлений социальной несправедливости по отношению к человеку.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Сознательная женщина, борись за социализм!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-7574129219982339434?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/7574129219982339434/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=7574129219982339434' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7574129219982339434'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7574129219982339434'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/03/8.html' title='8 МАРТА - МЕЖДУНАРОДНЫЙ КОММУНИСТИЧЕСКИЙ ЖЕНСКИЙ ДЕНЬ'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S5UlAXxRrvI/AAAAAAAAAOY/ol-I6e8so08/s72-c/b2b3e0a62b0e7b1ff020f910513.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-5781939102655733593</id><published>2010-01-23T07:51:00.000-07:00</published><updated>2010-01-23T07:52:29.368-07:00</updated><title type='text'>po prostu wow</title><content type='html'>&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/xdl0oVaRYv0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/xdl0oVaRYv0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-5781939102655733593?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/5781939102655733593/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=5781939102655733593' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5781939102655733593'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5781939102655733593'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/01/po-prostu-wow.html' title='po prostu wow'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-1760150380843458539</id><published>2010-01-06T08:08:00.002-07:00</published><updated>2010-01-06T08:11:34.044-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mjuzik sounddesign skutery'/><title type='text'>emerwu solo syn hana vs marti - ty jestes najgupsiejszy!</title><content type='html'>&lt;script type="text/javascript" src="http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=2S1z7xahN06&amp;login=w273&amp;width=450&amp;bg=ffffff"&gt;&lt;/script&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-1760150380843458539?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/1760150380843458539/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=1760150380843458539' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1760150380843458539'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1760150380843458539'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2010/01/emerwu-solo-syn-hana-vs-marti-ty-jestes.html' title='emerwu solo syn hana vs marti - ty jestes najgupsiejszy!'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-8819903725857159725</id><published>2009-12-23T02:03:00.002-07:00</published><updated>2009-12-23T02:05:08.516-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='swędzenie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jesień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='świad'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='np. skutery wakacje prawie zima dewiacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mjuzik sounddesign skutery'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='drapanie'/><title type='text'>Wesoły świąd!!!</title><content type='html'>tutaj świąd:&lt;br /&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/TBY4it36hVo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/TBY4it36hVo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-8819903725857159725?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/8819903725857159725/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=8819903725857159725' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8819903725857159725'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8819903725857159725'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/12/wesoy-swiad.html' title='Wesoły świąd!!!'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-2473177663469589464</id><published>2009-12-17T02:48:00.001-07:00</published><updated>2009-12-17T02:51:06.881-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mjuzik sounddesign skutery'/><title type='text'>emerwu solo syn hana czyli pomyje po szejset</title><content type='html'>a tak mnie człowiek z żelaza zainspirował swoją wersją another brick in the wall że nie mogłem się powstrzymać żeby nie zrobić czegoś jeszcze gorszego. w sumie...&lt;br /&gt;Ścianka:&lt;br /&gt;&lt;script type="text/javascript" src="http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=5rJVwWRE8Yc&amp;login=w667&amp;width=450&amp;bg=ffffff"&gt;&lt;/script&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-2473177663469589464?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/2473177663469589464/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=2473177663469589464' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2473177663469589464'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2473177663469589464'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/12/emerwu-solo-syn-hana-czyli-pomyje-po.html' title='emerwu solo syn hana czyli pomyje po szejset'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-4923017702583735093</id><published>2009-12-12T10:56:00.000-07:00</published><updated>2009-12-12T10:58:01.173-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zima'/><title type='text'>kasztan czyli znalazłem przypadkiem</title><content type='html'>Kiedy myję kasztany, ich średnica opiera się przed okultyzmem anomalii powstającej w ich anorektycznych ciałach.&lt;br /&gt;Gdzie te czasy gdy płyn do mycia kasztanów kosztował kilka kopiejek.&lt;br /&gt;Tymczasem nieznośność niezależności uwydatnia ewidencję. Cisza rozbrzmiewa w topoli i na niej opiera się żywność. Pasieka kpi z zimy i przesypia ją w swojej nierozerwalnej komunie egzystencjonalizmu totalitarnego - wraz z nadejściem andruta zmienia sie jej postrzeganie i organoleptyczność wizytacji.&lt;br /&gt;Jeszcze nie czas na konkrety i zabliźnienie ran odbytu po jego perforacji?&lt;br /&gt;Jeszcze nie czas na wystrzał w kosmos i zaludnienie wszystkich najbliższych planet.&lt;br /&gt;Jeszcze nie czas na wyodrębnienie artykulacji i stagnacji prokreacji.&lt;br /&gt;          &lt;br /&gt;a gdzieś tam jestem....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-4923017702583735093?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/4923017702583735093/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=4923017702583735093' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/4923017702583735093'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/4923017702583735093'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/12/kasztan-czyli-znalazem-przypadkiem.html' title='kasztan czyli znalazłem przypadkiem'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-621540667648028943</id><published>2009-11-28T10:00:00.002-07:00</published><updated>2009-11-28T10:05:05.510-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trupy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rowery'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jesień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dewiacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zmarli'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='np. skutery'/><title type='text'>Zmarli</title><content type='html'>"Pamiętam dokładnie kiedy przestałem się interesować piłką nożną. Razem z chłopakami poszliśmy na hałdę za kopalnią pograć w nogę. Kiedy już doszliśmy na miejsce zobaczyłem wysypaną obok naszego "boiska" stertę śmieci. &lt;br /&gt;- Poczekajcie – powiedziałem i zamiast grać poszedłem pogrzebać w tych śmieciach. Pierwsze co tam znalazłem to była srebrna papierośnica – na jej froncie widniał powtarzający sie grawerowany wzór coś w rodzaju szlaczka i pasek z dekoracja roślinną, oraz wlutowane złote inicjały CG. Otworzyłem ją. W środku znajdowała się wygrawerowana dedykacja - " W dowód szczerej przyjaźni Kazik 29.VII.1929". Wtedy zrozumiałem, że piłka nożna już mnie nie interesuje. Zacząłem palić papierosy..."&lt;br /&gt;Radosław Jureczka, luty 2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;I&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Muszę w końcu z tym zerwać raz na zawsze – pomyślał Marek dojadając resztki śniadania. Kiedy już ostatnie okruchy czerstwego pieczywa, które tak pieczołowicie zbierał czubkami palców ze stołu zniknęły w jego ustach, a letnia herbata o konsystencji syropu wypełniła jego żołądek, Marek powoli zabrał się do zjedzenia serwetki. Serwetka stanowiła dla Marka ukoronowanie każdego śniadania. Nie daj Boże, żeby kiedykolwiek mu jej zabrakło, choć i takie dni Marek doskonale pamięta. Zjadał wtedy w zamian za serwetkę jedną ze swoich ściereczek kuchennych co zaiste do najprzyjemniejszych rzeczy w życiu Marka nie należało.&lt;br /&gt;Zawsze po śniadaniu Marek miał wyznaczony kwadrans na relaks i samokrytykę. Układał się wygodnie na swojej nieco już starej, zielonej w żółte pasy kanapie i oddawał się masturbacji, gdyż to właśnie odprężało go najbardziej. Nie potrzebował jakiejś specjalnej podniety, wystarczał sam akt samogwałtu – było to swojego rodzaju misterium, którego Marek potrzebował do życia jak powietrza.&lt;br /&gt;- Już czas wziąć się za robotę, dochodzi jedenasta – powiedział do siebie Marek.&lt;br /&gt;Marek posiadł unikalną sztukę komunikowania się ze zmarłymi. Co dziennie od godziny jedenastej piętnaście do jedenastej trzydzieści pięć, Marek w swojej wynajętej kawalerce przyjmował dziesiątki osób, które prosiły go o kontakt z ich bliskimi zmarłymi, oczywiście za sowitą opłatą. Marek zbierał ich dane – imię, nazwisko, adres i numer telefonu, numer pesel i datę urodzenia i śmierci. Początkowo sam notował wszystkie te informacje, lecz później wpadł na genialny pomysł wydrukowania specjalistycznych formularzy, które wypełniali jego klienci w domowych zaciszach. Marek od jedenastej piętnaście do jedenastej trzydzieści pięć zbierał formularze i zapoznawał się z nimi. Od dwunastej dziesięć do czternastej dwadzieścia pięć przyjmował osoby, które dzień wcześniej podały dane osobowe zmarłych, z którymi chcieli się skontaktować i przekazywał wiadomości zza grobu.&lt;br /&gt;Jedynym, najpoważniejszym mankamentem w pracy Marka było to, że kontaktował się on ze zmarłymi tylko we śnie. Było to bądź co bądź utrudnienie w jego pracy, gdyż spora część klienteli chciała uczestniczyć w seansie spirytystycznym, a nie oglądać śpiącego, przy tym niemiłosiernie chrapiącego i zgrzytającego zębami grubego, zapuszczonego facecika z nieogoloną gębą.&lt;br /&gt;Marek od dawna borykał się z tym problemem, ale był już o krok od jego rozwiązania.&lt;br /&gt;- Gdybym choć był narkoleptykiem – marzył pod prysznicem. Problem nie dawał mu spokoju aż do pewnego letniego popołudnia.&lt;br /&gt;- Mam! Świadome zapadnięcie w śpiączkę! – wrzasnął Marek w tramwaju, którym akurat jechał.  Pozostawał do zrobienia tylko jeden drobiazg – jak tą śpiączkę u siebie wywołać?&lt;br /&gt;- Śpiączka na życzenie – podśpiewywał pod nosem, myśląc, że oświeci go nagle jakiś natchniony pomysł wywoływania śpiączki. Zaczął nawet trenować z dość niezłym skutkiem, krótkie zdrzemnięcia w środkach masowej komunikacji miejskiej, lecz nie dawało to zadowalających rezultatów, bo staruszka chce usiąść, bo ktoś się przewraca po nagłym hamowaniu, bo kibice wracają, bo dziecko płacze, pies szczeka, silnik ryczy, tramwaj się pali, pijak rzyga itp.  itd.  – jednym słowem za dużo rozpraszających czynników zewnętrznych... .&lt;br /&gt;- Hipnoza to przyszłość – pomyślał Marek – tylko jak zahipnotyzować samego siebie?&lt;br /&gt;- Hmm, czasami niepozorny uraz może wywołać  długoterminową śpiączkę, a po ciężkim urazie pacjent szybko odzyskuje świadomość – rozważał możliwości Marek.&lt;br /&gt;- To może mam się walnąć czymś w głowę?- pomyślał – tylko czym?&lt;br /&gt;W najgłębszych swoich wspomnieniach Marek wrócił do lat swojego dzieciństwa, kiedy to jego dziadek Andrzej naprawiał najbliższym buty, buty zawsze nakładał na żeliwne czarne kopyto szewskie ciężkie jak jasna cholera. Tylko gdzie ono teraz może być? Trzeba było najbliższej nocy spytać Andrzeja gdzie je ostatnio widział.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sen przyszedł szybko i lekko. Marek zatopił się w czeluściach swego tapczanu, zapadł się w materac, który wciągał go głębiej i głębiej aż do samego dna pojemnika na pościel. Tak, Marek miał zepsute, stare łóżko w którym sprężyny w materacu były tylko odległym wspomnieniem.&lt;br /&gt;- Najpierw obowiązki – powiedział we śnie Marek. &lt;br /&gt;Uwielbiał śnić. Zawsze, w każdym śnie był nieprzyzwoicie piękny i elegancki, elokwentny i czarujący – takim też znali go zmarli, nie znając jego ziemskiej powłoki. Znali tylko wyobrażenie Marka o sobie samym, kogoś kim chciał być, a przecież nie był.&lt;br /&gt;Kiedy już Marek załatwił wszystkie służbowe sprawy ze zmarłymi, zaczął wywoływać sen ze swoim dziadkiem Andrzejem. Andrzej jednak nie bardzo go poznawał i Marek długo musiał udowadniać Andrzejowi że on to on, czyli jego jedyny wnuk Marek. Kiedy już Andrzej dał się przekonać Marek spytał go o kopyto.&lt;br /&gt;- Zdaje się że jest w piwnicy, albo nie - za zasłoną w małym pokoju! Stoi koło łóżka – powiedział Andrzej przeczesując dłonią włosy – A po co ci to w ogóle ?&lt;br /&gt;- Eksperyment przeprowadzam dziadziuś... – odpowiedział Marek.&lt;br /&gt;Pożegnali się, serdecznie uściskali i rozeszli się każdy w swoją stronę.&lt;br /&gt;Kiedy Marek obudził się rano był szczęśliwy. Postanowił nawet dać sobie dyspensę na wszystkie poranne rytuały z masturbacją włącznie. Umył się szybko, włożył wczorajsze ubranie, starannie je wcześniej obwąchując, czy aby nie śmierdzi, odpalił papierosa i szybkim krokiem wyszedł z mieszkania na przystanek.&lt;br /&gt;Autobus przeciskał się przez miasto jak wieloryb przez ucho igielne. Był ranek, a upał doskwierał już wszystkim śpieszącym się do pracy pasażerom. Zmieszany smród spalin, potu, moczu i alkoholu powodował u marka odruch wymiotny, który z trudem powstrzymywał. W końcu wysiadł i spokojnym krokiem ruszył w kierunku starego bloku w którym mieszkała jego babcia Antonina. Dochodziła dziewiąta.&lt;br /&gt;Chłód klatki schodowej przyjemnie koił rozgrzane i spocone ciało Marka. Szedł powoli, licząc każdy schodek i delektował się temperaturą klatki. Poręcz skrzypiała tak samo odkąd pamiętał, zielony pas grubego, gumowego tworzywa oplatającego uchwyt poręczy, kojarzył mu się z dzieciństwem, z grą w "Remika" i zalewajką jedzoną wprost z garnka. &lt;br /&gt;Dudniący dźwięk kroków przerwał brutalnie wspomnienia i echem odbił się od mózgu Marka. Ktoś zbiegał po schodach.&lt;br /&gt;- Ceś Malcinku! To papci icies?&lt;br /&gt;- Cześć Mieciu, tak, do babci. Mieciu weź sobie zapamiętaj w końcu że mam na imię Marek – My A Ry E Ky – powiedział do Miecia.&lt;br /&gt;Donia – pies z którym szedł na spacer Mieciu, właśnie lizał Marka po kostce. Mieciu był upośledzonym mężczyzną, którym po śmierci rodziców zajmował się brat Janusz. Janusz tak się zajmował Mieciem, że Mieciu cały czas miał obitą twarz. Mieciu lubił wypić, ale z racji tego, że nie zarabiał, a jego rentę przejmował Janusz, nie bardzo miał za co wypić. Zbierał więc różne rzeczy i sprzedawał, chodził po śmietnikach, pomagał starszym mieszkańcom klatki w zakupach. Po śmierci dziadka Mieciu również pomagał Marka babci – wynosił śmieci, przynosił zakupy – jak zwykle. Babcia zawsze dawała mu dwa złote i oboje byli zadowoleni.&lt;br /&gt;- Lecę Mieciu, trzymaj się – powiedział Marek podając na pożegnanie rękę Mieciowi.&lt;br /&gt;- Ceś Malcinku, postróf pacie Kosie – rzucił Mieciu zbiegając ze schodów z Donią.&lt;br /&gt;- Kurwa mać, co on ma z tym Marcinkiem – szepnął do siebie Marek gramoląc się na trzecie piętro po schodach.&lt;br /&gt;Wreszcie stanął przed pomalowanymi na jasnobrązowo drzwiami z ręcznie namalowaną siódemką i wcisnął przycisk dzwonka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przytłaczająco wąski przedpokój w mieszkaniu zawsze napawał Marka niepokojem. Odłażąca zielonkawa farba olejna, którą pokryte były przedpokojowe szafy mieniła się swoistym wypłowieniem i starością, którą przepełnione było całe mieszkanie. Kłębiły się w nim chaotycznie dziwne rzeczy, czasem zupełnie przypadkowe, jakieś pamiątki, zdjęcia, okruchy wspomnień i szarość sprzętów. Marek wszedł do małego pokoiku i zapalił papierosa. Wersalka na której usiadł nakryta była kocem na którym widniał olbrzymi tygrys. Za zieloną zasłoną z jakiegoś sztucznego materiału stało czarne, żeliwne, szewskie kopyto.&lt;br /&gt;- Jednak dziadek się nie mylił – powiedział Marek do babci.&lt;br /&gt;- Dziadek nie żyje przecież. Tak szybko mi chłop poszedł, w kilka dni – odpowiedziała.&lt;br /&gt;- Mogę sobie pożyczyć to kopyto?&lt;br /&gt;- Ale oddasz? – spytała.&lt;br /&gt;- No jasna sprawa, że oddam babciu – powiedział Marek wyciągając kopyto zza zasłony.&lt;br /&gt;Wypowiadając te słowa nie mógł wiedzieć, nie przewidział, że już nigdy nie odda kopyta. Ostatnia deska ratunku jaką stanowiła jego babcia, która kapryśnie mogła przecież odmówić pożyczki tym samym uratowała by go. Ale tak się nie stało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;II&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopracowanie konstrukcji zajęło Markowi dwa tygodnie. Dzień i noc skręcał stalowe szyny, zapadki, przełączniki fazowe i inne dobrodziejstwa współczesnej techniki. Kiedy już wszystko było gotowe przyszedł czas na próbę.&lt;br /&gt;- Sam się kurwa nie położę, jeszcze mi łeb zmiażdży albo co – mówił na głos.&lt;br /&gt;- Trzeba by coś, nie wiem, może psa? – zastanawiał się – nie no pies odpada, bezsensu. Kurwa, może na początek arbuz, żeby sprawdzić siłę uderzenia – powiedziawszy to pobiegł do pobliskiego warzywniaka i kupił cztery całe arbuzy. Ekspedientka nie mogła się nadziwić po co mu aż cztery.&lt;br /&gt;- A co to panie Marku, gruzińskie przyjęcie pan robisz – spytał uśmiechając się swoimi zapyziałymi od kamienia zębami.&lt;br /&gt;- A co to pani Jadziu, przesłuchanie? – odpowiedział Marek i wyszedł.&lt;br /&gt;- Ale obrażalski, wielkie mi tajemnice! – rzuciła na odchodne sklepowa.&lt;br /&gt;- Obrażalski kurwa od razu, lepiej byś mi pomogła nieść te jebane arbuzy ty niedomyta pizdo- szeptał pod nosem Marek.&lt;br /&gt;Marek w ogóle był dziwny, te ciągłe gadanie pod nosem, jakieś nienormalne rytuały śniadaniowo poranne, popieprzone dogadywanie innym ludziom... , ale Markowi wydawało się zawsze, że właśnie te cechy wyróżniają go ze społeczeństwa, stawiając go ciut wyżej od szarego motłochu kłębiących się wszędzie ludzi. Tak na prawdę Marek nigdy nie wpadł by na jakikolwiek genialny pomysł, niczego niezwykłego by nie wymyślił, ale to wiemy my, my którzy znaliśmy Marka, wiedział to także Autor Sygnału. Wiedział nawet więcej, wiedział że Marek nigdy tu nie będzie sobą.&lt;br /&gt;Kilka dni później ciało Marka rozkładało się powoli znacząc swoją obecność zapachem zjełczałego mięsa, leżąc cichutko i spokojnie. Tylko ta zmiażdżona trzydziesto kilowym kopytem głowa burzyła obraz medytacji i wyciszenia... .&lt;br /&gt;Szkoda, że Marek w swoich wycieczkach do zmarłych, nie zdążył poznać Autora Sygnału... .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;III&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Czy chciała by Pani mnie poznać?&lt;br /&gt;- Ale kogo? Co mam przez to rozumieć?&lt;br /&gt;- Czy chciała by Pani mnie poznać?&lt;br /&gt;- Ale kim Pan jest?&lt;br /&gt;- Ja? Ja jestem Autorem. Autorem Sygnału?&lt;br /&gt;- Co??? Jakim kurwa Autorem jebanego Sygnału? Jakiego? Co Pan pierdolisz?&lt;br /&gt;- Troszeczkę szacunku kobieto, bo zostawię cię tu na zawsze i wtedy na pewno już nigdy nie zapomnisz jak się nazywam.&lt;br /&gt;- Pan się uśmiecha???&lt;br /&gt;- Permanentnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieszkanie w całości wyłożone było drewnianą mozaiką z przenajróżniejszych gatunków drewna. Wzór był tak misterny i tak precyzyjnie wykonany, że potrzeba by było setek lat, żeby wykonać takie cudo. Mozaika oplatała każdą część mieszkania. Ściany, sufit podłogę, przechodziła przez meble i wszystkie sprzęty domowe. Sama w sobie była czymś niemiłosiernym, nie pozostawiającym oglądającemu żadnych złudzeń na temat swej &lt;br /&gt;doskonałości. &lt;br /&gt;Na wycyrklowanym przez wzór punkcie centralnym mieszkania stał fotel, wykonany z tą samą precyzją i mistrzostwem co i jego siostra mozaika. Czasami nawet spotykali się na urodzinach jednego czy drugiego i gawędzili wspominając stare czasy, kiedy to jeszcze rośli sobie w lasach, a ich liściaste grzywy czesał wiatr. Fotel parskał czasami drobinkami kurzu, z których korniki plotły swoje gniazda, moszcząc go i upychając w drążonych korytarzach własnego jestestwa. Ogólnie fotel i mozaika nie lubili korników, a korniki wręcz przeciwnie... &lt;br /&gt;Fotel nie lubił także swojego właściciela, gdyż jak uważał zbyt często ów właściciel przesiadywał mu na twarzy.&lt;br /&gt;- Może i jestem zboczony – mawiał do mozaiki swoim zgrzytającym głosem – ale bez przesady kurwa!&lt;br /&gt;Właścicielem fotela, mozaiki i mieszkania w ogóle – jak już się wszyscy domyśliliśmy był Autor Sygnału. &lt;br /&gt;Powstaje pytanie  - co łączy Autora Sygnału z Markiem? &lt;br /&gt;Autor Sygnału urodził się tego samego dnia, o tej samej godzinie, minucie, sekundzie, co Marek. Autor znał Marka, ale Marek słyszał o Autorze tylko w bajaniach, mitach i legendach. Autora Sygnału nazywano na ziemi aniołem. Aniołem Stróżem. Tyle że Autor nie był żadnym aniołem czy duchem, był takim samym bytem co Marek, Autor był istotą o wyższej świadomości o ponadczasowych i długoterminowych zadaniach. "Bycie" Autora Sygnału mieściło się w jednostkach niepojmowalnych przez nas – szarą masę ludzką zżerającą siebie i innych. "Bycie" Autora Sygnału nie mieściło się nigdzie. Dla nas Autor nie powinien istnieć w świecie materialnym i rzeczywiście – nie dane nam jest go widzieć, co nie oznacza że on nie istnieje. Istnieje.  &lt;br /&gt;Sam nie wiem czemu, ale Autor bardzo upodobał sobie Marka. Czasem gdy Marek onanizował się na kanapie, Autor siadał obok niego i czekał na euforyczny orgazm (jakby Marek w ogóle wiedział co to znaczy) razem z Markiem.&lt;br /&gt;Pomagał mu w odszukiwaniu zmarłych, sam z resztą udostępnił mu ową furtkę na tamten świat, co jak wiemy Marek skrzętnie wykorzystywał każdej nocy, komunikując się ze zmarłymi. I sam mu tę furtkę zatrzasnął... . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;IV&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Witaj Marku – powiedział Autor Sygnału, głosem pełnym przeszywającego spazmu rozkoszy.&lt;br /&gt;- Witaj - odpowiedział Marek odpalając papierosa. – Widzę że udało mi się wywołać tą śpiączkę tylko teraz nie wiem jak się z niej wybudzić. Nie mam za bardzo koncepcji... za to głos masz bardzo przyjemny kolego.&lt;br /&gt;- Hmmm, no cóż Marku – mruczał Autor – przyjrzyj mi się dokładnie, poznajesz mnie?&lt;br /&gt;- Jakby tak. Ale nie do końca.... jakby....&lt;br /&gt;- Spójrz na siebie i spójrz na mnie – zrozumiesz?&lt;br /&gt;- Kurwa! Przecież ty wyglądasz jak ja zawsze tutaj wyglądałem i to ja właśnie tak powinienem tu wyglądać, a przecież wyglądam tak jak wyglądałem tam! Co tu jest kurwa grane???&lt;br /&gt;- Nic, uspokój się – wyszeptał Autor, wywołując dreszcz przyjemności przeszywający ciało Marka – właśnie spotkałeś swoje prawdziwe ja... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marek nie mógł opanować ciągłego uśmiechu. Był jakby na stałe zamontowany do jego twarzy,  wszechogarniający spokój i wyjałowienie z wszystkich problemów dostarczało mu euforycznej radości. Siedział na plaży popalając papierosy, które smakowały jak nigdy przedtem. Wpatrywał się w błękit morza. Rozkoszował się kojącym szumem fal.&lt;br /&gt;- No i coś zrobił z tym moim kopytem? – dobiegł go nagle głos Andrzeja.&lt;br /&gt;- No widzisz, zdaje się ,że eksperyment nie bardzo się udał...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;V&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- A dupa tam! powiedział fotel, kiedy kolejny raz Autor Sygnału siadał na jego twarzy...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-621540667648028943?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/621540667648028943/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=621540667648028943' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/621540667648028943'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/621540667648028943'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/11/zmarli.html' title='Zmarli'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-2784792384224623535</id><published>2009-11-21T03:09:00.001-07:00</published><updated>2009-11-21T03:44:42.617-07:00</updated><title type='text'>What is love?</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;object width="480" height="398"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.dailymotion.pl/swf/xkmsh&amp;related=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowScriptAccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.dailymotion.pl/swf/xkmsh&amp;related=0" type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="398" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.dailymotion.pl/video/xkmsh_what-is-love-jim-carrey_music"&gt;What Is Love ( Jim Carrey)&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Załadowane przez: &lt;a href="http://www.dailymotion.pl/Njamin"&gt;Njamin&lt;/a&gt;. - &lt;a href="http://www.dailymotion.pl/pl/channel/music"&gt;Odkryj inne klipy wideo.&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-2784792384224623535?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/2784792384224623535/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=2784792384224623535' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2784792384224623535'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2784792384224623535'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/11/what-is-love.html' title='What is love?'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-8912592116029682948</id><published>2009-11-17T06:48:00.026-07:00</published><updated>2009-11-17T07:22:31.813-07:00</updated><title type='text'>portrety</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKxeZk8ZLI/AAAAAAAAAMo/-epRG3aat-w/s1600/4077909786_63e9175733_o.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 390px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKxeZk8ZLI/AAAAAAAAAMo/-epRG3aat-w/s400/4077909786_63e9175733_o.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405077638618047666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKxVt_YM3I/AAAAAAAAAMg/4QrmH9wJn7k/s1600/4077155853_9fff4e8a05_o.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 277px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKxVt_YM3I/AAAAAAAAAMg/4QrmH9wJn7k/s400/4077155853_9fff4e8a05_o.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405077489478808434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKxLDNSRfI/AAAAAAAAAMY/608hx0bxps4/s1600/y.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 327px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKxLDNSRfI/AAAAAAAAAMY/608hx0bxps4/s400/y.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405077306195723762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKxFVOyMKI/AAAAAAAAAMQ/MNWAM6sd5IA/s1600/3305340326_649d7b713a.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 295px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKxFVOyMKI/AAAAAAAAAMQ/MNWAM6sd5IA/s400/3305340326_649d7b713a.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405077207954632866" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKw_YlQiXI/AAAAAAAAAMI/TOcPKgvZBzc/s1600/2986882919_7595a8568a_o.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKw_YlQiXI/AAAAAAAAAMI/TOcPKgvZBzc/s400/2986882919_7595a8568a_o.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405077105774987634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKw52LsykI/AAAAAAAAAMA/V5LiC4gpOTY/s1600/2-13.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 279px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKw52LsykI/AAAAAAAAAMA/V5LiC4gpOTY/s400/2-13.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405077010641635906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwzJBknpI/AAAAAAAAAL4/F6fEw1E5o94/s1600/1-24.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 313px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwzJBknpI/AAAAAAAAAL4/F6fEw1E5o94/s400/1-24.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405076895440346770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwtTTpIYI/AAAAAAAAALw/qbMcn0Pge6o/s1600/tumblr_ksmhg12Jbt1qz72v7o1_500.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 319px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwtTTpIYI/AAAAAAAAALw/qbMcn0Pge6o/s400/tumblr_ksmhg12Jbt1qz72v7o1_500.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405076795121279362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwntoFcUI/AAAAAAAAALo/gXNIBJAJwDk/s1600/tumblr_ksmeina2Aq1qzo27eo1_500.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 321px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwntoFcUI/AAAAAAAAALo/gXNIBJAJwDk/s400/tumblr_ksmeina2Aq1qzo27eo1_500.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405076699107127618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwhRTihzI/AAAAAAAAALg/PzB1PtS79Zk/s1600/tumblr_kq66n0PiSM1qznd83o1_500.gif"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 274px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwhRTihzI/AAAAAAAAALg/PzB1PtS79Zk/s400/tumblr_kq66n0PiSM1qznd83o1_500.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405076588425545522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwaXl-03I/AAAAAAAAALY/TdU4ctgpZLA/s1600/tumblr_ksldfmDptu1qzo27eo1_500.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwaXl-03I/AAAAAAAAALY/TdU4ctgpZLA/s400/tumblr_ksldfmDptu1qzo27eo1_500.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405076469854425970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwVe19t7I/AAAAAAAAALQ/a4btsdLB3go/s1600/tumblr_krzfefRNjH1qan1sto1_500.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 319px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwVe19t7I/AAAAAAAAALQ/a4btsdLB3go/s400/tumblr_krzfefRNjH1qan1sto1_500.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405076385901164466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwPRe6tBI/AAAAAAAAALI/DiiIhB6ePII/s1600/tumblr_krounqGU8c1qzckouo1_500.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 270px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwPRe6tBI/AAAAAAAAALI/DiiIhB6ePII/s400/tumblr_krounqGU8c1qzckouo1_500.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405076279235621906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwHra8EuI/AAAAAAAAALA/r5wGQ6Rq_yo/s1600/dadanewyork02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 321px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwHra8EuI/AAAAAAAAALA/r5wGQ6Rq_yo/s400/dadanewyork02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405076148759302882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwBBcaQaI/AAAAAAAAAK4/2h-3vMQpDQ4/s1600/d35GDG3U2oevuzjrfHbLqItso1_400.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKwBBcaQaI/AAAAAAAAAK4/2h-3vMQpDQ4/s400/d35GDG3U2oevuzjrfHbLqItso1_400.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405076034411970978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKv5rGo0PI/AAAAAAAAAKw/ggFw0ai9S04/s1600/4023197179_afd64e69ca_o5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 290px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKv5rGo0PI/AAAAAAAAAKw/ggFw0ai9S04/s400/4023197179_afd64e69ca_o5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405075908155986162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKvz9UkcZI/AAAAAAAAAKo/6HuKtl8vSdw/s1600/3412413930_55f5de5db8_o.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKvz9UkcZI/AAAAAAAAAKo/6HuKtl8vSdw/s400/3412413930_55f5de5db8_o.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405075809967042962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKvs2cF8UI/AAAAAAAAAKg/veKwM1URUNc/s1600/3411605671_ed9289259a_o.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 399px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKvs2cF8UI/AAAAAAAAAKg/veKwM1URUNc/s400/3411605671_ed9289259a_o.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405075687860465986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKvQCpZ3MI/AAAAAAAAAKY/-thuh22Z6ZQ/s1600/8199181_Detail550.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 290px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKvQCpZ3MI/AAAAAAAAAKY/-thuh22Z6ZQ/s400/8199181_Detail550.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405075192921316546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKvIBSMspI/AAAAAAAAAKQ/0VCWlgBttBc/s1600/990d6fe0176360371031a55576f4fab881858b89_m.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 304px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKvIBSMspI/AAAAAAAAAKQ/0VCWlgBttBc/s400/990d6fe0176360371031a55576f4fab881858b89_m.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405075055116595858" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKqaBM2f5I/AAAAAAAAAKI/EifPzd4rXTU/s1600/80f477b77d21c2e2d13af3f1eab09634.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 239px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKqaBM2f5I/AAAAAAAAAKI/EifPzd4rXTU/s400/80f477b77d21c2e2d13af3f1eab09634.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405069866773675922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKqVETKUlI/AAAAAAAAAKA/5nkFl-R4ny0/s1600/60.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKqVETKUlI/AAAAAAAAAKA/5nkFl-R4ny0/s400/60.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405069781706101330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKqLaK0YuI/AAAAAAAAAJ4/jqEgNmLvSL4/s1600/7d175db2ae2564bcc009d497a3a24f7234160178_m.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 312px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKqLaK0YuI/AAAAAAAAAJ4/jqEgNmLvSL4/s400/7d175db2ae2564bcc009d497a3a24f7234160178_m.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405069615777997538" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKqG7YihMI/AAAAAAAAAJw/kuveqpI8iqc/s1600/9-12.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 249px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKqG7YihMI/AAAAAAAAAJw/kuveqpI8iqc/s400/9-12.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405069538794570946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKqBuQBZCI/AAAAAAAAAJo/Aw8WmM9K894/s1600/2uf3oer.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKqBuQBZCI/AAAAAAAAAJo/Aw8WmM9K894/s400/2uf3oer.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405069449369838626" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKp9IDGXEI/AAAAAAAAAJg/TEVd87bO5To/s1600/1g57df.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 242px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKp9IDGXEI/AAAAAAAAAJg/TEVd87bO5To/s400/1g57df.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405069370395614274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-8912592116029682948?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/8912592116029682948/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=8912592116029682948' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8912592116029682948'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8912592116029682948'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/11/portrety.html' title='portrety'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SwKxeZk8ZLI/AAAAAAAAAMo/-epRG3aat-w/s72-c/4077909786_63e9175733_o.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-2283942375868024905</id><published>2009-11-10T06:08:00.038-07:00</published><updated>2009-11-10T06:31:55.271-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='np. skutery wakacje prawie zima dewiacje'/><title type='text'>Zjeby 2</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlq3gFWSLI/AAAAAAAAAJY/lN1HI8bf-V8/s1600-h/1640231579.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 304px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlq3gFWSLI/AAAAAAAAAJY/lN1HI8bf-V8/s400/1640231579.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402466729745336498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlqQdQJjpI/AAAAAAAAAJQ/i7_WS7icpZg/s1600-h/medved.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 258px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlqQdQJjpI/AAAAAAAAAJQ/i7_WS7icpZg/s400/medved.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402466058970435218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlqJoIBKhI/AAAAAAAAAJI/gAvgYlDxTzo/s1600-h/xTasRsncdpft1078cGDRQwrGo1_400.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 318px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlqJoIBKhI/AAAAAAAAAJI/gAvgYlDxTzo/s400/xTasRsncdpft1078cGDRQwrGo1_400.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402465941630036498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlqCC8DwsI/AAAAAAAAAJA/2nubLOZ0LXs/s1600-h/n551701006_3081728_6456311.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 322px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlqCC8DwsI/AAAAAAAAAJA/2nubLOZ0LXs/s400/n551701006_3081728_6456311.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402465811388678850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlp76mHzJI/AAAAAAAAAI4/brwkA5Yx9tk/s1600-h/n551701006_2992104_386452.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 326px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlp76mHzJI/AAAAAAAAAI4/brwkA5Yx9tk/s400/n551701006_2992104_386452.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402465706069970066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlp1YosuKI/AAAAAAAAAIw/683rxdh3ZGE/s1600-h/n551701006_2992099_339932.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlp1YosuKI/AAAAAAAAAIw/683rxdh3ZGE/s400/n551701006_2992099_339932.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402465593874757794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlpwLafwpI/AAAAAAAAAIo/IBgU_zmDsSw/s1600-h/n551701006_2992098_692342.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlpwLafwpI/AAAAAAAAAIo/IBgU_zmDsSw/s400/n551701006_2992098_692342.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402465504426181266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlpm18Tc0I/AAAAAAAAAIg/dtWqIIIdf20/s1600-h/n551701006_2992072_6079134.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlpm18Tc0I/AAAAAAAAAIg/dtWqIIIdf20/s400/n551701006_2992072_6079134.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402465344043578178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlpeXnqA1I/AAAAAAAAAIY/SLcFRWycnsc/s1600-h/n551701006_2953547_3703847.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 270px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlpeXnqA1I/AAAAAAAAAIY/SLcFRWycnsc/s400/n551701006_2953547_3703847.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402465198464959314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlpSPa-7_I/AAAAAAAAAIQ/lUpTZUiS6pU/s1600-h/d75b48a00368209f8890bc49d5d262a840e79231_m.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 328px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlpSPa-7_I/AAAAAAAAAIQ/lUpTZUiS6pU/s400/d75b48a00368209f8890bc49d5d262a840e79231_m.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402464990105890802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlpHMh7C1I/AAAAAAAAAII/bAhAhPFjb7s/s1600-h/cY9i56e40ox8r489p4Td3fdSo1_400.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 294px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlpHMh7C1I/AAAAAAAAAII/bAhAhPFjb7s/s400/cY9i56e40ox8r489p4Td3fdSo1_400.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402464800351128402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlo52z5AGI/AAAAAAAAAIA/zFD09RfWD9o/s1600-h/2101445169.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 393px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlo52z5AGI/AAAAAAAAAIA/zFD09RfWD9o/s400/2101445169.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402464571182612578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svloy9LkgNI/AAAAAAAAAH4/J8WpZnj6y80/s1600-h/2079993665.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svloy9LkgNI/AAAAAAAAAH4/J8WpZnj6y80/s400/2079993665.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402464452633460946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlotAx_jWI/AAAAAAAAAHw/HnNr9_N9ItY/s1600-h/2078547248.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlotAx_jWI/AAAAAAAAAHw/HnNr9_N9ItY/s400/2078547248.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402464350520708450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlooZR_zZI/AAAAAAAAAHo/edyM-_luMOU/s1600-h/2056056569.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlooZR_zZI/AAAAAAAAAHo/edyM-_luMOU/s400/2056056569.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402464271198047634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlofVHu0PI/AAAAAAAAAHg/UnSh0bpTlF0/s1600-h/1819616543.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 333px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlofVHu0PI/AAAAAAAAAHg/UnSh0bpTlF0/s400/1819616543.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402464115462426866" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvloX5gHXqI/AAAAAAAAAHY/t8MwtEmgqOk/s1600-h/1688211237.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvloX5gHXqI/AAAAAAAAAHY/t8MwtEmgqOk/s400/1688211237.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402463987789422242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvloM7Fn-0I/AAAAAAAAAHQ/r5v27nRs4Tc/s1600-h/1575887190.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 315px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvloM7Fn-0I/AAAAAAAAAHQ/r5v27nRs4Tc/s400/1575887190.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402463799236623170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvloEA932QI/AAAAAAAAAHI/TNvx3EGgzZs/s1600-h/1515369692.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 364px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvloEA932QI/AAAAAAAAAHI/TNvx3EGgzZs/s400/1515369692.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402463646195898626" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svln99SyjkI/AAAAAAAAAHA/A_9ga5RrBLY/s1600-h/1140497609.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 381px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svln99SyjkI/AAAAAAAAAHA/A_9ga5RrBLY/s400/1140497609.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402463542130675266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svln46JNQCI/AAAAAAAAAG4/rmwP8WTkEwI/s1600-h/1059827919.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svln46JNQCI/AAAAAAAAAG4/rmwP8WTkEwI/s400/1059827919.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402463455385829410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlnxTUE69I/AAAAAAAAAGw/6q2RiO8261E/s1600-h/959467153.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 399px; height: 388px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlnxTUE69I/AAAAAAAAAGw/6q2RiO8261E/s400/959467153.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402463324703353810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlnnLzbHyI/AAAAAAAAAGo/R0M4xJiGgag/s1600-h/941040271.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlnnLzbHyI/AAAAAAAAAGo/R0M4xJiGgag/s400/941040271.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402463150888656674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlnbh0dqiI/AAAAAAAAAGg/2kIhYEfrURE/s1600-h/729814320.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 270px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlnbh0dqiI/AAAAAAAAAGg/2kIhYEfrURE/s400/729814320.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402462950640167458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlnRS0qwqI/AAAAAAAAAGY/EulNTKWuw_U/s1600-h/574093490.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 266px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlnRS0qwqI/AAAAAAAAAGY/EulNTKWuw_U/s400/574093490.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402462774815802018" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlnLikb6uI/AAAAAAAAAGQ/9A7Z-DiP-BA/s1600-h/427936079.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 303px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlnLikb6uI/AAAAAAAAAGQ/9A7Z-DiP-BA/s400/427936079.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402462675963472610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlnEQsGzAI/AAAAAAAAAGI/7ZqPx2n14Bk/s1600-h/273234908.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlnEQsGzAI/AAAAAAAAAGI/7ZqPx2n14Bk/s400/273234908.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402462550904720386" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlm8gJux5I/AAAAAAAAAGA/CHy8fj3epw0/s1600-h/56896960.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 318px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlm8gJux5I/AAAAAAAAAGA/CHy8fj3epw0/s400/56896960.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402462417616553874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlm03Dnk-I/AAAAAAAAAF4/2SwIc3YolDo/s1600-h/12766293.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 284px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlm03Dnk-I/AAAAAAAAAF4/2SwIc3YolDo/s400/12766293.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402462286325978082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlmtj8V0nI/AAAAAAAAAFw/nTOcTmsubw4/s1600-h/24159758.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 319px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlmtj8V0nI/AAAAAAAAAFw/nTOcTmsubw4/s400/24159758.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402462160936096370" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlmib1WoDI/AAAAAAAAAFo/5E3hRDFDeAU/s1600-h/3270_97769191006_551701006_2880815_4311092_n.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 295px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlmib1WoDI/AAAAAAAAAFo/5E3hRDFDeAU/s400/3270_97769191006_551701006_2880815_4311092_n.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402461969780744242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlmazCanDI/AAAAAAAAAFg/-79AT6y6pSE/s1600-h/673bec96bc9923bb6b8478bfb6b3a1dd228d09fa_m.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 266px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlmazCanDI/AAAAAAAAAFg/-79AT6y6pSE/s400/673bec96bc9923bb6b8478bfb6b3a1dd228d09fa_m.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402461838570593330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlmRXSxUnI/AAAAAAAAAFY/rYxog2vXucU/s1600-h/163e962e2aa4cdb9bd9b79521ad3a5535cc6af1c_m.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlmRXSxUnI/AAAAAAAAAFY/rYxog2vXucU/s400/163e962e2aa4cdb9bd9b79521ad3a5535cc6af1c_m.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402461676504175218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlmGAfDpVI/AAAAAAAAAFQ/QDyH8e_kkL0/s1600-h/9cyPFQbgCmus10ugZxWd73lto1_500.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 295px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SvlmGAfDpVI/AAAAAAAAAFQ/QDyH8e_kkL0/s400/9cyPFQbgCmus10ugZxWd73lto1_500.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402461481403131218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svll9YG41kI/AAAAAAAAAFI/K7rvEhiY5cI/s1600-h/5ead971cf3b71f96f2199ac9fe17cf397f81230e_m.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 333px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svll9YG41kI/AAAAAAAAAFI/K7rvEhiY5cI/s400/5ead971cf3b71f96f2199ac9fe17cf397f81230e_m.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402461333125387842" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-2283942375868024905?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/2283942375868024905/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=2283942375868024905' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2283942375868024905'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2283942375868024905'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/11/zjeby-2.html' title='Zjeby 2'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Svlq3gFWSLI/AAAAAAAAAJY/lN1HI8bf-V8/s72-c/1640231579.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-8333147565257628359</id><published>2009-11-02T14:03:00.015-07:00</published><updated>2009-11-02T14:11:46.423-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='np. skutery'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dewianci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='debile'/><title type='text'>Zjeby</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9LAmh1vaI/AAAAAAAAAEI/Z8kXmO1Fgo8/s1600-h/awkward_axe_photo.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 225px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9LAmh1vaI/AAAAAAAAAEI/Z8kXmO1Fgo8/s400/awkward_axe_photo.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5399616951955078562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9KRmNm3GI/AAAAAAAAAEA/NOyNUc5fDOk/s1600-h/thrus-12mar-random-0.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 350px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9KRmNm3GI/AAAAAAAAAEA/NOyNUc5fDOk/s400/thrus-12mar-random-0.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5399616144416365666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9KF6DzcUI/AAAAAAAAAD4/kc3ZGt6FDLk/s1600-h/tavin-awesomeness-lr.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 312px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9KF6DzcUI/AAAAAAAAAD4/kc3ZGt6FDLk/s400/tavin-awesomeness-lr.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5399615943585526082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9KABPDCmI/AAAAAAAAADw/PKAz7gCqgmg/s1600-h/strange-not-awkward-bykristin-memday-022-768x1024.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9KABPDCmI/AAAAAAAAADw/PKAz7gCqgmg/s400/strange-not-awkward-bykristin-memday-022-768x1024.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5399615842432518754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9J23kZWvI/AAAAAAAAADo/oNMS9PIjJtU/s1600-h/russ-kim2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 391px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9J23kZWvI/AAAAAAAAADo/oNMS9PIjJtU/s400/russ-kim2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5399615685218884338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9Ju5YURzI/AAAAAAAAADg/wNnBcqbjSAY/s1600-h/meredith-legs-1-740x1024.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 289px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9Ju5YURzI/AAAAAAAAADg/wNnBcqbjSAY/s400/meredith-legs-1-740x1024.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5399615548266137394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9JqH9fRdI/AAAAAAAAADY/LHgr70KbhBc/s1600-h/james-area57-lr.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 304px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9JqH9fRdI/AAAAAAAAADY/LHgr70KbhBc/s400/james-area57-lr.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5399615466280797650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9JkqeiaqI/AAAAAAAAADQ/7Ig4Kji3C6E/s1600-h/dan-80s_dan-736x1024.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 288px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9JkqeiaqI/AAAAAAAAADQ/7Ig4Kji3C6E/s400/dan-80s_dan-736x1024.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5399615372467006114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9JfL837jI/AAAAAAAAADI/WXjy7GO1Twc/s1600-h/bacon-tuxedos-lr.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 285px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9JfL837jI/AAAAAAAAADI/WXjy7GO1Twc/s400/bacon-tuxedos-lr.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5399615278373400114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9Jal3N0GI/AAAAAAAAADA/mqcZeTYaDhI/s1600-h/eric-isaacfamily_177-lr.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 301px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9Jal3N0GI/AAAAAAAAADA/mqcZeTYaDhI/s400/eric-isaacfamily_177-lr.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5399615199429644386" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-8333147565257628359?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/8333147565257628359/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=8333147565257628359' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8333147565257628359'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8333147565257628359'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/11/rodzina.html' title='Zjeby'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/Su9LAmh1vaI/AAAAAAAAAEI/Z8kXmO1Fgo8/s72-c/awkward_axe_photo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-3828568154562932691</id><published>2009-07-12T03:03:00.001-06:00</published><updated>2009-07-12T03:04:31.457-06:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Słuchajcie, nie piszmy tak dużo postów, bo nie nadążam z czytaniem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-3828568154562932691?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/3828568154562932691/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=3828568154562932691' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3828568154562932691'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3828568154562932691'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/07/suchajcie-nie-piszmy-tak-duzo-postow-bo.html' title=''/><author><name>cainte</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15679981582141038441</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-824075051101963396</id><published>2009-04-13T12:00:00.002-06:00</published><updated>2009-04-13T12:04:03.664-06:00</updated><title type='text'>czas bez myśli własnych - tworzywo sztuczne</title><content type='html'>Wyciągam wiśnie swoim długim językiem&lt;br /&gt;Pogubiony w tej przestrzeni niepoznanej&lt;br /&gt;Czerwone wiśnie, kuleczki pykające na raz: pykk pykk&lt;br /&gt;W każdym takim owocu, wyhodowanym przez jakąś moc pozaziemską,&lt;br /&gt;Zamiast pestki ukrywa się kochlik&lt;br /&gt;Świecący na kolor pomarańczy&lt;br /&gt;Nigdy mi coś takiego nie powyrastało, przysięgam, że nigdy&lt;br /&gt;Może kiedyś jakiś kaktus&lt;br /&gt;Na pomarszczonej dłoni&lt;br /&gt;Lewej&lt;br /&gt;Zapowiadał się kilkakrotnie&lt;br /&gt;Chociaż i tak nic z tego nie było.&lt;br /&gt;No i te słynne na cały świat rogi w okolicach czoła&lt;br /&gt;A tak poza tym to wyrasta sobie to,&lt;br /&gt;co każdemu człowiekowi wyrastać powinno&lt;br /&gt;A tu nagle ni stąd, ni zowąd&lt;br /&gt;Wiśnie&lt;br /&gt;Piękne, czerwoniste, a właściwie wiśniowe&lt;br /&gt;Bo taki kolor jest i istnieje w książkach zapisany&lt;br /&gt;Wiem od czego te kochliki, te piękne zapachy, te słodkie miąższe,&lt;br /&gt;Przeróżne barwy i smaki&lt;br /&gt;Dzisiaj tak deszczowo, tak nie - niebiesko i nie - zielono&lt;br /&gt;Tylko taka mgła, jakby niebo zaparowało&lt;br /&gt;Od nadmiernego chuchania&lt;br /&gt;I także Księżyca nie widać, i mi też tak ciemno&lt;br /&gt;To nie przez żarówkę, co pękła drucik świetlny&lt;br /&gt;Ani nie przez świeczkę, co się znikła&lt;br /&gt;Leżę sobie i wiśnie mi pykają wokół serca&lt;br /&gt;Pyk pyk&lt;br /&gt;To nie pestki, tylko kochliki wydostają się na zewnątrz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz jest już po godzinie 23&lt;br /&gt;Leżę sobie w pozycji embrionalnej&lt;br /&gt;A tu nagle z nieba zaczynają spadać pomarańcze&lt;br /&gt;Wyjrzałem przez okno lekko niedowierzając&lt;br /&gt;Na oko lewe, jak i prawe&lt;br /&gt;Plask plask&lt;br /&gt;Rozpryskują się na karoseriach samochodów zagranicznych marek&lt;br /&gt;Plask plask&lt;br /&gt;Lądują niczym lądowidła na szyldach reklamowych&lt;br /&gt;Uderzają podobno w budkę&lt;br /&gt;Z zapiekankami tej zaraz przy Pałacu Kultury&lt;br /&gt;Łup Łup&lt;br /&gt;Pomarańczowy miąższ rozpryskuje się&lt;br /&gt;Na popękanych płytach chodnikowych&lt;br /&gt;Pac pac&lt;br /&gt;Kałuże przybierają pomarańczowy odcień,&lt;br /&gt;Którym otulają szarobury asfalt&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy piszę ten list do Ciebie,&lt;br /&gt;Ulicami płynie 100 % naturalny sok pomarańczowy&lt;br /&gt;Tak sobie środkiem ulicy, tak na przekór, tak po prostu&lt;br /&gt;A ja sobie przez okienko obserwuję&lt;br /&gt;Te zajścia nieziemskie&lt;br /&gt;I kochliki mi wędrują po pokoju całym&lt;br /&gt;A też w kolorze pomarańczy jak najbardziej&lt;br /&gt;I pewnie chcesz wyjaśnień mego urojenia&lt;br /&gt;Pewnie zapytujesz się o te dziwactwa&lt;br /&gt;Które właśnie mają miejsce&lt;br /&gt;Już się tłumaczę&lt;br /&gt;Zaraz ci opowiem&lt;br /&gt;Chodź tu bliżej&lt;br /&gt;Wystaw uszko&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt; Teraz szepczę na dobranoc prawdę całą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;tekst nie wiem czyjego autorstwa ale własność tworzywa sztucznego, bardzo dobry tekst&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-824075051101963396?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/824075051101963396/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=824075051101963396' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/824075051101963396'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/824075051101963396'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/04/czas-bez-mysli-wasnych-tworzywo.html' title='czas bez myśli własnych - tworzywo sztuczne'/><author><name>po prostu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04280825990283045011</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9L0polqgdSw/TTBf_LOc2pI/AAAAAAAAEOE/LGnrWUG4fhU/S220/glig.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-7539793478749975821</id><published>2009-03-12T18:48:00.002-06:00</published><updated>2009-03-12T18:50:23.644-06:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chujstwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wypierdalać'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pory roku'/><title type='text'>Wypierdalaj</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SbmtmM0tR0I/AAAAAAAAACg/mZThqfyLQXg/s1600-h/649ca566be.jpeg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 298px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SbmtmM0tR0I/AAAAAAAAACg/mZThqfyLQXg/s400/649ca566be.jpeg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5312468107249141570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;znalezione w profilu mojej kumpeli Syli, która ono znalazła w necie&lt;br /&gt;w każdym razie dziękuję Sylka&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-7539793478749975821?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/7539793478749975821/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=7539793478749975821' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7539793478749975821'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7539793478749975821'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/03/wypierdalaj.html' title='Wypierdalaj'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SbmtmM0tR0I/AAAAAAAAACg/mZThqfyLQXg/s72-c/649ca566be.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-8429528781278354714</id><published>2009-03-08T09:08:00.001-06:00</published><updated>2009-03-08T09:08:55.550-06:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobiety'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='np. skutery'/><title type='text'>Dzień Kobiet</title><content type='html'>Jak mówi wikipedia: &lt;br /&gt;Dzień Kobiet&lt;br /&gt;[edytuj]&lt;br /&gt;Z Wikipedii&lt;br /&gt;Skocz do: nawigacji, szukaj&lt;br /&gt;Demonstracja sufrażystek w Nowym Jorku 6 maja 1912 r.&lt;br /&gt;Plakat sowiecki z 1932 roku nawiązujący do święta 8 Marca. W tekście czytamy: "8 marca jest dniem rebelii pracujących kobiet przeciwko niewolnictwu kuchennemu" i "Precz z uciskiem i zaściankowością pracy domowej!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień Kobiet to coroczne święto obchodzone 8 marca, jako wyraz szacunku dla ofiar walki o równouprawnienie kobiet. Ustanowione zostało w 1910 roku.&lt;br /&gt;Spis treści&lt;br /&gt;[ukryj]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    * 1 Historia&lt;br /&gt;    * 2 Dzień kobiet współcześnie&lt;br /&gt;    * 3 Organizacja Narodów Zjednoczonych a Międzynarodowy Dzień Kobiet&lt;br /&gt;    * 4 Organizacje wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet&lt;br /&gt;    * 5 Władze wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet&lt;br /&gt;    * 6 Uczelnie wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet&lt;br /&gt;    * 7 Przedsiębiorstwa medialne wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet&lt;br /&gt;    * 8 Zobacz też&lt;br /&gt;    * 9 Przypisy&lt;br /&gt;    * 10 Źródła&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia [edytuj]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początki Międzynarodowego Dnia Kobiet wywodzą się z ruchów robotniczych w Ameryce Północnej i Europie. Pierwsze obchody Narodowego Dnia Kobiet odbyły się 28 lutego 1909 r. w Stanach Zjednoczonych. Zapoczątkowane zostały one przez Socjalistyczną Partię Ameryki dla upamiętnienia odbywającego się rok wcześniej nowojorskiego strajku pracownic przemysłu odzieżowego, przeciwko złym warunkom pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1910 roku Międzynarodówka Socjalistyczna w Kopenhadze ustanowiła obchodzony na całym świecie Dzień Kobiet, który służyć miał krzewieniu idei praw kobiet oraz budowaniu społecznego wsparcia dla powszechnych praw wyborczych dla kobiet. W konferencji udział wzięło ponad 100 uczestniczek z 17 krajów, w tym trzy kobiety po raz pierwszy wybrane do Parlamentu Fińskiego. Ustanowienie Dnia Kobiet zostało przyjęte w drodze anonimowego głosowania, bez ustalania dokładnej daty jego obchodów.[1]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19 marca 1911 roku po raz pierwszy Międzynarodowy Dzień Kobiet obchodzono w Austrii, Danii, Niemczech i Szwajcarii. Domagano się prawa kobiet do głosowania i obejmowania stanowisk publicznych, praw kobiet do pracy i szkoleń zawodowych oraz zaprzestania dyskryminacji w miejscu pracy. 25 marca tego samego roku 140 pracujących kobiet, głównie imigrantek z Włoch i Żydówek zginęło w wyniku pożaru fabryki Triangle Shirtwaist.[2]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W latach 1913-1914 podczas Międzynarodowego Dnia Kobiet odbyły się protesty przeciwko I wojnie światowej. Tego dnia święto było obchodzone po raz pierwszy w Rosji. Wiece odbyły się tam w ostatnią niedzielę lutego, co według kalendarza gregoriańskiego miało miejsce 8 marca. Tego dnia Dzień Kobiet obchodzony był w innych krajach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1917 roku kobiety w Rosji zorganizowały strajki i protesty pod hasłem "chleb i pokój". Cztery dni później abdykował car, a rząd tymczasowy przyznał kobietom prawa wyborcze.[3]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas rewolucji październikowej, feministka bolszewicka Aleksandra Kołłontaj, przekonała Lenina, do uczynienia tego dnia oficjalnym świętem w Rosji. Stało się tak, ale do 1965 roku było to święto pracy. 8 maja 1965 roku dekretem Prezydium ZSRR ustanowiono Międzynarodowy Dzień Kobiet, który był dniem wolnym od pracy "w celu upamiętnienia zasług kobiet sowieckich w konstrukcji komunizmu, w obronie ojczyzny podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, których heroizm i bezinteresowność na froncie i w wychowywaniu, a także zaznaczyć duży wkład kobiet w umacnianie przyjaźni między ludźmi i walkę dla pokoju"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień kobiet współcześnie [edytuj]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień Kobiet jest obecnie oficjalnym świętem w Albanii, Algieri, Armenii, Azerbejdżanie, Białorusi, Bośni i Hercegowinie, Brazylii, Burkina Faso, Kamerunie, Chinach, Kubie, Włoszech, Laosie, Kazachstanie, Kirgistanie, Macedonii, Mołdawii, Mongolii, Czarnogórze, Polsce, Rumunii, Rosji, Serbii, Tadżykistanie, Ukrainie, Uzbekistanie, Wietnamie i Zambii. Mężczyźni wręczają wtedy znajomym kobietom - matkom, żonom, partnerkom, koleżankom kwiaty i drobne podarunki. W niektórych krajach (jak Rumunia) dzień ten jest równoważny z dniem matki, podczas którego dzieci ofiarują drobne prezenty swoim matkom i babciom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po upadku Związku Radzieckiego świętowanie MDK zostało porzucone w Armenii. Zamiast tego, 7 kwietnia wprowadzono święto Piękna i macierzyństwa. Nowe święto stało się popularne pośród Armeńczyków i jest obchodzone jako upamiętnienie jednego z głównych świąt kościoła armeńskiego, zwiastowania. Ludzie świętują jednak również 8 marca. Dyskusja publiczna, której tematem były dwa Dni Kobiet przyniosła rezultat w postaci Miesiąca Kobiet, który trwa pomiędzy 8 marca i 7 kwietnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;We Włoszech, kobiety obdarowywane są gałązkami akacji srebrzystej.[4][5] Akacje srebrzyste i czekolada są także najczęstszym prezentem w Rosji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Bośni i Hercegowinie, Bułgarii, Brazylii, Chorwacji, Czarnogórze, Rumunii, Mołdawii, Macedonii, Słowenii, Serbii i Węgrzech najczęściej dostają kwiaty. Czasami prezenty ofiarują swoim pracownicom również pracodawcy. Często obdarowane przez swoich uczniów zostają nauczycielki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Polsce święto było popularne w okresie PRL. Początkowo ofiarowywano goździki, a później tulipany. W latach 80. do popularnych podarunków dołączyły kwiaty. Obecnie corocznie odbywają się organizowane przez feministki manify, czyli demonstracje połączone z happeningiem na rzecz równego traktowania kobiet i mężczyzn. Prezentami zostają najczęściej kwiaty lub słodycze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W krajach jak Portugalia czy Rumunia, częste jest, że noc 8 Marca grupy kobiet świętują na obiadach i przyjęciach "tylko dla pań"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Międzynarodowy Dzień Kobiet spotykał się z przemocą w Teheranie. 4 marca 2007 roku irańska policja pobiła sto osób, które planowały zgromadzenie. Policja zaaresztowała wiele kobiet. Niektóre z nich relacjonowały kilka dni później zamknięcie w odosobnieniu i przesłuchania. [6] Shadi Sadr i Mahbubeh Abbasgholizadeh oraz kilku innych aktywistów społecznych zakończyło 19 marca 2007 roku strajk głodowy.[7]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Organizacja Narodów Zjednoczonych a Międzynarodowy Dzień Kobiet [edytuj]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podpisana w 1945 roku Karta Narodów Zjednoczonych była pierwszym międzynarodowym dokumentem potwierdzającym zasadę równości kobiet i mężczyzn. W ciągu sześćdziesięciu lat ONZ brała udział w opracowywaniu międzynarodowych strategii, standardów, programów i celów promujących podwyższanie statusu kobiet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Organizacja Narodów Zjednoczonych i jej wyspecjalizowane agendy propagują równoprawne uczestnictwo kobiet w realizacji celów zrównoważonego rozwoju, pokoju, bezpieczeństwa i pełnego poszanowania praw człowieka. Problematyka uwłasnowolnienia kobiet znajduje się w centrum działań ONZ w dziedzinach społeczno - gospodarczo - politycznych na całym świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok 1975 został ogłoszony przez ONZ Międzynarodowym Rokiem Kobiet. Dwa lata później, Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję, na mocy której Dzień Praw Kobiet i Pokoju na Świecie mógł być obchodzony w dowolnie wybranym przez Państwa Członkowskie dniu, zgodnie z tradycją danego kraju. Przyjmując rezolucję Zgromadzenie Ogólne uznało znaczącą rolę kobiet w rozwoju społecznym oraz procesach pokojowych. Wezwało również do zakończenia dyskryminacji oraz udzielenia większego wsparcia kobietom, aby mogły w pełni i na równych prawach uczestniczyć w życiu społeczno-politycznym.[8]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Organizacje wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet [edytuj]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    * Aurora&lt;br /&gt;    * Feminist Peace Network&lt;br /&gt;    * IANSA Women’s Network&lt;br /&gt;    * ISIS Australia&lt;br /&gt;    * IWD Toronto Committee&lt;br /&gt;    * LeicestHERday Trust UK&lt;br /&gt;    * Revolutionary Association of the Women of Afghanistan (RAWA)&lt;br /&gt;    * UNIFEM and Women Watch (UN)&lt;br /&gt;    * UNESCO&lt;br /&gt;    * Światowe Stowarzyszenie Przewodniczek i Skautek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Władze wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet [edytuj]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    * Władze Australijskie&lt;br /&gt;    * Władze Terytorium Stolicy Austaliskiej&lt;br /&gt;    * Władze Alberta w Kanadzie&lt;br /&gt;    * Władze Ontario w Kanadzie&lt;br /&gt;    * Władze Saskatchewan w Kanadzie&lt;br /&gt;    * Władze Nowej Południowej Walii w Australii&lt;br /&gt;    * Władze Nowej Zelandii&lt;br /&gt;    * Władze Queensland w Australii&lt;br /&gt;    * Władze Stanów Zjednoczonych&lt;br /&gt;    * Władze Walii&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uczelnie wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet [edytuj]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    * Uniwersytet Bethlehem, Palestyna&lt;br /&gt;    * Uniwersytet Stanowy Boise, Idaho, Stany Zjednoczone&lt;br /&gt;    * Uniwersytet La Trobe, Bundoora, Australia&lt;br /&gt;    * London City &amp; Islington College, Wielka Brytania&lt;br /&gt;    * Uniwersytet Fordham, New York&lt;br /&gt;    * Uniwersytet Monash, Australia&lt;br /&gt;    * Uniwersytet Kolorado, Stany Zjednoczone&lt;br /&gt;    * Uniwersytet Kansas, Stany Zjednoczone&lt;br /&gt;    * Uniwersytet Minnesota, Stany Zjednoczone&lt;br /&gt;    * Uniwersytet Vermont, Stany Zjednoczone&lt;br /&gt;    * Uniwersytet Zachodniego Sydney, Australia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedsiębiorstwa medialne wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet [edytuj]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    * Aljazeera TV, Doha, Katar&lt;br /&gt;    * BBC, Wielka Brytania&lt;br /&gt;    * Bloomberg, Wielka Brytania&lt;br /&gt;    * Colorado Daily Newspaper, USA&lt;br /&gt;    * CNN, USA&lt;br /&gt;    * Guardian Newspapers Ltd, Wielka Brytania&lt;br /&gt;    * KUJH-TV, Kansas, USA&lt;br /&gt;    * Radio Prague, Czechy&lt;br /&gt;    * Russia Today, Rosja&lt;br /&gt;    * Women's Radio Fund, Vancouver, Kanada&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zobacz też [edytuj]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    * Dzień Matki&lt;br /&gt;    * Dzień Ojca&lt;br /&gt;    * Dzień Chłopaka&lt;br /&gt;    * Święto&lt;br /&gt;    * Feminizm&lt;br /&gt;    * Sufrażystki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypisy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   1. ↑ Ośrodek Informacji ONZ w Warszawie: Międzynarodowy Dzień Kobiet: spojrzenie w przeszłość. [dostęp 2008-11-19].&lt;br /&gt;   2. ↑ International's Woman Day: ABOUT INTERNATIONAL WOMEN'S DAY. [dostęp 2008-11-19].&lt;br /&gt;   3. ↑ Ośrodek Informacji ONZ w Warszawie: Międzynarodowy Dzień Kobiet: spojrzenie w przeszłość. [dostęp 2008-11-19].&lt;br /&gt;   4. ↑ la Repubblica/societa: 8 marzo, niente manifestazione tante feste diverse per le donne&lt;br /&gt;   5. ↑ Repubblica.it » politica » Festa della donna, parla Ciampi "La parità è ancora lontana"&lt;br /&gt;   6. ↑ http://news.bbc.co.uk/2/hi/middle_east/6426087.stm&lt;br /&gt;   7. ↑ http://hrw.org/english/docs/2007/03/07/iran15452.htm&lt;br /&gt;   8. ↑ Ośrodek Informacji ONZ w Warszawie: Międzynarodowy Dzień Kobiet: spojrzenie w przeszłość. [dostęp 2008-11-19].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Źródła [edytuj]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    * Ośrodek informacji ONZ w Warszawie&lt;br /&gt;    * International Women's Day 2007 - Strona internetowa Narodów Zjednoczonych (angielski)&lt;br /&gt;    * www.internationalwomensday.com&lt;br /&gt;    * Angielska Wikipedia (oryginał, autorzy)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Źródło „http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzie%C5%84_Kobiet”&lt;br /&gt;Kategorie: Święta • Feminizm&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-8429528781278354714?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/8429528781278354714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=8429528781278354714' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8429528781278354714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8429528781278354714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/03/dzien-kobiet.html' title='Dzień Kobiet'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-8148372052123354017</id><published>2009-02-01T15:03:00.002-07:00</published><updated>2009-02-01T15:06:57.264-07:00</updated><title type='text'>"Grzechów swych napinam łuk, strzelam w obłok"</title><content type='html'>Ość czy też kość niezgody&lt;br /&gt;tkwi w tym szczególe&lt;br /&gt;że wszystko marność&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kubeczku zatrząsł&lt;br /&gt;swe kości diabeł&lt;br /&gt;a może los, Bóg, odwieczny swąd&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polemizować nie mam zamiaru&lt;br /&gt;z odwiecznym pędem nie wiadomo gdzie&lt;br /&gt;choć wielu zda się, że rangi kataru&lt;br /&gt;mi już chusteczki skończyły się&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I marnie kończy miernota dzisiaj&lt;br /&gt;Bo marnie mierzył zamiary swe&lt;br /&gt;Jeszcze zjem Ptysia, wypiję Krzysia&lt;br /&gt;I zmierzę wymiar między górą a dnem&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-8148372052123354017?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/8148372052123354017/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=8148372052123354017' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8148372052123354017'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8148372052123354017'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/02/grzechow-swych-napinam-uk-strzelam-w.html' title='&quot;Grzechów swych napinam łuk, strzelam w obłok&quot;'/><author><name>phator</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13966462306856367603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-1841578206571988265</id><published>2009-01-27T14:34:00.013-07:00</published><updated>2009-01-27T14:49:20.627-07:00</updated><title type='text'>powiew zimy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_9L0polqgdSw/SX9_PsgWLMI/AAAAAAAADrs/SbU0wol7fq0/s1600-h/PICT0875.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 242px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_9L0polqgdSw/SX9_PsgWLMI/AAAAAAAADrs/SbU0wol7fq0/s320/PICT0875.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296091594432588994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;wieczorem dziś bardzo wiało. domknęłam wszystkie szafki. wyprostowałam krawaty na wieszaku. wyprasowałam pogniecione dokumenty. przeciąg nie ustał.&lt;br /&gt;wiało zimowym wiatrem od wschodnich gór.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wieczorem bardzo wiało dziś. chciałam założyć czapkę. nie było. szukałam rękawiczek. nie znalazłam. ogrzać się chciałam, ogień rozpalić, herbaty z miodem napić gorącej, ludzką mowę usłyszeć... tu ciągle wiało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;otworzyłam szufladę w końcu. schowałam rękę. szuflada była miękka, puszysta, biała. pachniała mokrą wełną.&lt;br /&gt;w szufladzie było zimno.&lt;br /&gt;w szufladzie było to:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wiart, ciemno, mokro i płatki śniegu&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_9L0polqgdSw/SX9-qKyqDrI/AAAAAAAADrM/rnCmv2Ccc4Q/s1600-h/PICT0882.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 243px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_9L0polqgdSw/SX9-qKyqDrI/AAAAAAAADrM/rnCmv2Ccc4Q/s320/PICT0882.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296090949727424178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-1841578206571988265?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/1841578206571988265/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=1841578206571988265' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1841578206571988265'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1841578206571988265'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/01/powiew-zimy.html' title='powiew zimy'/><author><name>po prostu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04280825990283045011</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9L0polqgdSw/TTBf_LOc2pI/AAAAAAAAEOE/LGnrWUG4fhU/S220/glig.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_9L0polqgdSw/SX9_PsgWLMI/AAAAAAAADrs/SbU0wol7fq0/s72-c/PICT0875.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-3422355665349397103</id><published>2009-01-12T16:04:00.002-07:00</published><updated>2009-01-12T16:08:33.531-07:00</updated><title type='text'>Z Poradnika Młodego Zielarza: O słowie "oko"</title><content type='html'>Ciepło oka pozwala ogrzać się naszemu człowieczeństwu.&lt;br /&gt;Ktoś powie, że to wielkie słowa.&lt;br /&gt;Słowa są tylko słowami, a kto zbyt nastawia się na ich wielkość i znaczenie&lt;br /&gt;sam doprowadza się do zguby poniekąd.&lt;br /&gt;Słowa są po to, by móc w miarę SZCZEGÓŁOWO wyrazić nasz komunikat, bo taki w zasadzie jest cel mówienia. Nie można rzec, by słowa stały na jakiejść uprzywilejowanej pozycji w hierarchi znaków, których jest całe mnóstwo innego typu niż słowa. Na przykład chcąc zakomunikować komuś miejsce w przestrzeni można zrobić to na kilka sposobów: narysować układ współrzędnych, opisać słowami, narysować mapę ale najbardziej PRECYZYJNYM sposobem będzie pokazanie go, to palcem czy czymkolwiek innym. Zwacam tu uwagę na znaczenie słów pecyzyjny i szczegółowy. Szczegółowy pozwala na ukazanie jak najwięcej szczegółów i możnaby inaczej powiedzieć że jest to rozwodzenie się nad czymś i rozmywanie prawdziwego obrazu. Precyzja natomiast zakłada trafienie w sedno, dotknięcie istoty samej w sobie. Najbardziej rozmydlającym istotę RZECZY jest słowny opis. Jest to nic innego jak podróż dookoła świata by znaleźć się w punkcie tuż za własnymi plecami w pozycji wyjściowej.&lt;br /&gt;Słowa mogą być wielkie, ale tak naprawdę są zbitką głosek wibrujących na wietrze. Czymże jest nasze kodowanie informacji za pomocą języka, czy zera i jedynki. Człowiekowi może się wydawać, że dokonał jakiegoś cudu, a to jak z odkryciem Ameryki - zanim ją odkryto już przecież istniała i&lt;br /&gt;miała się całkiem dobrze. To, że czegoś nie postrzegamy, lub to jak postrzegamy nie oznacza, że jest to jedyna możliwa perspektywa. Ale ale...&lt;br /&gt;Miało być o słowie "oko". Narząd postrzegania - to by była jakaśtam definicja. Ale co to jest tak naprawdę to oko? Dalsze dywagacje w świetle powyższego nie mają sensu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To było tak zwane pierdolenie a teraz coś z mej zakurzonej,bardzo dawno nie otwieranej szufladki coś o dawno nie przecieranym oku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Podziękowania dla Tomka, Magdy, Agi i MRW, którzy umożliwili mi to właśnie. Żałuję, że nie miałem dla was zbyt wiele czasu ale może jeszcze uda się to nadrobić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;GARςON&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomału przenika przez błonę śluzówki&lt;br /&gt;Wypełnia komórki i krwinki czerwone&lt;br /&gt;I trafia w orzecha, łupiny otwiera&lt;br /&gt;I wszystko, otwiera, otwiera otwiera...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Malutkie kamyczki pod butem strzelają&lt;br /&gt;Źdźbło trawy od wiatru w ukłonie się zgięło&lt;br /&gt;Podmuchy nicości zmieniają się nagle&lt;br /&gt;W szepczące ballady o chwili obecnej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabłąkany promyk trafia wprost w me oko&lt;br /&gt;W oddali majaczą dalekie krainy&lt;br /&gt;Dobywam swe ostrza instynktów i czucia&lt;br /&gt;Ma przeszła i przyszła skorupa odpada&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja jestem choć nie ma mnie tu tak naprawdę&lt;br /&gt;Ja nie istnieję, ja czuję, oddycham&lt;br /&gt;Przesuwam się przez mgłę, opary wszystkiego&lt;br /&gt;Przenikam i wnikam w esencję nicości&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpulchnione grudy wilgotne starocią&lt;br /&gt;I świeże podmuchy szeleszczące cicho&lt;br /&gt;Ja znikam, odpływam, nie będzie mnie widać&lt;br /&gt;Znikam, nie będzie, widać, nie będzie&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-3422355665349397103?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/3422355665349397103/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=3422355665349397103' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3422355665349397103'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3422355665349397103'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/01/z-poradnika-modego-zielarza-o-sowie-oko.html' title='Z Poradnika Młodego Zielarza: O słowie &quot;oko&quot;'/><author><name>phator</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13966462306856367603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-1072712564799332399</id><published>2009-01-05T15:43:00.001-07:00</published><updated>2009-01-05T15:43:45.598-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='idiota'/><title type='text'>A po co tytuł</title><content type='html'>Przyszła pora na odwierty!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-1072712564799332399?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/1072712564799332399/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=1072712564799332399' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1072712564799332399'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1072712564799332399'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2009/01/po-co-tytu.html' title='A po co tytuł'/><author><name>cainte</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15679981582141038441</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-834972775873702684</id><published>2008-12-20T15:22:00.001-07:00</published><updated>2008-12-20T15:25:57.877-07:00</updated><title type='text'>memento</title><content type='html'>Kleik gruszkowy był już gotowy&lt;br /&gt;do jedzenia. Podgrzany a następnie wystudzony do temperatury odpowiedniej akupunktura&lt;br /&gt;Interpunkcja nie miała w tym przypadku zbyt wielkiego znaczenia, choć czasem w porywach potrafiła być kocim języczkiem&lt;br /&gt;Uwagi należy kierować za pomocą specjalnego drążka sterowniczego nie do ego lecz do id&lt;br /&gt;Jak już wspomniałem kleik był gotowy. Znikał szybko w narządach prawie bezzębnych. Reszta potoczyła się błyskawicznie.&lt;br /&gt;Nauka, poznawanie świata, sratatatata, oto tata a ja mama przecież nie zrobiłam tego sama&lt;br /&gt;Daleko idące skojarzenia odgrywają w naszym życiu wielce istotną rolę, na przykład czarnoziemy.&lt;br /&gt;Owocem skojarzeń był płód&lt;br /&gt;I tak oto wszystko w przyrodzie ginie&lt;br /&gt;I znowu się rodzi coś innego&lt;br /&gt;i właściwie to nie ma nic nadzwyczajnego&lt;br /&gt;w moim ego, jego ego, klockach lego, panie ten tego&lt;br /&gt;a tym bardziej w spożywaniu owocu ani w nim samym&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-834972775873702684?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/834972775873702684/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=834972775873702684' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/834972775873702684'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/834972775873702684'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/12/memento.html' title='memento'/><author><name>phator</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13966462306856367603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-4510369160115713531</id><published>2008-12-18T15:30:00.000-07:00</published><updated>2008-12-18T15:31:36.836-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nacinij klawisz ctrl oraz:'/><title type='text'>Zwyky czowiek.</title><content type='html'>Budzę się rano. Boli mnie głowa. Pewnie dlatego, że wczoraj za dużo wypaliłem. Powoli podnoszę się z łóżka. Okazuje się że, zaspałem do pracy. Idę do ubikacji, gdzie zastanawiam się czy zadzwonić kolejny raz i wziąć urlop na telefon. Po niosącym ulgę plusku decyduje się zadzwonić. Nie dostaje urlopu lecz naganę i mam jak najszybciej wstawić się w pracy. Myję tylko zęby, żeby nie śmierdzieć od rana próchnicą, szybko ubieram się i wychodzę.&lt;br /&gt;Na przystanku kilkanaście osób czeka na autobus. Znowu nie dopcham się do wolnego miejsca.&lt;br /&gt;Przyjeżdża autobus. Tłum pcha się do drzwi, tym bardziej że kierowca otwiera tylko te drzwi obok swojego stanowiska, ponieważ polecili mu sprawdzać bilety. Bez biletów nie wpuszcza tylko ostrzegawczo i po przyjacielsku przytrzaskuje drzwiami daną osobę trzy razy. W autobusie jest duszno. Czuć pot wielu ludzi. Zapach moczu i potu. Od niektórych jeszcze nikotyna i alkohol. Bukiet jest porażający. &lt;br /&gt;Wysiadam. Z przystanku do pracy mam jeszcze jakieś pięć – siedem minut piechotą. Może zdążę jeszcze przejść na zielonym. Nie zdążam. Czekając na zielone zapalam papierosa. Ból głowy wraca. Ciągnie mnie na wymioty, ale palę dalej. Zapala się zielone. Idę szybko, choć i tak jestem już spóźniony ponad trzy godziny. Przed wejściem gaszę niedopałek.&lt;br /&gt;W budynku wita mnie portier. Mówię mu że się śpieszę bo zaspałem. Pyta mnie czy mam budzik bo ciągle się spóźniam. Zdaje się że to był żart.&lt;br /&gt;Wchodzę po schodach na piętro. Dyrekcja ma zastrzeżenia co do mojego ciągłego spóźniania się. Wysłuchuję reprymendy po czym udaję się do pokoju w którym pracuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pracy idę na autobus. Jestem zmęczony więc idę wolno paląc papierosa. Na przystanku nikogo nie ma. Myślę że będę mógł usiąść w autobusie. Autobus mam za 30 minut. Zapalam więc kolejnego papierosa celem zabicia czasu. Wypalam trzy papierosy. Przyjeżdża autobus. Jest kilka wolnych miejsc, więc mam wybór. Siadam przy oknie. Ulice pustoszeją. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wysiadam z autobusu. Idę do sklepu osiedlowego, żeby kupić coś na śniadanie, obiad i kolację. Nic jeszcze nie jadłem. W sklepie są dwie osoby: ja i sprzedawczyni. Znamy się z widzenia. Kupuję zupki chińskie, bułkę, kawałek kiełbasy i biały ser. To będzie mój całodzienny posiłek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W domu przygotowuję jedzenie. Włączam telewizor, niech ktoś coś do mnie powie. Siadam na kanapie i oglądając telewizję jem posiłek. Odkładam puste naczynia po posiłku prosto do zlewu. Nie lubię walających się naczyń po domu. Oglądam telewizję i palę. Po kilku godzinach palenia i oglądania zasypiam bezwładnie na kanapie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obudziłem się rano z bólem głowy. Pewnie dlatego, że wczoraj za dużo wypaliłem. Powoli podnoszę się z łóżka. Okazuje się że, zaspałem do pracy. Idę do ubikacji, gdzie zastanawiam się czy zadzwonić kolejny raz i wziąć urlop na telefon. Po niosącym ulgę plusku decyduje się zadzwonić. Dyrekcja krzyczy do słuchawki, że ktoś tu musi przecież siedzieć.&lt;br /&gt;Zamawiam taksówkę. Mam trzy minuty żeby zejść na dół. Taksówki zbyt długo nie czekają, tylko kilka chwil dłużej niż autobusy. Ubieram się i zbiegam po schodach na dół. Taksówka jeszcze czeka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jadę taksówką. Kierowca prowadzi bardzo dobrze i szybko. Wymijamy wszystkich rowerzystów po drodze. Jest wesoło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wysiadam pod zakładem pracy. Nie zdążam zapalić. Wchodzę do budynku gdzie portier znów wita mnie żartem. Śmiejemy się razem. Zapowiada się wesoły dzień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na moim piętrze trwa kolacja wigilijna dla pracowników. Jest dwunasta piętnaście, kiedy wchodzę do sali wigilijnej. Wszyscy biją mi brawo, łącznie z dyrekcją. Jest wesoło, bo większość z pracowników jest już nieźle pijana. Ja nie piję bo biorę tabletki. Tyle że zapominam je brać. Wesoły dzień, wszyscy żartują i śmieją się. Na koniec dyrekcja składa nam życzenia świąteczne. Większość pracowników jest już po godzinach więc spokojnie w dobrych humorach rozchodzą się do domów. Zostaję ja i dyrekcja. Rozchodzimy się do swoich pomieszczeń. Po około trzech minutach do mojego pomieszczenia przychodzi dyrekcja i zwalnia mnie do domu. Po co mam tu niby siedzieć. Ubieram się i wychodzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na przystanku nie ma nikogo, więc jest szansa że będzie jakieś wolne miejsce w autobusie. Przyjeżdża autobus. Są miejsca. Siadam przy oknie. Ludzie robią zakupy na mieście. Przygotowują się do świąt. Wysiadam i idę prosto do domu. Najadłem się na wigilii dla pracowników, więc szkoda przepuszczać pieniądze na jedzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W domu robię sobie dwie herbaty, żeby nie wstawać niepotrzebnie od telewizora. Będę miał na później. Palę i piję i oglądam mój ukochany serial o mordercy, który morduje ludzi i zwierzęta. W dzisiejszym odcinku zamordował już troje ludzi i jednego psa. Dowiadujemy się też, że najbardziej lubi mordować czarne psy. Po kilku godzinach palenia i oglądania bezwładnie zasypiam na kanapie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budzę się rano. Boli mnie głowa. Pewnie dlatego, że wczoraj za dużo wypaliłem. Powoli podnoszę się z łóżka. Okazuje się że, zaspałem do pracy. Idę do ubikacji, gdzie zastanawiam się czy zadzwonić kolejny raz i wziąć urlop na telefon, tyle że nie mam urlopu, bo cały już dawno wykorzystałem jadąc na wycieczkę do Paryża. Szkoda, że nie widziałem Paryża, bo autobus zepsuł się koło Wrocławia i biuro turystyczne zwróciło nam połowę pieniędzy. Wyciągam śrubokręt i wydrapuję na ścianie kształt zbliżony do wieży Eiffla. Będę miał swój Paryż w domu. Dzwoni telefon. Nie odbieram, wiem że to morderca z tego serialu. Telefon dzwoni po raz drugi i trzeci. Po chwili ciszy ktoś dzwoni do drzwi. Podchodzę do drzwi. Z klatki schodowej słychać szczekanie psa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-4510369160115713531?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/4510369160115713531/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=4510369160115713531' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/4510369160115713531'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/4510369160115713531'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/12/zwyky-czowiek.html' title='Zwyky czowiek.'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-5487964135462741913</id><published>2008-12-14T15:24:00.016-07:00</published><updated>2008-12-15T01:34:40.501-07:00</updated><title type='text'>Obserwacja krytyczna. Część trzecia.</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CMRW%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;Nie pamiętam już, kiedy zacząłem wyraźnie odczuwać dysonans. Dysonans pomiędzy mną, a każdym innym człowiekiem. No może prawie każdym, przecież jeszcze mam kilku znajomych, być może nawet takich na dobre i na złe, ale czas potrafi zweryfikować każdą znajomość, miłość… . Miłość. Miłość to tylko określenie, bo kiedy zaczynasz w nią wierzyć za mocno, zawsze potrafi ci udowodnić, że jednak się mylisz, zawsze. Nie wykraczam już poza ramy, normy, ogólnie ustalone i płaskie jak blat stołu, jałowe i bezzapachowe. Ukrywam się, staram się ukryć, zamknąć w swoim mieszkaniu i czekać na nie wiadomo co, bo tak naprawdę nie wiem na co czekam. Kładę się, wstaję, połykam, popijam, kupuję, szykuję, połykam, popijam, sprzątam, wariuję. Po kolei, od najmniejszego do największego układam swoje wszystkie noże, które pieczołowicie czyszczę i odkładam na specjalnie docięte kawałki irchy. W zasadzie sam nie wiem po co je zbierałem przez tyle lat, kolekcja noży – bezużytecznych, śmierdzących kozików, bagnetów, finek, chuj wie jeszcze jakich. Przeznaczenie noża to cięcie, a jakie jest moje przeznaczenie? Czy ja się już w ogóle do niczego nie nadaję?&lt;br /&gt;Patrząc na moje mieszkanie można by wziąć mnie za osobę przesadnie pedantyczną. Jasne wnętrza, w zasadzie puste, czyste nie naruszone kompozycje z idealnie dopasowanymi obrazami na ścianach, które malowałem specjalnie do danego wnętrza, ale to było dawno, bo nie pamiętam kiedy po raz ostatni trzymałem pędzel w ręce. Każdy przedmiot w mieszkaniu był starannie dobrany i każdy miał swoje nietykalne miejsce w przestrzeni. Miejsce, którego ja w jakiejkolwiek przestrzeni nie potrafię znaleźć dla siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popołudniowy spacer, wędrówka bulwarem zachodzącego, jesiennego słońca. Wokół kłębiący się ludzie, którzy gonią sami siebie, poganiacze własnego ego, dążenie do władzy, dążenie do więcej – więcej kasy, więcej pokoi, więcej szmat, garów, kumpli, znajomych. Często zastanawiam się czy ci ludzie, wszyscy otaczający nas ludzie jeszcze myślą?&lt;br /&gt;Zapalam papierosa i siadam na ławce, by jeszcze chwilę odprężyć się i powdychać chłód powietrza wymieszanego z nikotyną. Zamykam oczy i słucham jak para młodych ludzi siedzących obok kłóci się ze sobą.&lt;br /&gt;- Czemu się nie odzywasz? – pyta on&lt;br /&gt;- Spierdalaj – odpowiada z niezwykłą czułością kochanki ona.&lt;br /&gt;- No czemu kurwa się pytam – cóż za subtelny z niego amant.&lt;br /&gt;- Boś kurwa chuju wczoraj wszystkie kluski zjadł, a ja musiałam tylko chleb. Do dupczenia mnie masz tylko, ale to się zmieni!!!&lt;br /&gt;- Dejże spokój, głodny byłem, bo po pracy tylko szybko aby zjeść&lt;br /&gt;- Zmieni się to bo już moja mama mówiła, że jesteś tylko do garów zaglądać umisz!&lt;br /&gt;- A spierdalaj kurwo! Będzie mnie tu cipa uczyła co mom robić! Spierdalaj!&lt;br /&gt;- Sam spierdalaj pedale pierdolony, niemyty chuju śmierdzący do mamuśki niech ona ci obiadki gotuje, a nie ja.&lt;br /&gt;- Wiecie co, słucham was od dłuższej chwili i wysnułem taki wniosek z waszej debaty, obydwoje stąd spierdalajcie, bo tu jest park i tutaj ludzie przychodzą, żeby chwilę odpocząć od wszechobecnego zgiełku tego parszywego i śmierdzącego miasta, a wy zakłócacie im spokój – wtrąciłem.&lt;br /&gt;Oboje patrzyli na mnie jakbym co najmniej był kimkolwiek innym niż jestem.&lt;br /&gt;- Ale tu nikogo nie ma – odezwał się po dłuższej chwili myślenia.&lt;br /&gt;- Ale ja tu jestem – odpowiedziałem. Ja też jestem nikt?&lt;br /&gt;Patrzyli na mnie jeszcze przez chwilę i oboje w milczeniu poszli sobie.&lt;br /&gt;- Ja też jestem nikt… - powiedziałem na głos i teatralnym ruchem zaciągnąłem się papierosem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na przystanku dziewczyna chwyciła go za rękę i pocałowała w policzek. Podjechali trzy przystanki siódemką i wysiedli w samym centrum miasta. Szli w ciszy, objęci i ukojeni. Obydwoje myśleli tylko o jednym – jak najszybciej rozstać się z nim/nią. Przeciąć zeschniętą pępowinę ich związku, bezsensownego związku, który nie miał szans przetrwania, nie miał szans na nic co miałoby jakikolwiek sens. Ot czysty, bezsensowny związek.&lt;br /&gt;- Wiesz... - szepnęła do niego pod klatką schodową bloku w którym mieszkała - lepiej już teraz się rozstańmy, po co mosz mnie bić i chlać na umór i bić mnie i Kasię. Rozstańmy się, a Kasię oddam do Domu Dziecka.&lt;br /&gt;- No - odpowiedział.&lt;br /&gt;- To idź do domu, ja też idę - powiedziała.&lt;br /&gt;- No, idę.&lt;br /&gt;- To do niezobaczenia. Nigdy - mówiła ze łzami w oczach.&lt;br /&gt;- No, hejka.&lt;br /&gt;- Żegnaj.&lt;br /&gt;- Długo tu będziemy jeszcze stali, bo mi się do Maćka śpieszy. Akurat wypłatę dostał i może coś postawi - spytał zniecierpliwiony.&lt;br /&gt;- To idź już, ja też idę bo mam na osiemnastą do pracy mi kierowniczka kazała przyjść na remanent.&lt;br /&gt;Odszedł szybkim krokiem, zatrzymując się jeszcze na chwilę żeby odpalić papierosa. Nerwowo i łapczywie zaciągał się dymem i co jakiś czas pokasływał. Tuż koło przystanku kaszel zaczął się nasilać, ale on nie zważając na to zaciągnął się bardzo mocno końcówką papierosa. Kaszel spotęgowany drażniącym gardło dymem stał się nie do wytrzymania, dusił go nie miłosiernie, powoli zaciskając pętlę na jego szyi. Cały czerwony padł w końcu na asfaltowy chodnik i zwijając się z braku powietrza w końcu się udusił. Przechodząca obok staruszka tylko mruknęła do siebie:&lt;br /&gt;- Naćpałeś się to zdychaj!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym samym czasie dziewczyna karmiła sześciomiesięczną córkę. Robiła to w pośpiechu, bo zaraz musiała wyjść do pracy.&lt;br /&gt;- Kierowniczka tylko czeka, żeby mnie wypieprzyć z pracy, wiesz Kasiu? - retorycznie pytała córkę.&lt;br /&gt;- Wychodź już, bo się spóźnisz! - wrzasnęła z sąsiedniego pokoju jej matka.&lt;br /&gt;- Już idę, zostawiam Kasię w łóżeczku - odpowiedziała.&lt;br /&gt;Szybko ubrała kurtkę i wsunęła na nogi zniszczone buty.&lt;br /&gt;- To cześć! - krzyknęła zatrzaskując drzwi.&lt;br /&gt;Zimno klatki schodowej przeszywało ją na wskroś. Szybkim krokiem podeszła do drzwi windy i wcisnęła guzik przywołania. Czekając myślała o nim, myślała o Kasi i swojej matce, która pewnie teraz zagląda już do jej pokoju, żeby sprawdzić czy Kasia zasnęła.&lt;br /&gt;- Chyba nie działa - pomyślała nerwowo wciskając przycisk przywołujący windę - znowu się spierdoliła franca.&lt;br /&gt;Ruszyła szybkim krokiem w kierunku schodów.&lt;br /&gt;- Znowu trzeba będzie drałować z tego siódmego piętra na piechotę - pomyślała pośpiesznie zbiegając po schodach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na półpiętrze łączącym czwarte piętro z trzecim, zdezelowany obces buta postanowił odmówić posłuszeństwa i nie wytrzymawszy nacisku wygiął się w bok wyrywając część podeszwy. Rozpędzona dziewczyna w ułamku sekundy straciła równowagę i koziołkując spadła na trzecie piętro uprzednio skręcając sobie kark. Jeszcze tylko echo klatki schodowej powtarzało rytm stukoczących o schody kroków, przerwanych cichym jęknięciem, lecz po chwili było już zupełnie cicho.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spacer dobrze mi zrobił. Chłodne powietrze przefiltrowało mój przeżarty chorobą mózg. Licząc pęknięte płyty chodnikowe dotarłem pod rozlatujące się drzwi mojej kamienicy. Z charakterystycznym jęknięciem otworzyły się i  smród stęchlizny uderzył mnie prosto w nos.&lt;br /&gt;- Nokaut - pomyślałem stąpając po ledwie trzymających się, spróchniałych schodach - jeszcze chwilę i to się wszystko zawali.&lt;br /&gt;Kiedy dochodziłem do mojego piętra, słyszałem już charakterystyczny dźwięk szorowanej podłogi.&lt;br /&gt;- Dzień dobry panie Rafale, jak leci? - spytała staruszka.&lt;br /&gt;- Dzień dobry, a jak krew z nosa pani Wando. Mąż czuje się już lepiej?&lt;br /&gt;- A gdzie tam panie, wczoraj to już chciałam pogotowie nawet wzywać, ale mówił że nie, że on chce w domu, daj mi pan z nim też spokój, uparte bydlę...&lt;br /&gt;- Następnym razem niech pani wzywa, bo się chłop wykończy - ciągnąłem szukając w kieszeniach kluczy od mieszkania.&lt;br /&gt;- Wiem, wiem, ale co z tego? Tabletek nie chce połykać, zastrzyków se nie da zrobić, daj pan spokój, uparte toto jak osioł.&lt;br /&gt;- Mówię pani, nie ma się co oglądać, trzeba dzwonić i koniec - powiedziałem otwierając drzwi - to do widzenia pani Wando, proszę męża pozdrowić.&lt;br /&gt;- Dziękuję, pozdrowię i do widzenia, niech się pan w końcu za malowanie weźmie! - powiedziała kiedy zamykałem drzwi.&lt;br /&gt;W zasadzie miała rację. Powinienem się wziąć za cokolwiek co robiłem kiedyś. Malowanie, pisanie, muzyka....&lt;br /&gt;"Człowiek renesansu" - do dziś dzwonią mi w głowie te recenzje wystaw, performance'ów i innych ekshibicji, które dawniej robiłem.Urywające się telefony z propozycjami, marszandzi, producenci filmowi, redaktorzy, całe to najgorsze tałatajstwo, próbujące cię oszukać i wykorzystać na każdym kroku. Wyssać z ciebie wszystko do szpiku kości włącznie. Kiedyś. Kiedyś już dawno minęło i teraz jest teraz.&lt;br /&gt;- I teraz kurwa zjem sobie tosta - powiedziałem na głos do siebie.&lt;br /&gt;- Teraz... - nie zdążyłem dokończyć. &lt;br /&gt;Zagłuszający wszystko huk, spotęgowany echem klatki schodowej rozsadzał mi uszy. Wybiegłem na klatkę i cudem uskoczyłem przed spadającą metalową konstrukcją schodów, schodów, które przestały istnieć. Sąsiedzi z mojego piętra powoli uchylali drzwi swoich mieszkań, żeby podpatrzeć co się stało, w milczeniu podeszliśmy do krańca podłogi i popatrzeliśmy w dół. Rumowisko prętów konstrukcyjnych, resztek zbutwiałych desek, tralek, kawałków poręczy, uformowało coś na kształt cmentarza zbezczeszczonego przez bandę miejscowych satanistów.&lt;br /&gt;- Ja pierdolę... - wydusiłem z siebie.&lt;br /&gt;Nikt nawet nie spojrzał w moją stronę. Wszyscy gapili się na rumowisko leżące cztery piętra niżej, po czym każdy z mieszkańców piętra w ciszy wrócił do siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Po co ja to myłam - szepnęła Wanda nastawiając wodę na herbatę - cała robota poszła na marne.&lt;br /&gt;- No właśnie, zamiast siąść na dupie jak człowiek to ty się zawsze musisz wychylać - powiedział zirytowany mąż Wandy - i po co? Tyle razy ci mówiłem, że za co się nie weźmiesz to zaraz spierdolisz... .&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-5487964135462741913?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/5487964135462741913/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=5487964135462741913' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5487964135462741913'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5487964135462741913'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/12/obserwacja-krytyczna-cz-trzecia.html' title='Obserwacja krytyczna. Część trzecia.'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-1766351596834852638</id><published>2008-12-04T12:53:00.005-07:00</published><updated>2008-12-09T17:41:44.750-07:00</updated><title type='text'>Obserwacja Krytyczna. Część druga.</title><content type='html'>Zawsze, kiedy rano otwieram oczy ogarnia mnie strach przed kolejnym dniem w którym znowu nic nie zrobię i tylko będę patrzał spokojnie jak kolejny dzień odchodzi w zapomnienie. Kolejny bezpłodny, pozbawiony inwencji i jakiegokolwiek celu dzień.&lt;br /&gt;Betaloc 0.25 mg, Indix 0.25,  pół szklanki wody, papieros, herbata, papieros, śniadanie, papieros.&lt;br /&gt;Kolejny dzień w poszukiwaniu sensu życia, w poszukiwaniu sensu, w poszukiwaniu celu, w poszukiwaniu bezsensu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Klatka schodowa "mojej" kamienicy lepiła się od brudu praktycznie odkąd pamiętam. Do kiedy jeszcze pracowała sprzątaczka nie było tragicznie, lecz odkąd administracja ją zwolniła okazało się, że może być jednak jeszcze brudniej i jeszcze bardziej śmierdząco. Niezwykłym faktem jednak było to, że para starszych ludzi zamieszkujących na tym samym piętrze co ja, w miarę sił dbała o porządek na naszym piętrze. A to umyty odcinek schodów, kiedy indziej nawet okno wychodzące na podwórko. Było to niezwykłe wręcz zadziwiające.&lt;br /&gt;Klatka żyła swoim wyjałowionym z czystości i pomrukującym starością życiem, które zżerało ją swoistą erozją. Odpadające płaty lamperii nie raz straszyły moich gości, nie wspominając już o ledwie trzymających się drewnianych schodach i zniszczonej do granic możliwości poręczy. Nieliczni odwiedzający mnie jeszcze znajomi, niejednokrotnie zaszokowani byli jej wyglądem. Skrzypiące schody prowadzące do nikąd w labiryncie rur i hieroglifów w stylu chuj, kurwa, cipa e.c.t.&lt;br /&gt;Tak zaczynał się każdy mój dzień. Obraz powitalny. Obstrupiałe "dzień dobry", śmierdzące "witaj w kolejnym dniu twojego starego życia". W kolejnym... .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od dziecka czułem, że coś jest ze mną nie tak. Starałem się zawsze dopasować do społeczności dziecięcej, z którą musiałem przebywać, choć tak naprawdę ich zabawy mnie nie bawiły, ich dowcipy mnie nie śmieszyły, a ich ograniczenia mnie przerażały. Czasami tylko traciłem kontrolę i działy się dziwne rzeczy, tylko wtedy ani ja, ani nikt inny nie zdawał sobie z tego sprawy dlaczego tak właśnie się działo - ot przypadek, każdy starał się nie zwracać uwagi bądź wytłumaczyć to co się działo na jakiś swój sposób. Tak, nie byłem zupełnie świadomy tego co się ze mną dzieje, a raczej tego co dzieje się przeze mnie.&lt;br /&gt;Zostałem wychowany (ku nieszczęściu mojemu i moich rodziców) na porządnego człowieka, wrażliwego, przewrażliwionego nawet, samotnika, potrafiącego zajmować się sobą samym, nie przeszkadzającego nikomu odludka, który grzecznie się uśmiecha i robi na każdym pozytywne wrażenie. Mimo to, zawsze pojawiały się jakieś "przebłyski" tego drugiego "ja", tkwiącego gdzieś tam na dnie mojego jestestwa. W zależności od sytuacji były to różnego rodzaju dziwnie niekontrolowane chamskie teksty i zachowania , przekleństwa, chore seksualne wyobrażenia, przyciąganie chorych psychicznie osób, pijaków, narkomanów, którzy dostrzegali w mojej łagodnej osobie kogoś pokrewnego sobie, kogoś kto stanowił dla nich uosobienie świetnego kompana, kolegi, przyjaciela. Tyle że oni zawsze mnie odrażali, brzydziłem się nimi i nienawidziłem ich, ale byłem tym kompanem, kolegą , przyjacielem, byłem tylko i wyłącznie ze strachu przed nimi. I ze strachu przed sobą samym. Brzydziłem się ich towarzystwem, ale bardziej brzydziło mnie to, że ja jestem w tym towarzystwie, przecież nie tak zostałem wychowany... .&lt;br /&gt;Myślałem że to coś co nie daje w spokoju spać, to coś co mnie nieustannie męczy, jakaś tęsknota nie wiadomo za czym, jakaś wyższa świadomość bliżej nie określonego czegoś, co zdominowało moje życie, opętało mnie, nie pozwalało normalnie żyć, funkcjonować, choć z drugiej strony nauczyłem się doskonale udawać, że przecież wszystko jest o.k , że wszystko to tylko moja nad wyraz bujna wyobraźnia. Tak nie było. Było wręcz odwrotnie. To nie była wyobraźnia, to była rzeczywistość, którą powoli, każdego dnia starałem się rozszyfrować i nadać jej znaczenie i sens, którego w moich oczach jej brakowało. Rzeczywistość dogniatała mnie do ziemi z ogromną siłą szesnasto-tonowego ciężaru, miażdżącego mnie każdego ranka zaraz po otwarciu oczu. Syfiata i jednostajnie nieprzyśpieszona rzeczywistość: syf, kiła, mogiła lub brud,smród i ubóstwo - jak kto woli.&lt;br /&gt;Z upływem każdego dnia, miesiąca i roku stawałem się coraz bardziej odrealniony. Szkoły podstawowej w zasadzie nie pamiętam, tak bardzo jej nienawidziłem , że wspomnienia o niej wyparowały z mojej głowy w kosmos i pewnie ktoś tam je sobie ogląda i wzdycha z zachwytu. Starałem się nawet codziennie zapisywać w kalendarzu co wydarzyło się danego dnia, jednak zawsze po tygodniu przerywałem ten zabieg. Łatwo bowiem było zapamiętać jedno, stale powtarzające się zdanie : "nic szczególnego się nie wydarzyło".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sklepik znajdował się tuż za rogiem kamienicy. Oczywiście oprócz zwykłych artykułów spożywczych większą część asortymentu stanowił alkohol i jak nie trudno zgadnąć jego pobliże stanowiło zbiór wszystkich mętów z okolicy.&lt;br /&gt;Tego ranka kiedy poszedłem po kilka kajzerek na śniadanie, oni już tam stali i czekali na mnie. Te same smutne mordy, cuchnące i wykrzywione w nienaturalnym grymasie upodlenia i zdziczenia. Czy to jeszcze są ludzie? Niestety są.&lt;br /&gt;- Uspokój się - mówiłem po cichutku do siebie - tykniesz gówno a pójdziesz siedzieć za człowieka...&lt;br /&gt;Obok trzyosobowej grupki z sąsiedniej kamienicy stał Heniu. Był przestraszony i coś pozostałym trzem tłumaczył, chwiejąc się w przód i w tył, w przód i w tył i w bok. Czasem wypinał swoją nie mytą od lat dupę i pierdział co bardzo podobało się reszcie, gdyż zaśmiewali się do rozpuku z tego niezwykłego żartu. Kiedy jeden z nich zobaczył mnie, zaczęli coś szeptać i jak na rozkaz, idealnie zsynchronizowane brynolskie spojrzenia skupiły się na mnie. Coś wisiało w powietrzu. Napięcie między nimi a mną stawało się nie do wytrzymania. Czterech jeźdźców i apokalipsa.&lt;br /&gt;- Idzie tu - wycharkotał z siebie Heniek.&lt;br /&gt;- Stul mordę, ja będę z nim gadał - powiedział inny lump w kraciastej czapeczce.&lt;br /&gt;- To gadaj ze mną, jestem tu i słucham - powiedziałem stając ze dwa metry od nich.&lt;br /&gt;- Ponoć, chuju zrobiłeś marmeladę z naszych ziomali? Pan Heniu się tu na ciebie żali - powiedział czapeczka.&lt;br /&gt;- Ponoć marmolada to dżem owocowy i zważywszy na fakt, że koledzy Pana Henryka nie odżywiali się niczym innym jak owocowe wina i nalewki to faktycznie w jakiś sposób można by z nich marmoladę zrobić, niemniej jed...&lt;br /&gt;- Kurwa co ty pierdolisz frajerze jebany? Pojebało cię? - przerwał czapeczka.&lt;br /&gt;- Sekundę, ja ci nie przerywałem twojego wywodu na temat przetwórstwa czegoś co przypominało ludzi w coś co nazwałeś cytuję: "marmeladą" koniec cyta...&lt;br /&gt;- Kurwa Heniu miałeś żeś racje że koleś jest pierdolnięty!&lt;br /&gt;- Mówiłem kurwa!- odparł niezwykle podniecony Heniu.&lt;br /&gt;- Spokojnie, o co wam chodzi? - spytałem&lt;br /&gt;- Jakie kurwa spokojnie - włączył się do rozmowy kolejny kolega Henia i reszty. Wygolona głowa i tatuaż na czole nie świadczyły o jakiejkolwiek normalności tego typa - Jakie kurwa spokojnie, jak ci przypierdolę to będzie spokojnie wtedy - rozumisz???&lt;br /&gt;- Mówi się rozumiesz - rozumiesz? Czy akurat wagarowałeś na tej lekcji? - spytałem wytatuowane czoło łysego.&lt;br /&gt;Łysy wyciągnął kastet zrobiony z kurka hydrantu, ale nie mógł poradzić sobie z założeniem go na trzęsącą się rękę.&lt;br /&gt;- Trzęsiesz się łysy ze strachu, czy z zimna - spytałem.&lt;br /&gt;Łysy zamachnął się okastetowaną w końcu pięścią, ale niestety nie trafił w moją twarz lecz w mur budynku. Tak, to musiało boleć... .&lt;br /&gt;- Nieuk, tchórz i jeszcze niedowidzi - skomentowałem.&lt;br /&gt;Łysy się wkurwił, bo żart rozśmieszył nawet jego kolegów.&lt;br /&gt;- Co się kurwa cieszycie, kurwa zajebiemy chuja! - odparł wkurwiony Łysy.&lt;br /&gt;- No co się cieszycie? Zajebcie mnie - podpowiedziałem reszcie - zajebcie mnie bo łysy się już podesrał chyba ze strachu.&lt;br /&gt;Rozwścieczony łysol z wytatuowanym czołem zamachnął się jeszcze raz, tyle że znów nieszczęśliwie. Nie zdążył wybalansować ciałem szybkiego ruchu i runął swoją łysą pałą wprost na bruk chodnika wpadając centralnie swym przepięknym tatuażem w psie gówno.&lt;br /&gt;- Łysy killer z gównem na czole, brawo! - powiedziałem do reszty. O dziwo nie ruszyli na mnie, a wręcz się cofneli. Tylko łysy z wymazaną gównem mordą, podnosząc się z chodnika, poniżony do granic jego lumpiarskich możliwości przystąpił do ataku. Najpierw uderzył mnie prosto w żołądek, a gdy zgiąłem się w pół z bólu, poprawił z kolanka prosto w twarz. Teraz ja leżałem na chodniku z cieknącą z ust cienką stróżką krwi. Chłopcy już się zbliżali żeby mnie skopać. Na szczęście nie zdążyli. Pani Jadzia - sklepowa widząc całe zajście przez okna sklepiku, zatelefonowała na policję, która jakimś cudem się zjawiła.&lt;br /&gt;- Co tu się dzieje, co jest? - darł się sierżant rozganiając towarzystwo.&lt;br /&gt;- I tak masz przejebane! - krzyknął jeszcze łysy zanim zamknęły się drzwi radiowozu, do którego spakowano całą czwórkę.&lt;br /&gt;Radiowóz ruszył w kierunku centrum. Toczył się powoli wybrukowanymi ulicami śródmieścia. Dwaj młodzi policjanci siedzący w szoferce dyskutowali na temat jakiegoś filmu, gdzie główny bohater mści się wyrywając młotkiem zęby.&lt;br /&gt;- Tu oficer dyżurny, tu oficer dyrużrny, 045 zgłoś się - zatrzeszczało radio&lt;br /&gt;- 045 zgłaszam się.&lt;br /&gt;- Na wlotówce do miasta patrol zlokalizował kierowcę jadącego tirem z nadmierną prędkością, teraz powinien wjeżdżać do śródmieścia, zlokalizujcie go i zatrzym...&lt;br /&gt;Nie skończył gdyż pijany kierowca właśnie rozpieprzył cały tył policyjnego radiowozu, rozmazując na masce tira resztki czwórki wspaniałych. Policjanci pod wpływam uderzenia wylecieli przez przednią szybę i poza kilkoma zadraśnięciami w zasadzie nie stało im się nic.&lt;br /&gt;- Kurwa jaki fuks - mamrotał zszokowany sierżant - kurwa jaki fuks... .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kończyłem śniadanie - kajzerkę z dżemem truskawkowym. Dochodziła dziesiąta, kiedy napisałem w kalendarzu "nic się nie wydarzyło".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-1766351596834852638?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/1766351596834852638/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=1766351596834852638' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1766351596834852638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1766351596834852638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/12/obserwacja-krytyczna-cz-druga_04.html' title='Obserwacja Krytyczna. Część druga.'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-8468670934796459834</id><published>2008-11-25T16:52:00.001-07:00</published><updated>2008-11-27T12:32:08.725-07:00</updated><title type='text'>Obserwacja krytyczna. Część pierwsza.</title><content type='html'>Obserwacja krytyczna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Co chciałbyś przekazać?&lt;br /&gt;- W zasadzie nic, jakikolwiek przekaz nie ma już sensu.&lt;br /&gt;W punkcie, w którym obecnie się znajdujemy nie ma nic, co moglibyśmy uznać za postrzeganie rozbieżne. W punkcie, w którym obecnie się znajdujemy jest wszystko, co moglibyśmy uznać za postrzeganie rozbieżne. Jesteśmy w tzw punkcie zero.&lt;br /&gt;Każda informacja, którą otrzymujemy może być odebrana przez nas zupełnie inaczej, lub zupełnie tak samo. Jaki sens wobec tego ma jakikolwiek przekaz? Czyżby nie miał żadnego?&lt;br /&gt;Tak, jakikolwiek przekaz nie ma sensu, zawsze bowiem podzieli on społeczność na grupy, które mają podobną percepcję. Wszystko było by w porządku ale , mini społeczności dzielą się jeszcze na mniejsze i jeszcze mniejsze i jeszcze mniejsze podgrupy, często sympatyzując z grupami mającymi wręcz przeciwne postrzeganie. Prowadzi to w linii (na pewno nie prostej) do okrojonej z zasad wersji społeczeństwa w którym przyszło nam żyć czy nam się to podoba czy nie. Oczywiście, indywidualne postrzeganie jest wspaniałą cechą, którą posiada każdy z nas i tak powinno zostać. Przejdźmy więc zatem to meritum, a mianowicie do mnie.&lt;br /&gt;Moje postrzeganie świata jest wygięte do granic możliwości i niejednego „zwykłego człowieka” mogło by pogrążyć w jakiejś niezwykłej chorobie umysłu. Czy zatem ja też jestem chory? Być może tak, nie wiem jednak jak należało by ową chorobę leczyć, czy choćby sprecyzować jakiekolwiek jej czynniki negatywne. Absolutnie nie odnajduję się w żadnej społeczności, wręcz jakakolwiek społeczność przeraża mnie. Niemożność zrozumienia jej zachowań, zaprowadziła mnie w rodzaj alienacji, z którego nie ma już wyjścia, można tylko jednostronnie brnąć w nią dalej i dalej i dalej, aż do samego, odległego jej końca – śmierci. Tak, śmierć jest jedyną oczywistą i najpewniejszą rzeczą jaka nas w życiu spotka. Niczego innego nie możemy być bardziej pewni. Pytanie tylko czy mamy na nią czekać jak na wyrok, czy też sami mamy ten wyrok wykonać? Może powinniśmy najpierw obyć się z nią i przyzwyczaić? Tylko do czego się tu przyzwyczajać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z mojej kolekcji noży najbardziej zawsze lubiłem bagnety. Były one zawsze moim „oczkiem w głowie”, zawsze do bólu wyostrzone i wypolerowane, błyszczały niczym psu jajca. Przeglądałem się nieraz w ich ostrzach dla zabawy i śpiewałem im kołysanki do snu. Gładziłem ich ostrza, przecinając delikatny naskórek opuszków palców. Niejednokrotnie wyobrażałem sobie jak łatwo i płynnie ostrze zanurza się w czyjejś krtani czy klatce piersiowej. Jak odcinam stopy pijącym jabole, rzygającym i krzyczącym mieszkańcom mojej kamienicy, którzy nigdy nie myśleli, którzy nigdy nic nie czuli, którzy tylko żyli żeby napierdolić się na dzień dobry, żyli żeby zasmradzać własnymi osobami klatkę schodową i wszystkim po kolei dogryzać, śmiać się z dzieci i straszyć je, zostawiać swoje gówna, wymiociny i szczyny niczym artefakty, które ich symbolizują . Po co? Po co? Pytałem sam siebie i innych. Pytałem również ich, ale drwiąc odpowiadali :&lt;br /&gt;- Poco to się nogi nocom, hehehehehehehehe, spierdalaj pedale jebany!&lt;br /&gt;- Sam spierdalaj!&lt;br /&gt;- Kurwa masz coś chuju???&lt;br /&gt;- Tak, mam, zależy śmieciu o co pytasz?&lt;br /&gt;- Kurwa fikasz? Fikasz kurwa kolo? Wypierdolić ci w zęby? Szanuj mordę bo masz jedną!!!&lt;br /&gt;- Sam szanuj, chociaż ty już nie masz czego szanować.&lt;br /&gt;- Kurwa jebne mu!&lt;br /&gt;- Jebnij mu Kazik, jebnij mu! Pedałowi pierdolonemu w dupę chujowi.&lt;br /&gt;- Chuj nie ma dupy, więc nie może być w nią pierdolony. Jebnij mi Kaziu, no jebnij!&lt;br /&gt;- Kurwa jebne mu!&lt;br /&gt;- No dawaj! Czemu mi nie jebniesz? Co jest? Boisz się Kazik? Zesrałeś się w gacie czy już od tej siarki nie masz siły ręki podnieść?&lt;br /&gt;- Nie no jebne mu!&lt;br /&gt;W tym momencie Kaziu zatoczył się i potykając się o obleśną wycieraczkę do butów uderzył szczęką prosto w krawędź schodów.  Szczęka chrupnęła tylko i pękła przebijając się przez nie ogoloną skórę twarzy Kazika.&lt;br /&gt;- Kurwa ten pedał Kazika zabił! Dzwoń że Heniu na Policję kurwa! Dzwoń!&lt;br /&gt;- Może wam telefonu pożyczyć? Heniu, no dzwoń! Czemu nie dzwonisz? Widzisz że nie uciekam nigdzie tylko tu stoję i czekam który mi teraz jebnie? No Panowie, który?&lt;br /&gt;- Heniu spierdalajmy stąd, ten pedał jakiś pojebany jest! Weź mnie stąd Heniu bo kurwa nie daję już kurwa jebanej rady z tym popierdolonym pedalskim skurwysynem!&lt;br /&gt;- Weź go Heniu, weź go bo widzę że się chłopak zdenerwował i jeszcze nam tu zejdzie na zawał serca.&lt;br /&gt;Wyszli.&lt;br /&gt;Tuż za rogiem źle się poczuł.&lt;br /&gt;Myślał że to zgaga po jabcoku go męczy. Ale to nie była zgaga tylko rozległy zawał serca, które nie wytrzymało dwudziestu lat nocowania po bramach i picia denaturatu i najtańszych win i perfum. Przewracając się z bólu, jakby od linijki wymierzył w kant krawężnika rozłupując na części swoją potylicę. Heniu jeszcze próbował go cucić, ale tylko niechcący obrzygał go jeszcze nie do końca przetrawioną nalewką.&lt;br /&gt;Pokręcił się jeszcze trochę po okolicy i poszedł pierwszy raz od trzech miesięcy do swojego mieszkania, lub raczej czegoś co to mieszkanie miało przypominać.&lt;br /&gt;Zgasiłem papierosa i poszedłem spać, nie myjąc zębów ani rąk, nie kąpiąc się i nie wydalając przed snem. Płytkim i przerywanym snem, który toczył ze mną nieustanną walkę. Tak, zapomniałem wziąć tabletki i muszę jeszcze wstać na kilka chwil, by połknąć, popić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-8468670934796459834?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/8468670934796459834/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=8468670934796459834' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8468670934796459834'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8468670934796459834'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/11/obserwacja-krytyczna-cz-pierwsza.html' title='Obserwacja krytyczna. Część pierwsza.'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-6183933929521655738</id><published>2008-10-16T15:22:00.001-06:00</published><updated>2008-10-16T15:28:36.982-06:00</updated><title type='text'>W naturze mamy ciągły ruch...</title><content type='html'>- W sumie, to dość niewygodna pozycja - pomyślała - ciągnie po nerach, a żelastwo wrzyna się w dupę.&lt;br /&gt;Na szczęście nie groziło jej już ani przeziębienie, ani siniaki. &lt;br /&gt;Zdążyła jeszcze energicznie pomachać nogami, dogasić peta i zsunęła się po krawędzi parapetu z ósmego piętra. &lt;br /&gt;Koroner zajął się jej ciałem... Ksiądz - duszą...&lt;br /&gt;Obaj, nie wiedzieć czemu, po kilku dniach dostali kataru, a na ich pośladkach pojawiła się sina pręga.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-6183933929521655738?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/6183933929521655738/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=6183933929521655738' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6183933929521655738'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6183933929521655738'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/10/w-naturze-mamy-cigy-ruch.html' title='W naturze mamy ciągły ruch...'/><author><name>aveda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04073614777129749942</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-9186149683032646369</id><published>2008-10-11T17:35:00.003-06:00</published><updated>2008-10-11T17:40:26.171-06:00</updated><title type='text'>zapal świeczkę</title><content type='html'>Przepraszam księżyc&lt;br /&gt;za minione nieuchwycone dni&lt;br /&gt;pogrzebane twarze i pokruszone liście&lt;br /&gt;nie odwrócę się już by je dogonić&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakręcone w słoikach&lt;br /&gt;stoją na półkach zakurzone uczucia&lt;br /&gt;bycia sobą, nie nimi, bycia kimś&lt;br /&gt;byle nie częścią wzgardzonej grupy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do usłyszenia w jęczącym wietrze&lt;br /&gt;gdzie zmaga się sumienie z bezsilnością&lt;br /&gt;nie dzisiaj, nie jutro, nie nigdy&lt;br /&gt;nie zdążę przypomnieć sobie życia&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-9186149683032646369?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/9186149683032646369/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=9186149683032646369' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/9186149683032646369'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/9186149683032646369'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/10/zapal-wieczk.html' title='zapal świeczkę'/><author><name>cainte</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15679981582141038441</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-6612769299868917149</id><published>2008-09-02T02:55:00.002-06:00</published><updated>2008-09-02T03:32:55.912-06:00</updated><title type='text'>z cyklu cytaty: wieloznaczność</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;jest ja ale mnie nie ma&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(R.W.)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-6612769299868917149?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/6612769299868917149/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=6612769299868917149' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6612769299868917149'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6612769299868917149'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/09/z-cyklu-cytaty-wieloznaczno.html' title='z cyklu cytaty: wieloznaczność'/><author><name>adnoaje</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-7787164878312809725</id><published>2008-08-10T11:27:00.005-06:00</published><updated>2008-08-10T13:05:20.886-06:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='naturalny surrealizm'/><title type='text'>z cyklu: naturalny surrealizm</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SJ8mGUjeloI/AAAAAAAAABU/VHhZf10f5V0/s1600-h/DSC01014.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SJ8mGUjeloI/AAAAAAAAABU/VHhZf10f5V0/s400/DSC01014.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5232943182066390658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SJ8mAgNY66I/AAAAAAAAABM/-QvtypHDtg0/s1600-h/DSC01001.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SJ8mAgNY66I/AAAAAAAAABM/-QvtypHDtg0/s400/DSC01001.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5232943082115754914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SJ8laRSy29I/AAAAAAAAABE/56qxVuPHDYo/s1600-h/DSC00999.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SJ8laRSy29I/AAAAAAAAABE/56qxVuPHDYo/s400/DSC00999.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5232942425276865490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SJ8lTGg2y8I/AAAAAAAAAA8/RukGlotSw1o/s1600-h/DSC00998.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SJ8lTGg2y8I/AAAAAAAAAA8/RukGlotSw1o/s400/DSC00998.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5232942302123969474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;                                                                                                 (foto: emerwu)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-7787164878312809725?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/7787164878312809725/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=7787164878312809725' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7787164878312809725'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7787164878312809725'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/08/z-cyklu-naturalny-surrealizm.html' title='z cyklu: naturalny surrealizm'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SJ8mGUjeloI/AAAAAAAAABU/VHhZf10f5V0/s72-c/DSC01014.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-8131747514072808677</id><published>2008-08-09T03:25:00.002-06:00</published><updated>2008-08-09T03:32:39.220-06:00</updated><title type='text'>Rysiek</title><content type='html'>Rysiek przechadzał się ja zwykle po placu gwiżdżąc na gołębie. Gołębie miały go generalnie w dupie, ale on się tym nie przejmował, może dlatego, że sam miał gołębi wzrok. Łypał jednym okiem, zamykając przy tym drugie, dokładnie jak ptak, któty ma oczy po bokach głowy. Gwizdał tak, bo bardzo lubił gołębie, właściwie to je kochał nad życie - oczywiście nie swoje, tylko ich - gołębi. Nie mógł się już doczekać kiedy szef pojedzie do domu. Wtedy będzie mógł wreszcie wejść na dach i przycupnąć na gzymsie obok rzygacza. Szef nie lubił jak Rysiek tam siedział, bo -jak twierdził- psuje to wizerunek firmy i rzygacza przede wszystkim, bo powiedzmy sobie szczerze - Rysiek był gruby. Nie to że miał nadwagę, nie żeby miał trochę więcej tłuszczyku niż powinien. Był wielkim, monstrualnym nielotem. A tak chciał być gołębiem...&lt;br /&gt;    W dzieciństwie Rysiek nie miał lekko. Już w kołysce poddzióbywały go wróble, po czym zresztą do dzisiaj ma pamiątkę w postaci braku małego palca u lewej stopy i wydziubanej blizny w boku wielkości kasztana. Bolesna pamiątka daje o sobie znać zwłaszcza zawsze wtedy, gdy śpi ze swoją&lt;br /&gt;ukochaną maciorą w chlewie ssąc jej mleko a źdźbła siana wbijają mu się w wiecznie niezagojoną ranę. Jako kilkuletni chłopiec został wyznaczony do roli stracha na wróble. Bynajmniej nie dlatego, że je odstraszał, lecz właśnie dlatego, że je przyciągał i wróble obsiadłwszy go, nie wyjadały z pola, tylko wpatrzone hipnotycznym wzrokiem w Ryśka dziubały go bez końca.&lt;br /&gt;    I tak mu zostało do dziś, tyle że zamiast wróbli (do których zniechęcił się ze względu na ich za małe dzióbki) upodobał sobie gołębie.&lt;br /&gt;    Całą szychtę myślał tylko o tym kiedy szef wreszcie pojedzie do domu i będzie mógł spokojnie wejść na dach. W tym celu zaangażowany musiał być również portier, który ze waględu na gabaryty Ryśka, podsadzał go na dach wózkiem widłowym. Portier nie przepadał za gołębiami ale zazwyczaj o tej godzinie był już tak napruty spirytusem, że było mu wszystko jedno.&lt;br /&gt;    Nadeszła wreszcie upragniona przez Ryśka chwila - szef pojechał do domu a portier jak zwykle pomógł mu wgramolić 150-kilowe cielsko na dach. Rysiek przedarł się jakoś przez labirynt zardzewiałych instalacji kominowych i piorunochronów. Miał to opanowane, jak mało co w swoim  ziemskim życiu. Wreszcie przycupnął. Obok rzygacz, pod nim rynna a za jej krawędzią zły i okrutny świat ludzi nierozumiejących gołębi. Rysiek był szczęśliwy właściwie tylko w takich chwilach, udając gołębia. Odkąd pamięta chciał być gołębiem, kiedy tak siedział na dachu okrutny świat był daleko i pozostawało tylko to cudowne uczucie wolności i wiatr smagający jego tłuste cielsko. Siedział i czekał na gołębie. Po jakimś czasie zaczęły się pojawiać. Początkowo siadały daleko, zachowując dystans, z czasem coraz śmielej i bliżej. Aż obsiadły go i grucząc ocierały się o Ryśka a Rysiek ocierał się o gołębie.&lt;br /&gt;    Portier zerwał się ze snu, obudził go trzepot skrzydeł. Zdawało mu się, że widzi w dziobie ptaka jakąś białą, zakrwawioną kulkę, ale nie był pewien bo ptak mignął tylko i zaraz odleciał. Tymczasem Rysiek leżał na wznak na placu cały zakrwawiony i połamany po upadku z dachu. Nic nie widział, bo jedno oko, które mu zostało, zamazane było od krwi a ręce odmówiły mu posłuszeństwa. Mimo wszystko umierał szczęśliwy - wreszcie poleciał jak gołąb.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-8131747514072808677?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/8131747514072808677/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=8131747514072808677' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8131747514072808677'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/8131747514072808677'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/08/rysiek.html' title='Rysiek'/><author><name>phator</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13966462306856367603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-630544486404882267</id><published>2008-07-26T03:04:00.002-06:00</published><updated>2008-07-26T03:48:02.577-06:00</updated><title type='text'>bananowy jest po prostu żuwot mój - Trawka</title><content type='html'>Tym razem do ziemi przyciskała ogromna kropla rosy. Kulista, przeźroczysta i krystalicznie czysta kropla. Trawka wyprężyła swe ciałko i wykonała nagły dziwny ruch by uwolnić się spod ciężaru. Za piątym razem się udało. Kropla wydłużyła się w łezkę, spokojnie spłynęła wzdłuż jędrnego, zielonego ciałka Trawki. Miło - pomyślała trawka ale zmęczona wysiłkiem strząśnięcia kropli nie miała siły na głębsze refleksje.  Trawka zasnęła.&lt;br /&gt;Ze snu obudziło ją dość silne falowanie. "To wiatr" - Trawka już znała to zjawisko. "Nadzwyczaj silny dziś coś" - Trawka obudziła się na dobre, rozejrzała sie wokół i ze smutkiem stwierdziła, że nadal jest identycznie podobna do wszystkich okolicznych trawek. Tak jak ona wszystkie były już suche. Były też wypoczęte.&lt;br /&gt;Trawka śmiertelnie zmęczona wyprężyła swe ciało - wiedziała, że wkrótce do sadu wpadnie pies i w szaleńczym pędzie zacznie biegać wokół tych wszystkich drzewek. Węszyć. Kopać.&lt;br /&gt;Wiedziała, też  że to nie koniec. Wiedziała, że przyjdzie dziewczyna i bosymi stopami zacznie tańczyć pod śliwami. Wiedziała,  że w końcu stanie się najgorsze - przyjdzie gospodarz i bez najmniejszej uwagi gumowymi, brudnymi buciorami zacznie deptać trawę wykonując codzienną pielęgnację sadu i pobliskich grządek.  Przeciągnie szlaucha i znów będzie mokro i zimno...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tych myśli bądź od falowania na wietrze Trawce zrobiło się niedobrze. Zwinęła się w kłębek i... i tuż obok spadło coś wielkiego, kulistego, siwego. Przerażona Trawka błyskawicznie podniosła się, i znowu coś upadło na ziemię - jeszcze bliżej, jeszcze mocniej zatrzęsło Trawką wraz z korzeniami i zaciemniło Trawce horyzont. Wielkie, fioletowe kule leciały teraz jedna po drugiej. Nie były to stopy dziewczyny, nie było to bieganie psa, nie były to nawet buciory gospodarza... dla Trawki były to ogromne, nieprzewidywalne ciemne kule mogące zniszczyć cały jej świat.&lt;br /&gt;Trawka wyprężyła swe przerażone ciałko, zamknęła oczy, chciała przetrwać, chciała zginąć, nie wiedziała co myśleć więc pomyślała: "Życie to taki test na twardość"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-630544486404882267?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/630544486404882267/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=630544486404882267' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/630544486404882267'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/630544486404882267'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/07/bananowy-jest-po-prostu-uwot-mj-trawka.html' title='bananowy jest po prostu żuwot mój - Trawka'/><author><name>po prostu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04280825990283045011</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9L0polqgdSw/TTBf_LOc2pI/AAAAAAAAEOE/LGnrWUG4fhU/S220/glig.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-5203354526739018108</id><published>2008-07-21T03:06:00.003-06:00</published><updated>2008-07-21T04:05:00.285-06:00</updated><title type='text'>Marylka</title><content type='html'>- Kiedy zmarł mój mąż poczułam ulgę, jakby kamień spadł mi z serca, ale nie dla tego że nie chciałam patrzeć jak cierpi, wręcz przeciwnie, lubiłam patrzeć na te jego błagające o litość oczy, czułam wtedy taką satysfakcję, że spotkała go zasłużona kara za życie jakie mi zgotował, za bicie i za trójkę dzieci, które nigdy mnie nie szanowały, a nawet i teraz kiedy jestem tutaj sama żadne z nich nawet nie zatelefonuje do mnie żeby spytać co słychać - mówiła sama do siebie.&lt;br /&gt; Marylka nie była nawet specjalnie stara. Wręcz jak na swoje lata bardzo dobrze się trzymała, była w pełni świadoma i sprawna. W swojej niewielkiej kawalerce czuła się znakomicie, nigdy nie lubiła dużych przestronnych mieszkań. Duże mieszkanie było dla niej nie praktyczne, poza tym ileż to więcej sprzątania - myślała. Tak, Marylka uwielbiała porządek i utrzymywała go z pietyzmem. Mieszkanie zawsze "lśniło", a wszystkie przedmioty miały swoje ściśle określone miejsca. Po śmierci swojego męża jakby wszyscy się od niej odsunęli, zostawiając ją samej sobie. Nie cierpiała jakoś zbytnio z tego powodu, miała swój mały, zamknięty świat i rzadko wypuszczała się poza niego. Ustalane przez lata zasady jej egzystencjonowania w  jej świecie i tylko jej dotyczące nie obchodziły, ale i nie miały prawa obchodzić nikogo z poza jej świata. Zdawała sobie sprawę, że nie sprawdziła się ani jako matka, ani jako żona i że tak naprawdę to nie dzieci się od niej odwróciły tylko ona od nich, ale pieczołowicie wymazywała to z pamięci przekonując siebie, że było odwrotnie. W wolnym czasie, którego Marylka miała pod dostatkiem, szydełkowała i robiła na drutach nikomu nie potrzebne wełniane skarpety, serwetki i swetry. Odkładała je wszystkie do specjalnej szafki opatrzone metryczką zawierającą dzień miesiąc i rok powstania warszawskiego. Praktycznie nie gotowała, bo komu? Sama dla siebie przyrządzała w każdą niedzielę spory garnek rosołu, rozlewając go do 6 półlitrowych słoiczków na pozostałe dni tygodnia. Każdego ranka wydzielała sobie porcję 4 kromek chleba, który zawsze trzymała w zamrażalniku aby się nie zsechł. Czasami, kiedy ktoś niespodziewanie ją odwiedził, wyciągała z kredensu dawno już przeterminowaną bombonierkę , z której i tak nikt nigdy się nie częstował.&lt;br /&gt; Wszystko zaczęło się zmieniać w życiu Marylki, kiedy do wolnego mieszkania obok, wprowadziło się małżeństwo z dwójką dzieci. Mężczyzna był dwu metrowym olbrzymem, nadpobudliwym ignorantem, który nocami chlał z kolegami na ławce pod blokiem. Kobieta - wątła i drobna brunetka o jasnej cerze, uginająca się pod ciężarem zakupów, dzieci i życia. Przez cienkie ściany swojego mieszkania, Marylka nie raz wsłuchiwała się w ich kłótnie. Mężczyzna miał nieustające pretensje do wszystkich - i do żony i do córek i do sąsiadów - do każdego. Najgorsze były noce, kiedy wracał pijany i bił wszystkie trzy dziewczyny. Tego Marylka nie mogła znieść. Z poduszką naciśniętą na głowę, starała się nie słyszeć płaczu dzieci maltretowanych przez ojca. Ale i tak go słyszała. Powoli coś w niej pękało, jej misternie upleciony świat zasad, określonych przez pory dnia czynności obracał się powoli w niwecz.  Teraz tylko z napięciem wsłuchiwała się w to co działa się za ścianą. Z przyciśniętą do ucha szklanką, wyłapywała każdy szept dobiegający od sąsiadów.&lt;br /&gt; Postanowiła że zgłosi to na policję i zgłosiła. Bez skutku. Zadzwoniła na błękitną linię.  Bez rezultatów.&lt;br /&gt; Wieczorem wyszła przed klatkę swojego czteropiętrowego bloku i usiadła na ławce. Wieczór był bardzo przyjemny, wiał lekki wiatr, który oplatał i pieścił ciało Marylki. Ulice już opustoszały i knajpiane niedobitki wracały do swoich mieszkań ,powłócząc o chodnik praktycznie bezwładnymi nogami.&lt;br /&gt;- Dobry wieczór sąsiadeczce! - wyrwało zamyśloną Marylkę z letargu. Podniosła głowę i zobaczyła tego wrednego, obleśnego pijaka, cuchnącego wódką i uryną. Stał teraz nad nią z szyderczym uśmieszkiem i patrzył jej prosto w oczy.&lt;br /&gt;- A cóż to - spytał - dzisiaj sąsiadeczka nie podsłuchuje? Nie dzwoni nigdzie na skargę? - śmiał się.&lt;br /&gt;- Może telefonik odłączyli - szydził.&lt;br /&gt;- Może pani szanownej komóreczkę poży......&lt;br /&gt;Nie dokończył.&lt;br /&gt;Marylka mocnym pchnięciem wbiła swój największy kuchenny nóż prosto w klatkę piersiową mężczyzny trafiając prosto w serce. Cienka stróżka krwi popłynęła z jego otwartych szeroko z ust, kiedy z niedowierzaniem upadał na chodnik roztrzaskując sobie przy okazji potylicę.&lt;br /&gt;Marylka z ogromnym trudem wyciągnęła nóż. Krew z rany bryzgała na wszystkie strony i choć wiedziała że mężczyzna nie miał szans na przeżycie, dla wszelkiej pewności poderżnęła mu jeszcze gardło. Zmęczona usiadła na trawniku, wpatrując się jeszcze chwilę w powiększającą się nieustannie kałużę krwi w której leżał. Była spokojna i odprężona kiedy usłyszała kroki dochodzące z klatki schodowej. Nawet nie chciało jej się odwrócić, żeby zobaczyć który z sąsiadów wychodzi.&lt;br /&gt;- Dziękuję - powiedziała kobieta.&lt;br /&gt;- Nie ma za co - odparła Marylka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-5203354526739018108?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/5203354526739018108/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=5203354526739018108' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5203354526739018108'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5203354526739018108'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/07/marylka.html' title='Marylka'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-7429068758676949118</id><published>2008-07-15T14:30:00.001-06:00</published><updated>2008-07-15T14:33:25.747-06:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jesień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='np. skutery'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><title type='text'>Z cyklu delirium: "Węże i mrówki"</title><content type='html'>Z gracją samuraja&lt;br /&gt;odciął sobie jaja&lt;br /&gt;A ja jaja jadam&lt;br /&gt;razem z jadem gada&lt;br /&gt;ja z jajami gadam&lt;br /&gt;Dam ja damie gada&lt;br /&gt;będę damę badał&lt;br /&gt;w skłony będę składał&lt;br /&gt;skłonne jaja gada&lt;br /&gt;Sto pokłonów składam&lt;br /&gt;tak jak jaja gada&lt;br /&gt;ja jabłko zajadam&lt;br /&gt;mam ja je od gada&lt;br /&gt;Pada gad i gada&lt;br /&gt;"God got hot fokstrot&lt;br /&gt;and aint end of ant"&lt;br /&gt;Dont know or understand&lt;br /&gt;Stand by ant and end&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-7429068758676949118?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/7429068758676949118/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=7429068758676949118' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7429068758676949118'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7429068758676949118'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/07/z-cyklu-delirium-we-i-mrwki.html' title='Z cyklu delirium: &quot;Węże i mrówki&quot;'/><author><name>phator</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13966462306856367603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-6521760818515026927</id><published>2008-07-15T13:21:00.003-06:00</published><updated>2008-07-15T13:45:09.862-06:00</updated><title type='text'>Z zapisków lekomana część 2</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;1. Wynik ujemny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza wspomnieniem karuzel i mocno ściskającej ręki mamy, pamiętał również inne rzeczy. Jak przykładowo szum liści przewracających jesienną ciszę w orkiestrę spokojnych i melancholijnych myśli. Jak zapach wiatru mówiący mu, że jest naznaczony wyjątkowością chwili, że jest tam sam dla siebie wśród świata. Po latach, gdy pozostały wspomnienia po spacerach i po tamtych beztroskich chwilach, próbował uchwycić gdzie nie gdzie to niezwykłe poczucie wyjątkowości, postawy buntu wobec otaczających ludzi, co dawało tak naiwne teraz wyobrażenie odmienności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Liść zaczął spadać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Wynik wątpliwy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otoczony biegiem świata i obrotami kolejnych cykli nocy i tęsknoty za nocą, siedział w oknie swojego pokoju i wyglądał na zewnątrz, poszukując za każdym razem tej samej gwiazdy, tej samej konstelacji dającej ukojenie. Za pomocą swojej czarnej lornetki potrafił wyłapać poszczególne myśli przypominające mu o tym, co chciał osiągnąć i do czego może jeszcze dążyć. Życie się postarzało, ale on jednak gdzieś tam jeszcze trwał, tak samo dziecinny i tak samo nierozumny w swojej świadomości. Krąg się zamykał, ale on nie chciał uciekać, nie myślał o wyruszeniu w podróż, która i tak oczekiwała na niego za drzwiami, by wziąć za rękę i poprowadzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Liść ugiął się pod ciężarem napływających kropli. Przechylił się w ostatnim akcie rozpaczy i runął razem z wiatrem w swojej ostatniej podróży przed zetknięciem z ziemią. Potem już czekały na niego obwąchiwanie i obsikiwanie przez psa, który miał przez następnych dziesięć lat przemierzać codziennie tę samą ścieżkę ze swoim niewidomym panem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Wynik pozytywny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rolety spełniły swoje zadanie, wpuszczając jedynie minimalną ilość światła do pokoju, w którym siedział od paru dni. Pokój był duży, pozbawiony mebli i odrobiny świeżego powietrza, w zamian zostawiając zapach świeżego kleju.. Na podłodze obok niego leżała sterta papierów, które zaczął kolekcjonować od swojego pierwszego razu. Gdy już dowiedział się, że podróż sama wzięła go w swoje ramiona, postanowił udokumentować jej poszczególne etapy do momentu, gdy już nie będzie w stanie dźwignąć o własnych siłach segregatora. W przerwach między medytacją i codzienną toaletą, rozpakowywał kolejne opakowania leków i jak zwykle, wysypywał je do specjalnie przygotowanej miski. Od jakiegoś czasu jednak unikał kąpieli. W zamian, wyciągał pojedynczo każdą z osobna, po czym po jednej stronie nakładał warstwę kleju. Następnie wstawał, i szukał jednego z nielicznych wolnych miejsc, jakie zostały na ścianie. Po jego znalezieniu, przyklejał tabletkę do ściany, po czym wracał do swojej medytacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A liść?&lt;br /&gt;Liść w końcu zgnił. Ale kogo to obchodzi?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-6521760818515026927?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/6521760818515026927/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=6521760818515026927' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6521760818515026927'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6521760818515026927'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/07/z-zapiskw-lekomana-cz-2.html' title='Z zapisków lekomana część 2'/><author><name>cainte</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15679981582141038441</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-585577215087779211</id><published>2008-07-15T13:19:00.000-06:00</published><updated>2008-07-15T13:20:21.493-06:00</updated><title type='text'>Z zapisków lekomana</title><content type='html'>7:45&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Obudził się wcześniej niż zwykle, pod wpływem dręczącego bólu.Przez chwilę pomyślał, że to mimo wszystko coś nowego, bo zdążył się już do niego przyzwyczaić na tyle, żeby normalnie wpasować go w ramy swojego codzienngo bycia.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"i never have or seen a god, do why should i believe in pain?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8:30&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Stos odpowiednich leków leżał starannie ułożony na stole, w porządku wielkościowym a także, kiedy to tylko było możliwe, kolorystycznym. Zazwyczaj miał przeznaczone na nie specjalne miejsce w pokoju gdzie stał komputer, w zamkniętej na klucz szufladzie. "Każdy ma swój mały sekret" - pomyślał. Własny skarb do odkrycia, krainę czarów, do której dostaje się przez małe drzwiczki bez klamek i bez powrotu. Przechodził przez ten sam niemalże rytuał od jakihś dwóch lat - codziennie otwierając swój sekret i wydobywając z niego odpowiednie tabletki by je zażyć do  jajecznicy na śniadanie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;"This body. This body holding me. Be my reminder here that  I  am not alone in&lt;br /&gt;     This body, this body holding me, feeling eternal&lt;br /&gt;     All this pain is an illusion."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dd/mm/rr&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"life is white and i am black, jesus and his lawyer are coming back."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;99:99&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Z dworu dochodziły go radosne okrzyki bawiących się dzieci. Podjechał pod szklane drzwi balkonowe, przez które jeszcze mógł coś zobaczyć nie próbując udźwignąć się na oparciu swojego wózka inwalidzkiego. Grupka rozwrzeszczanych maluchów bawiła się w piaskownicy, stawiając z piasku babki i nowe życia. Przypomniało mu się, jak jakieś dwadzieścia lat wcześniej rodzice zabrali go do wesołego miasteczka. Bał się wtedy dużych karuzel, więc stawał tylko pod nimi trzymając mamę za rękę i patrzył jak inne dzieci, te trochę większe od niego, ze śmiechem korzystały z przejażdżek.Wtedy też mama po raz pierwszy wzięła go do basenu wypełnionego plastikowymi kulkami, w które mógł zanurkować i  schować się. Nie było go.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="text-align: left;"&gt;"Nurse: Excuse me, doctor, do you have a moment?&lt;br /&gt;Doctor: Amoment? What's the question?&lt;br /&gt;Nurse: More of a situation, agentleman in Exam 3.&lt;br /&gt;Doctor: What's the problem?&lt;br /&gt;Nurse: That isthe problem: we're not sure.&lt;br /&gt;Doctor: You've got the chart?&lt;br /&gt;Nurse:Right here.&lt;br /&gt;Doctor: Hmm... not much here, is there?&lt;br /&gt;Nurse: Nodoctor, no obvious physical trauma, vitals are stable.&lt;br /&gt;Doctor:Name?&lt;br /&gt;Nurse: No sir.&lt;br /&gt;Doctor: Did someone drop him off, maybe wecan speak to them? Let's get some background on this fellow.&lt;br /&gt;Nurse:No ID, nothing, and he won't speak to anybody.&lt;br /&gt;Doctor: Well, let'ssay hello.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: left;"&gt;Doctor: Good morning, I'm Dr. Watson. How are you today? How areyou today? Look son, you're in a safe place, we want to help you, inwhatever way we can. But you need to talk to us, we can't help youotherwise. Now, what's happened? Tell me everything." &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;***&lt;br /&gt;00:00&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Zsunął się resztkami sił z wózka na miękki dywan pokrywający podłogę w pokoju, uprzednio wyciągnąwszy wszystkie leki z sekretnej szufladki. Powoli odpakowywał każdą tabletkę z osobna, każdą szarą powlekaną pigułkę i wszystkie żółte pastylki (te zostawiał sobie do wzięcia zazwyczaj raz na tydzień).Obok miał przygotowaną  miedniczkę, która powoli zapełniała się lekarstwami, tworząc śmieszno-dziwną mieszankę. Gdy już opróżnił wszystkie opakowania po lekach, odwinął wszystkie folie, wziął miedniczkę do rąk i zaczął wysypywać jej zawartość na głowę. Powoli spływał po nim deszcz plastikowego złudzenia. Dzień się wypełnił. Nie było go.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-585577215087779211?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/585577215087779211/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=585577215087779211' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/585577215087779211'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/585577215087779211'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/07/z-zapiskw-lekomana.html' title='Z zapisków lekomana'/><author><name>cainte</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15679981582141038441</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-3436382896962621916</id><published>2008-07-14T07:18:00.011-06:00</published><updated>2008-07-14T11:39:41.839-06:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zboczeniec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poeta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='grafoman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='morderca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dewiant'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Paweł'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kanapiarz'/><title type='text'>Paweł</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;- moja miłość do Ciebie jest jeszcze większa niż moja miłość do Boga – pomyślał w momencie kiedy topił nóż w gardle jakiegoś podstarzałego pijaczka. Właśnie tak Paweł szukał natchnienia do swoich przepełnionych miłością poematów ku czci Boga i cudzych żon.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Paweł już od dziecka był kochliwy, a że wcześnie zaczął przejawiać zdolności grafomańskie wszystkie koleżanki z klasy tłumnie przychodziły na pozbawione samokrytycyzmu odczyty jego "poezji". Wszyscy którzy go pamiętają, wspominają do dziś jaki olbrzymi wpływ miał na niego ojciec, który notabene chciał mieć córeczkę i od najmłodszych lat przebierał małego Pawełka w kupowane po kryjomu sukienki i rajstopki, wpinał mu różową spineczkę we włosy i zwracał się do niego Kasiu.&lt;br /&gt;Tak więc Paweł - Kasia - od najmłodszych lat cierpiał, ale nie z powodu tego co wyprawiał z nim jego ojciec, Paweł cierpiał na egzystencjonalny ból istnienia przeradzający się w fanatyczną miłość do Boga i koleżanki z klasy Honoratki. Razem z Honoratką bawił się lalkami, w dom, w lekarza - i to własnie dzięki tej ostatniej zabawie Paweł pierwszy raz zorientował się, że on jest nieco odmienny niż wszystkie inne dziewczynki - był chłopcem - przebieranym za dziewczynkę - a nie odwrotnie jak wbijał mu młotkiem do głowy tatuś. Paweł często wspominał ten młotek i guzy powstające na wskutek jego uderzeń, gojące się tygodniami rany zmieniające swój kolor i konsystencje po to, żeby w końcu zmienić się w niemiłosiernie swędzące strupy... .&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Kiedy Paweł skończył podstawówkę wyjechał ze swojego ukochanego domu do liceum z internatem. Cieszył się na ten wyjazd, ale jednocześnie nie wiedział do końca czego może się spodziewać po kolegach, którzy będą z nim mieszkali. Paweł chciał trafić na chłopców, którzy grzecznie będą się uczyli, czytali poezję i prozę a na dobranoc opowiadali sobie bajki Andersena. Oczywiście Paweł trafił na wiecznie śmierdzących papierosami i winem bandytów, którzy grzecznie czytali świerszczyki, a przed zaśnięciem onanizowali się wspólnie spuszczając się na pościel i ubrania Pawełka, bądź też dla odmiany zjadali mu przywiezione z domu zapasy żywności, lub po prostu robili mu kocówę i gwałcili go.&lt;br /&gt;- kiedyś ich wszystkich pozabijam - myślał po nocach Paweł, - nie, nie pozabijam ich, to by było za proste, będę ich torturował, podcinam im stopy, będą mi wylizywali bród zza paznokci prosząc mnie o litość. I tak powoli rodził się Paweł - dewiant, zboczeniec, morderca, fanatyczny katolik i wiecznie nieszczęśliwie kochanek. Tak, Paweł był ciągle zakochany - a to w nauczycielce polskiego, która swym obfitym biustem przesłaniała mu ortografię, interpunkcję i cukierki czekoladowe. Ten biust robił na Pawle tak piorunujące wrażenie, że nie dostrzegał nawet jej 54 lat. Marzył tylko żeby zatopić się w jej olbrzymich piersiach i ssać jej przerośnięte sutki. Inną miłością Pawła była taczka stojąca na placu budowy niedaleko jego ciasnego mieszkanka. Paweł potajemnie zrobił jej nawet zdjęcie, które wisiało oprawione w złotą ramkę tuż obok portretu Jezusa. Taczka śniła się Pawłowi po nocach, razem spacerowali, przewozili cegły i gruz, razem kąpali się w rzece. W końcu budowa się skończyła i taczka pojechała w nieznane razem z robotnikami.&lt;br /&gt;- To kurwa!- pomyślał Paweł - zdradziła mnie z jakimiś prymitywnymi robolami, którzy tylko patrzyli gdzie się najebać! Paweł jednak szybko pozbierał się po tym zawodzie miłosnym - receptą na niego była jak zwykle inna miłość, tym razem padło na dziewczynę z sąsiedztwa, długowłosą blondynkę, w której głębokich czarnych oczach Paweł po prostu się utopił. Długo nie mógł się przemóc żeby normalnie podejść do niej i zagadać, twierdził że zanadto onieśmielał go jej trądzik. Na razie tylko ją śledził i podglądał przez lornetkę. W końcu czysty przypadek sprawił że zrobił jej dziecko i musiał brać z nią ślub - taki był jej warunek. Nie można powiedzieć że byli z tego powodu szczęśliwi, on nazbyt lubił wygryzać jej wągry i całymi godzinami głaskać jej bujne owłosienie łonowe, ją obrzydzała jego damska bielizna, która poniekąd była zdecydowanie lepsza od tej którą jej kupował. Kiedy urodził im się syn, ona przestała pozwalać mu na jego ulubione czynności, a on się załamał. Całymi dniami wsłuchiwał się w nie mający końca płacz dziecka które wysysało z niego poetycką wenę. Obserwował czasami jak zachowuje się jego żona, jak czule dotyka dziecko i był wściekły, że nie on jest na miejscu dziecka. Coraz bardziej dręczyło go pytanie - jak znaleźć wenę? Kiedy pewnego dnia przechadzał się po niewielkim parku położonym w pobliżu jego ciasnego mieszkania, poczuł nieodpartą ochotę obcięcia komuś palca. Tak też się stało. Paweł dostrzegł w półmroku zbliżającego się wieczora starszą kobietę, która wracała  ze sklepu spożywczego.  Ukrył się  w trawie i czekał. Kiedy kobieta zbliżyła się do jego kryjówki, wyskoczył i rzucił się na nią z nożyczkami, które zawsze nosił ze sobą, lubił bowiem strzyc się w różnych dziwnych miejscach.  Przerażona kobieta darła się w niebogłosy prosząc o pomoc. Ale pomocy nie było. Paweł pomalutku, z prawdziwą rozkoszą odcinał swoimi fryzjerskimi nożycami palec po palcu, aż kobieta zemdlała z bólu. Kończąc swoje dzieło obciął jej jeszcze włosy łonowe, które nakleił na dwustronną taśmę klejącą i przykleił kobiecie pod nosem.&lt;/p&gt;- jakby co, to powiem że napadł mnie Hitler i musiałem się bronić - pomyślał Paweł i szybkim krokiem udał się do domu. Teraz był natchniony - nie przeszkadzał mu płacz synka, ani gderanie żony, on miał tylko jedno w głowie - pisać, pisać, pisać!&lt;br /&gt;Pisał bardzo długo, nikt nie pamięta ile, nawet sam Paweł, w każdym razie gdy Paweł wyrwał się z twórczego amoku zastał na stole list od żony, która wniosła pozew o rozwód z orzeczeniem o winie. Tego samego dnia listonosz przyniósł polecony list z sądu. Paweł nawet jakoś specjalnie się nie zmartwił, wręcz był szczęśliwy, że znowu może umartwiać się nad sobą i swobodnie pisać swoje wiersze. Tak to już jest z poetami, kiedy to dopada ich ochota na sernik.&lt;br /&gt;Krótko po rozwodzie Paweł poczuł się wyobcowany ze społeczeństwa. Przygnębienie dopełniało ciągłe gwałcenie kanapy, bo chociaż to lubił, to cały drapał się o skorupę zaschniętej spermy którą owa kanapa była pokryta. Paweł czuł, że musi coś z tym zrobić. I zrobił. Kupił nową kanapę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją drugą żonę Paweł poznał w kościele. Wysoka brunetka z lekkim wąsikiem przechadzała się między kościelnymi ławkami jakby szukając Pawła.&lt;br /&gt;- ona mnie szuka - pomyślał Paweł.&lt;br /&gt;-tu jestem!-krzyknął.&lt;br /&gt;Spojrzeli na niego wszyscy tylko nie ona, ale Paweł postanowił nie dać za wygraną. Zaraz po mszy pobiegł do proboszcza i spytał czy nie zna przypadkiem tej dziewczyny, która tak śmiało przechadzała się nawą główną podczas mszy.&lt;br /&gt;- ta która zbierała na tacę?- spytał ksiądz.&lt;br /&gt;- o właśnie ta!- powiedział Paweł.&lt;br /&gt;- aaa to siostra Bernadetta - zakonnica którą kuria przysłała mi do pomocy.&lt;br /&gt;W tym momencie Paweł już był zakochany.&lt;br /&gt;- Zakonnica- myślał - pewnie jeździ na koniu, albo za - koniem, to niesamowite!&lt;br /&gt;Pewnego wieczora Paweł zaprosił Bernadettę na odczyt swojej poezji do pobliskiego domu kultury. Paweł był zachwycony że przyszła i podglądał ją w toalecie. Ona zauroczona poezją o Stwórcy postanowiła rzucić habit dla Pawła.&lt;br /&gt;Pobrali się. Paweł był zakochany po uszy. Bernadetta zresztą też, ale to miało się wkrótce zmienić. Kiedy zaszła w ciąże, oczywiście zupełnie przypadkiem, przyłapała Pawła na praniu swojej damskiej bielizny. Coś w niej pękło. Ona , stara zakonnica zawsze miała męską bieliznę - kalesony i bokserki, ale żeby jej ukochany mąż przechadzał się w damskich figach po balkonie - co to, to nie! Paweł ubłagał ją na kolanach żeby nie zostawiała go, że ją kocha i że przeprasza. Przepraszał, ale tak naprawdę czuł się poniżony do granic możliwości, poniżony tak samo jak wtedy gdy poniżali go koledzy z internatu i akademika. Kilka chwil później Paweł  w wiadomym parku obcinał paznokcie listonoszce,  niczego nie świadomej  zdzirze, która puszczała się z każdym i wszędzie. Teraz puściła się z Pawłem, który z wypiekami na twarzy zjadał każdy obcięty paznokieć. Romans z listonoszką trwał i trwał. Paweł zaczął nawet zjadać jej śpiki, wylizywać i wysysać resztki pokarmów z jej zębów i malutką łyżeczką wybierał jej z uszu woskowinę - jego przysmak. Spotykali się  w każdej wolnej chwili i uprawiali małe poletko z rzodkiewką. W zasadzie mogło to trwać jeszcze latami, gdyby nie czysty przypadek. Po solidnym plewieniu Paweł zmęczony wrócił do domu i usiadł na kanapie. Było dość późno więc myślał że Bernadetta i jego - ośmioletni wtedy syn już śpią. Ale Bernadetta nie spała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po rozwodzie Paweł stał się jakiś taki zobojętniały i niedowartościowany. Z pracy w szkole wywalili go za proces przeciwko dyrektorowi, którego Paweł oskarżył o mobbing. Proces wygrał, ale od tamtej pory nikt nie chciał go nigdzie zatrudnić. Paweł wpadł więc w depresję. Zaczął nałogowo pisać wiersze dla poznanych mężatek i postanowił nie dać za wygraną. Znowu śledził, znowu pisał, znowu tak naprawdę mógł być sobą. Czasem tylko, gdy późnym wieczorem wracał do domu, wyciągał swój nóż, albo nożyczki fryzjerskie i zabijał kogo popadnie. Któregoś dnia, po zmroku Paweł zesikał się w swoje koronkowe stringi. Kiedy prał je w małej, dziecięcej wanience, zdał sobie sprawę że tak naprawdę nie ma nikogo, że jest sam z tymi swoimi damskimi fatałaszkami.&lt;br /&gt;- ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie? - pomyślał Paweł, - przecież mam jeszcze kanapę.&lt;br /&gt;Nie wiedział jednak, że kanapa również postanowiła się wyprowadzić i właśnie kończyła pakować walizkę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-3436382896962621916?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/3436382896962621916/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=3436382896962621916' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3436382896962621916'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3436382896962621916'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/07/pawe.html' title='Paweł'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-1544090082430719212</id><published>2008-07-08T15:27:00.004-06:00</published><updated>2008-07-08T15:38:50.980-06:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fachowiec.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wojtek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='złota rączka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mechanik rowerowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='superman'/><title type='text'>Wojtek</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Patrząc na niego, mogłoby się wydawać że przecież jest zupełnie normalny… . Tylko po co mu te kółka? – zastanawiał się Wojtek w letnią, zbyt duszną noc, na tyle za duszną, że ofiarował nawet 20 zł za duszę swojej zmarłej myszy.&lt;br /&gt;- Ładnie i miło wyglądasz – powiedział Wojtek do niewielkiego pieska, którego nazwał na swoją cześć Wojtek.&lt;br /&gt;Z tym pieskiem było o tyle wesoło co i smutno, gdyż piesek pozbawiony był sierści wskutek wypadku. Onegdaj bowiem, Wojtek przejechał Wojtka – psa – łyżworolkami, na których uwielbiał mknąć pod wiatr smagający jego mocno przerzedzoną czuprynę. Wojtek po prostu przeciął Wojtkowi drogę, wymuszając pierwszeństwo i wbiegając z nadmierną pręd&lt;i style=""&gt;kością&lt;/i&gt; z podporządkowanej, kiedy ten zjeżdżał ze skrzyżowania. Nie pomogło ostre &lt;i style=""&gt;cham&lt;/i&gt;owanie, piesek wpadł pod kółeczka. Wojtek nie myśląc wiele jak to miał w swoim zwyczaju, pozbierał rozjechanego psa i szybko zabrał go do swojego domu, choć raczej był to dom jego mamy. Mama Wojtka była starzejącą się salamandrą, która utrzymywała się jak na swoje lata w całkiem niezłej formie. Była to ładna, blaszana forma do ciasta, w której to Wojtek zwykł moczyć nogi gdy tylko skończył obierać ogórki. Mama znała Wojtka jak nikt inny na świecie, znała wszystkie jego tajemne schowki w których ukrywał resztki niedojedzonych obiadów, przecierające się skarpety, miniaturowe peruczki maskujące kłopotliwie świecące kółko na czubku głowy. Tak, znała nawet tajemne przejście przez jezdnię, którym Wojtek przemieszczał się na drugą stronę ulicy. Tym bardziej zafrasowała się poczciwa matula, kiedy to jej ukochany Wojtuś przyniósł przejechanego psa. Niemniej jednak wierzyła, że Wojtek uratuje zwierzę, bo jak to wszyscy sąsiedzi mawiali – „ten Wojtek to wszystko umie naprawić” – no to przecież i tego psiaka musi poskładać do kupy… .&lt;br /&gt;Tymczasem Wojtek nie próżnował, starą brzytwą z należytym pietyzmem pozbawiał psa sierści, paznokci, wąsów, rzęs, przy okazji wykastrował go jeszcze, żeby nie przepłacać u weterynarza – ach zaradny ten nasz Wojtuś, zaradny – mówiła kierowniczka pobliskiego&lt;br /&gt;G.S-u – on to powinien być gdzieś kształcony, w jakiś szkołach, abo nawet i na inżyniera!&lt;br /&gt;Tylko po co skoro Wojtek był inżynierem, ba , wszyscy inżynierowie świata mogli mu czyścić buty, albo i to nawet nie bardzo, bo Wojtek czyścił buty wyśmienicie. Wojtek umiał wszystko.&lt;br /&gt;- Umiem wszystko – myślał Wojtek zszywając kolejne, pozbawione życia części przejechanego pieska.&lt;br /&gt;- Uratuję go, naprawię, będzie jak nowy – nucił sobie pod nosem Wojtuś montując w zadzie psa elektryczny, energooszczędny silniczek napędzany jedną baterią AAA, która powinna wystarczyć na około pół roku z kawałkiem.&lt;br /&gt;- Jeszcze tylko usztywnienie głowy i mechanizm napinający kończyny – westchnął Wojtek. Prawie świtało kiedy piesek został naprawiony. Poruszał się dość szybko i w miarę stabilnie, zmieniając kierunek gdy tylko dotykał swoim nosem przerobionym na czujnik jakiejkolwiek przeszkody. Mechanizm działał na tyle dobrze, że Wojtek swoje dzieło ochrzcił własnym imieniem.&lt;br /&gt;- Wojtek jeden – powiedział Wojtek dwa – prototypowy pies na kółkach, nie sika, nie je, napędzany tylko jedną baterią AAA!&lt;br /&gt;A tak poza tym w ogóle Wojtkowi nie przeszkadzało że pies nie żyje, że jest pozbawiony sierści, narządów rozrodczych, paznokietków, które niegdyś tak wesoło stukały po asfalcie ulicy. Wojtkowi zresztą też już nic nie przeszkadzało. &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-1544090082430719212?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/1544090082430719212/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=1544090082430719212' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1544090082430719212'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1544090082430719212'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/07/wojtek.html' title='Wojtek'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-3277973663745703999</id><published>2008-07-05T15:44:00.002-06:00</published><updated>2008-07-05T16:25:24.642-06:00</updated><title type='text'>bananowy jest po prostu żywot mój - Śliwka</title><content type='html'>Śliwka nie była samotnikiem. Lubiła się zabawić i lubiła poplotkować. Do tego miała Śliwka szczęście wzrastać na mocno obsypanej owocem śliwie - doborowe towarzystwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Pamiętasz sąsiadko jak to jeszcze byłyśmy kwiaty, ta wiosna w sadzie, codzienne i nieustanne pieszczoty owadzich, delikatnych nóżek? Pamiętasz moje przypudrowane różem a twoje wyjątkowo pachnące płatki (...) ten ciepły wiosenny prysznic, te delikatne słoneczne promienie (...)"  "a no pamiętam, a i teraz nie narzekam, zaokrągliłam się cudownie, nabrałam jeszcze żywszego koloru, słońce co raz cieplej grzeje, liście chłód dają"&lt;/span&gt; itd, -  niczym w rajskim ogrodzie śliwkom mijały całe dnie.&lt;br /&gt;Śliwki rosły, cieszyły się swoim z każdym dniem okrąglejszym ciałem. Zmierzały do ideału. Niczym kobiety w targowe dni  stroiły się jedna przed drugą, przechwalały, ciekawsko zaglądały do sąsiadów.   I za każdym razem dochodziły do wniosku, że to właśnie one są naj - naj naj naj!!!! Że to na ich gałęzi jest najlepiej, najcieplej, najspokojniej, najcudowniej... &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"a widzisz, u nas to z rana delikatnie poświeci, potem gospodarz rosi te grządki obok - tylko do nas zawieje tą świeżością, nas tu nie zastawia żadna chałupa a też nie grzeje zbyt mocno bo te wyżej - tam to upał a nam cień dają (...) mówię ci sąsiadko my to tu raj na ziemi mamy"&lt;/span&gt; - słowa takie często Śliwka wypowiadała a i czasem nawet zakrzykła by i inni słyszeli jak to dobrze u nich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem na innych gałęziach niektóre śliwki zaczynały powoli się marszczyć. Niepostrzeżenie, tuż przy ogonku - tej życiodajnej pępowinie pojawiały się pierwsze zmarszczki by systematycznie zabierać co raz większą powierzchnię ich doskonale kulistych ciał. Śliwki zaczynały siwieć...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"sąsiadko co to się dzieje, tam u nich? co ich tak gnie i marszczy?  my to nadal mamy piękną i doskonale gładką skórkę, no mówiłam ci - tam klimat jakiś morowy - nie to co tu..."&lt;/span&gt; nie mogła Śliwka przestać. Mało tego - ciągle rosła, nabierała koloru i zachwalała jak jej dobrze. Najlepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu Śliwka nie wytrzymała. W największej tajemnicy, o północy zwierzyła się sąsiadce: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"wiesz, u nas to może najlepiej, może i pięknie rosnę, wyglądam cudnie, ale mnie to tak jakby coś zrzerało od środka, jakby co raz więcej mojego ciała wypełniało inne ciało, jakby się moja pestka, me serce ode mnie oddzielało, jakby coś we mnie gniło..."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nad ranem nieco silniejszy podmuch wiatru delikatnie smagnął Śliwkę. Zachwiała się, zakręciła, odpadła od swojego ogonka i najgłośniej jak zdołała zawołała "Pan dał, Pan wziął!! Pokornie opadła na Ziemię.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-3277973663745703999?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/3277973663745703999/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=3277973663745703999' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3277973663745703999'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3277973663745703999'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/07/bananowy-jest-po-prostu-ywot-mj-liwka.html' title='bananowy jest po prostu żywot mój - Śliwka'/><author><name>po prostu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04280825990283045011</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9L0polqgdSw/TTBf_LOc2pI/AAAAAAAAEOE/LGnrWUG4fhU/S220/glig.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-2433249751107074635</id><published>2008-07-05T13:34:00.002-06:00</published><updated>2008-07-05T13:56:15.346-06:00</updated><title type='text'>72</title><content type='html'>But there's a trapdoor in the sun..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale tak się to właściwie wszystko kończy, a wypadałoby nadać jakiś początek, który i tak sam w sobie prowadzi do końca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdego dnia stał na rogu patrząc na zgarbionego starca, dzięki któremu zazwyczaj wiedział, w którą stronę się udać, żeby nie natknąć się znowu na ślepy zaułek. Starzec odziany w prochowiec i trochę więcej lat doświadczenia niż on sam, garbił się na przecięciu dróg, tuż przy przejściu dla pieszych. W ręku trzymał ostry metalowy przedmiot, który co jakiś czas wkładał w prawą gałkę oczną, przekręcając go w jedną bądź drugą stronę. Następnie wyciągał z kieszeni kawałek kartki i swoje ulubione czarne pióro, którym coś szybko bazgrolił. Starzec miał kiedyś swój zespół muzyczny, który jednak nie odważył się wyjść poza przysłowiowy szereg i zaistnieć publicznie. Po tamtych doświadczeniach zostały mu kruszące się wspomnienia oraz parę myśli raz na jakiś czas, i dawnym nawykiem zapisywał je, by potem odczytywać przypadkowym przechodniom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kolejnym przekręceniu metalowego przedmiotu, nasz bohater odszedł w swoją, wiadomą już stronę. Przystanek autobusowy - 72 autobusy do tego właściwego, numer 72, 72 osoby z bardziej zjechaną psychiką niż jego, 72 myśli pozostałe do wyczerpania zapasu, 72 przeżegnania przed kaplicą, by uniknąć złego uroku. 72 - tyle razy na minutę krew obiega organizm ludzki. 72 przekleństwa, żeby o tym wszystkim zapomnieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracał do domu na czworakach, bo na plecach siedziała mu kobieta z długimi, tłustymi włosami, szukająca swojego dzi&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ec&lt;/span&gt;iństwa zagubionego wraz z ojcem, który wyruszył w świat szukać swojej drugiej półkuli mózgowej, w której zapisane miał odpowiedzi na nurtujące go pytania. Wreszcie, po przyjściu do domu, rozsiadł się wygodnie na podłodze, i wlepił wzrok w czarną ścianę przed nim. Co chwila słyszał szybki tupot przebiegających za jego plecami karłów, w których pochował swoje nadzieje na bycie normalnym. (Zabierzcie ludziom ich chorą psychikę, a zostanie pustka i nagość, która się już sama nie obroni). Zakupionym wcześniej mazakiem zaczął dopisywać na ścianie dalsze fragmenty swojej nowej książki o braku twórczej weny. Po zakończeniu wziął swoją dzienną dawkę 72 tabletek i wyszedł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starzec stał na rogu, tam gdzie zwykle. Na widok naszego bohatera wyjął metalowy przedmiot i wbił go sobie w oko. Przekręcił dwukrotnie w prawo, jakby chcąc otworzyć jedną z tych kłódek na szafkach, znanych z amerykańskich filmów.  Następnie odsunął się i zrobił miejsce dla swojego gościa. Ten z kolei postał chwilę, po czym spokojnie wyjął z kieszeni ostry metalowy przedmiot, i wbił go precyzyjnie w oko. Przekręcił dwukrotnie w lewo i nie widział już pułapki w słońcu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I know the pieces fit, cuz I watched them fall away.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-2433249751107074635?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/2433249751107074635/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=2433249751107074635' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2433249751107074635'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2433249751107074635'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/07/72.html' title='72'/><author><name>cainte</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15679981582141038441</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-1787251098793137037</id><published>2008-07-02T16:05:00.003-06:00</published><updated>2008-07-02T17:16:43.187-06:00</updated><title type='text'>bananowy jest po prostu żywot mój - Maria</title><content type='html'>Gdy wzeszło słońce Maria kończyła parzyć swą poranną aromatyczną kawę. Czynność rutynowa, powtarzana od lat, dziś, jutro, pojutrze wykonana dokładnie tak samo jak dziś wczoraj, przedwczoraj. Ot co: od lat ten sam metalowy,  brzęczący imbryk, 2 łyżeczki kawy, łyżeczka kardamonu wymieszana z imbirem i zawsze ta sama idealna ilość miodu dodawana do filiżanki po zakończonym rytuale. A potem... tak, potem też jak zwykle. Ciepło poranka przyjęte na schodach przed chałupą, z palcami oplecionymi wokół kawowego kubka, z zapatrzeniem w mętną ciecz. I mętne życie.&lt;br /&gt;"Rytuał - rutyna. Rutynowość - rytualność.  życia codziennego choćby".&lt;br /&gt;Z zamyślenia wyrwał Marię niespodziewany podmuch ciepłego wiatru, delikatnie smagnął po nogach, zadarł kiecke, przytulił. Maria uśmiechnęła się. Cichutko, delikatnie, nieznacznie. Zapachniało świeżymi owocami. I lawendą. "Jakie to szczęście mieć taki czas, takie miejsce. Jak dobrze tak nic nie musieć z rana, a i potem pięknie jest chcieć a nie musieć." Pomału Maria odrywała wzrok od fusów. Tam kryła się ta niebezpieczna myśl do której nigdy i nikomu się nie przyznała. Tym szybciej zaczepiła myśli na okalającym ją sadzie "jak pięknie w tym roku obrodziły śliwy... "&lt;br /&gt;W porannym zachwycie poszła Maria do sadu. Przy nodze dumnie kroczył pies sąsiadów, rzuciła mu nawet patyk i krzyknęła "aport" a sama zjadła kilka dorodnych śliwek. Kilka innych tylko podrzuciła i nie siląc się na ich złapanie zostawiła potłuczone na ziemi. Jeszcze raz spojrzała w niebo, okręciła się na pięcie tak, by zawirowała jej spódnica i w rytualnym amoku kierowała się w stronę domu. "pięknie, pięknie, pięk-nieeeeee" powtarzała w myślach.  "rytualnie jest dobrze, rutynowo  jest źle"  podrzuciła kolejna śliwkę i weszła do domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maryśka musiała wykonać czynność rutynową - Maryśka poszła srać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-1787251098793137037?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/1787251098793137037/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=1787251098793137037' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1787251098793137037'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1787251098793137037'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/07/bananowy-jest-po-prostu-ywot-mj-maria.html' title='bananowy jest po prostu żywot mój - Maria'/><author><name>po prostu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04280825990283045011</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9L0polqgdSw/TTBf_LOc2pI/AAAAAAAAEOE/LGnrWUG4fhU/S220/glig.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-2652663280119510225</id><published>2008-07-01T14:23:00.003-06:00</published><updated>2008-07-01T14:57:09.448-06:00</updated><title type='text'>bananowy jest po prostu żywot mój - Robaczek</title><content type='html'>Zrobił kolejny ruch by wygodnie ułożyć się w tej ciasnej przestrzeni miedzy kamiennie zimną pestką a pysznym miąższem. Uparcie wyżerał miąższ by powiększyć sobie tą klaustrofobiczną przestrzeń. Żarł i żarł i sunął na przód okręcając swe wałeczkowate, obrzarte cielsko wokół pestki. "czy ktoś tu kurwa jeszcze jest? Czy ktoś mi pomoże? Skąd ja sie tu w ogóle i do cholery wziąłem, dlaczego wszędzie jest tak ciasno i ciemno,  czy to się kiedyś skończy, czy jest stąd  jakieś wyjście... ???" myślał sobie robaczek i sunął jak sądził na przód.&lt;br /&gt;Czasami wydawało mu sie, że ta jego planeta obróci się, czasem że z czymś się zderzy, czasem jakby podskoczy. Gdy już nie mógł myślał, że musi być stąd wyjście i musi być choćby jedna istota mu podobna. Więc nadal wżerał się w miąższ i sunął, szukał, sprawdzał, próbował. I nadal nic się nie zmieniało.&lt;br /&gt;Robaczkowi się tylko mogło wydawać.&lt;br /&gt;Robaczek zamknięty wewnątrz nie mógł wiedzieć ani tego, że jego planeta to dorodna, dojrzała śliwka węgierka;&lt;br /&gt;nie mógł wiedzieć również tego, że jest doskonale kulista z jednym niewielkim rowkiem na powierzchni i małą, ślepą dziurką po ogonku;&lt;br /&gt;tak samo nie mógł wiedzieć że krąży ona wśród tysiąca sobie podobnych.&lt;br /&gt;Robaczek nie wiedział też wielu innych rzeczy.&lt;br /&gt;Robaczek wierzył, żarł i cały czas sunął.&lt;br /&gt;Sunął, sunął, sunął, ciągle żarł i sunął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tak długotrwałej monotonii przyszedł czas na jeszcze głębszą logikę. "Kurwa" pomyślał Robaczek. "Kurwa, jem i jem, idę i idę, ciągle ciemno, ciągle ciasno i kurwa ciągle nikogo" "jem, wydalam i grzęznę już we własnych odchodach, ocieram sie o własne spasione ciało i kurwa ciągle nie wiem gdzie jestem i po co jestem" "już kurwa nigdzie nie idę, pierdolę nie idę" to Robaczek postanowił stanowczo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Robaczek więc przystanął, jeszcze bardziej poczuł w jak śmierdzącej atmosferze przyszło mu żyć, jeszcze bardziej poczuł, że i tak stąd się nie wydostanie i ze zupełnym spokojem owinął swoje grube ciało wokół pestki. Owinął i nic zupełnie już miało go nie obchodzić...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-2652663280119510225?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/2652663280119510225/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=2652663280119510225' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2652663280119510225'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2652663280119510225'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/07/bananowy-jest-po-prostu-ywot-mj.html' title='bananowy jest po prostu żywot mój - Robaczek'/><author><name>po prostu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04280825990283045011</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9L0polqgdSw/TTBf_LOc2pI/AAAAAAAAEOE/LGnrWUG4fhU/S220/glig.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-6448247319306558674</id><published>2008-06-30T14:25:00.003-06:00</published><updated>2008-06-30T14:48:32.569-06:00</updated><title type='text'>Lot zakończony dysfunkcją oka</title><content type='html'>&lt;span&gt;Głuchy, metaliczny odgłos wyrwał ją z koszmarnego snu. Powoli starała się rozruszać zdrętwiałe powieki. Niby prosta czynność, ale udało się tylko połowicznie, lewe oko ani drgnęło zlepione jakąś podejrzaną substancją pokrywającą rzęsy. Przez kilka minut walczyła jeszcze z oporną materią, jednak nie widząc efektów dała za wygraną.&lt;br /&gt;- Gdzie ja, do diabła, jestem?  - pomyślała rozdrażniona&lt;br /&gt;Prawym okiem starała się nerwowo wyłowić jakieś charakterystyczne elementy otoczenia. Niestety, jedyne co udało jej się dostrzec - to szara, ciągnąca się w nieskończoność  przestrzeń. Chwilę zajęło jej uzmysłowienie sobie, że patrzy na sufit, miejscami pokryty plamami pleśni, miejscami pozbawiony fragmentów tynku, przeorany szczelinami rozgałęzionymi jak nerwy liścia.&lt;br /&gt;Stopniowo zaczęły docierać do niej również podejrzane odgłosy... jęki, nerwowe chichoty, krzyki... W ustach poczuła dziwny posmak jakby tabletek albo jakichś innych środków chemicznych. To, co nie dawało jej spokoju, to ten trudny do zidentyfikowania intensywny zapach. Przesunęła źrenicę odrobinę na bok i zauważyła wbitą w dłoń kroplówkę, a wokół wbicia zaschniętą krew. Potężny dreszcz przeszył jej pokaleczone ciało, już wiedziała... ten niepokojący, chemiczny, ściskający wnętrzności zapach, to nic innego jak zapach fenolu, dokładnie tak pachnie szpital.&lt;br /&gt;- O.K.  - pomyślała z satysfakcją - teraz pora, żebyś przypomniała sobie jak się tu znalazłaś.&lt;br /&gt;Tok jej myśli zakłóciło jednak pojawienie się barczystej kobiety o wysuniętym podbródku. Niechybnie była to siostra przełożona. Kobieta nie należała do najurodziwszych, a posturą przypominała raczej NRD-owskiego sztangistę na dopingu. Przez chwilę świdrującym wzrokiem przyglądała się pacjentce owiniętej od stóp do głów w bandaże, po czym energicznie zaczęła gryzmolić w karcie zdrowia wiszącej na oparciu łóżka.&lt;br /&gt;- Odwiedziny - bąknęła w końcu przez zaciśnięte zęby.&lt;br /&gt;Po chwili przy łóżku pojawiło się dwoje osobników - kobieta i mężczyzna. Ona, w błękitnej przykrótkiej sukience, różowej szmince obficie nałożonej na usta  i z burzą rozwianych kasztanowych loków, on - w znoszonym, bezbarwnym garniturze, w prawym ręku trzymał kilo pomarańczy zawiniętych w gazetę Le Monde. Przedstawił się jako Trelkovsky.&lt;br /&gt;Nie miała pojęcia kim są. Jedyne co mogła, to obserwować ich swoim prawym sprawnym okiem (lewe nadal nie wykazywało chęci do współpracy z właścicielką) i czekać na rozwój wypadków.&lt;br /&gt;Nieznajomi chwilę siedzieli w milczeniu, po czym kobieta odziana w błękity wybuchła nerwowym płaczem i zaczęła wyrzucać z siebie dziki potok słów będących po trochu litanią narzekań, pretensji i łzawych wspomnień.&lt;br /&gt;- Biedaczka, leży tutaj zupełnie sparaliżowana i samiuteńka jak palec! A pamięta pan, jak bardzo lubiła podróże na Lazurowe Wybrzeże i powieści Michaela Zevaco, nie dalej jak w ostatni czwartek mówiła mi, że chce sobie kupić czwartą symfonię Beethovena w wydaniu klubowym, nie znosiła zwierząt, uwielbiała amerykańskie filmy z happy endem, potwornie bała się utyć, była taka szczęśliwa... Simone, dlaczego?! – wykrzyknęła histerycznie na sam koniec i wtuliła się w klapę marynarki siedzącego obok mężczyzny, wytrącając mu przy okazji z rąk pomarańcze, które poturlały się pod sąsiednie łóżka.&lt;br /&gt;"Simone"– na dźwięk tego imienia, w głowie poturbowanej kobiety, momentalnie pojawił się ciąg nakładających się na siebie obrazów...&lt;br /&gt;Mieszkanie na ulicy Pirenejów, czekolada wypijana codziennie rano w pobliskiej kawiarence, zapach i smak Gitanów bez filtra, refren ulubionej piosenki Pierra Lamoureux ("Charakter ciężki masz, lecz to jest sekret nasz"), dziwni współlokatorzy zamieszkujący jej kamienicę (z panem Zy na czele), siekacz zawinięty w kawałek waty i schowany w dziurze za szafą, stopniowo narastające uczucie zaszczucia i bezradności, pogarszająca się depresja i coraz donośniejsze głosy w głowie, w końcu skok z trzeciego piętra i szklany daszek poniżej, który zamortyzował upadek.&lt;br /&gt;- Cóż, Simone Choule, znowu Ci się nie poszczęściło... Ale, moja droga, nie możesz zaprzeczyć, że całkiem Ci do twarzy w tym wdzianku z bandaży – pomyślała przymykając zmęczoną powiekę.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-6448247319306558674?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/6448247319306558674/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=6448247319306558674' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6448247319306558674'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6448247319306558674'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/06/lot-zakoczony-dysfunkcj-oka.html' title='Lot zakończony dysfunkcją oka'/><author><name>aveda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04073614777129749942</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-1928607273651122848</id><published>2008-06-27T10:34:00.002-06:00</published><updated>2008-06-27T10:36:19.373-06:00</updated><title type='text'>z cyklu: polska kolonia na marsie - niedziela</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SGUW7452hyI/AAAAAAAAAA0/6FLMmtyrXNA/s1600-h/polska+niedziela+na+jowiszu.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SGUW7452hyI/AAAAAAAAAA0/6FLMmtyrXNA/s320/polska+niedziela+na+jowiszu.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216600961521714978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-1928607273651122848?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/1928607273651122848/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=1928607273651122848' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1928607273651122848'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/1928607273651122848'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/06/z-cyklu-polska-kolonia-na-marsie.html' title='z cyklu: polska kolonia na marsie - niedziela'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SGUW7452hyI/AAAAAAAAAA0/6FLMmtyrXNA/s72-c/polska+niedziela+na+jowiszu.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-7215405355917121156</id><published>2008-06-23T04:25:00.003-06:00</published><updated>2008-06-23T04:32:14.343-06:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>napisałam posta, ale znikł. przepadł. niemniej był o równonocy letniej i całej magii początku i końca - tak na początek pomyślałam, ze dobry będzie. skończył się nim zaistniał (publicznie) - trochę szkoda ale ostatecznie to wasza strata - drugiego takiego nie będzie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;z mojej strony obiecuję postarać się nie mylić więcej miejsc na ekranie, które TRZEBA przycisnąć by zaistnieć na czarnym tle białymi literkami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;po tej przygodzie witam się tu i wszystkich tu w taki sposób&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-7215405355917121156?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/7215405355917121156/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=7215405355917121156' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7215405355917121156'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7215405355917121156'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/06/napisaam-posta-ale-znik.html' title=''/><author><name>po prostu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04280825990283045011</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9L0polqgdSw/TTBf_LOc2pI/AAAAAAAAEOE/LGnrWUG4fhU/S220/glig.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-3843657656826228019</id><published>2008-06-23T03:52:00.003-06:00</published><updated>2008-06-23T04:36:09.114-06:00</updated><title type='text'>co się dzieje świat się wali, co się dzieje świat sie pali</title><content type='html'>... podbiegł do ognia i przykucnął przy mocno rozbawionym już towarzystwie. lisiowydłużona twarz (morda byłaby lepszym określeniem) zabłysła chytrymi oczkami a przysiwiałe rude włosy nabrały ognistej barwy. przysiadł i zaczął iskać swoją czuprynę pod pachami. nikt nie zwracał na niego uwagi. nikt nie zauważył jego przybycia. nikt nie odezwał się do niego ni słowem. nikomu nie przeszkadzały puszczone w tan, uwolnione spod jego pach pchły. gdy skończył się iskać leniwie się podniósł. wyszedł poza oświetlony dogasającym ogniskiem krąg, zawył, 12 razy okrążył ogień, znów zawył, wzniósł się w powietrze, dorzucił do żaru rutki, i krążył ponad ciałami obecnych.  obserwował. dorzucił arcydzięgielu i wzbił się jeszcze wyżej. gdy odleciał w powietrzu unosił się eteryczny śpiew. jego już to nie obchodziło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tymczasem we wsi ludzie zebrali się pod zamkniętym kościołem,  babuszki owinięte  otrzymanymi od babek, prababek, prarababek itd. chustami zanuciły 'o Maryjo cudna pani...'&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tymczasem na wzgórzu spłonęły już wianki, białe szaty zmieniły kolor a nad wsią magicznie unosiła się inna pieśń ' u jana jana kupala diewoćzka chochora spotkala...'&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a on krążył ode wsi do wsi, od płota do płota, od wzgórza do wzgórza, przysiadał na kominie, to na płocie, tu przy żarze,  tam  pod gruszą,  pod jabłonią,  czasem na czyiś ramionach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;niósł w świat zapomnienie&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-3843657656826228019?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/3843657656826228019/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=3843657656826228019' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3843657656826228019'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3843657656826228019'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/06/co-si-dzieje-wiat-si-wali-co-si-dzieje.html' title='co się dzieje świat się wali, co się dzieje świat sie pali'/><author><name>po prostu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04280825990283045011</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_9L0polqgdSw/TTBf_LOc2pI/AAAAAAAAEOE/LGnrWUG4fhU/S220/glig.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-7277266738077645664</id><published>2008-06-21T15:52:00.001-06:00</published><updated>2008-06-21T15:53:27.216-06:00</updated><title type='text'>Pytanie na dzień dobry</title><content type='html'>czy nie uważacie, że admin ulepszył zdecydowanie wersję czasową tegoż bloga?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-7277266738077645664?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/7277266738077645664/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=7277266738077645664' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7277266738077645664'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/7277266738077645664'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/06/pytanie-na-dzie-dobry.html' title='Pytanie na dzień dobry'/><author><name>włóczka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02509862390186293500</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_fdC8bDJSBpk/TPbbW9AD72I/AAAAAAAAMJo/Z4iMoG3syJ8/S220/IMG_3440.JPG'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-6874929808866447929</id><published>2008-06-21T10:40:00.002-06:00</published><updated>2008-06-21T10:45:12.290-06:00</updated><title type='text'>Tfu.</title><content type='html'>Splunął uroczyście na bruk.&lt;br /&gt;Bruk był szary i kamienisty.  &lt;br /&gt;Nad brukiem unosiła się mgła. Mętna, zielona, brudna mgła.&lt;br /&gt;A przed nim kolejne miejsce kolejnych zbrodni.&lt;br /&gt;A nad nim. &lt;br /&gt;A nad nim szyld.&lt;br /&gt;Nad szyldem dach.&lt;br /&gt;Nad dachem niebo.&lt;br /&gt;A na szyldzie napis wygięty wyczerniały i najwyraźniej wypalony:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;KLANCYK&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jasny pierunie, cóż to może znaczyć, pomyślał idiota potykając się w ciemności o schodek przed wejściem.&lt;br /&gt;Nieważne.&lt;br /&gt;Wszedł.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-6874929808866447929?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/6874929808866447929/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=6874929808866447929' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6874929808866447929'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/6874929808866447929'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/06/tfu.html' title='Tfu.'/><author><name>włóczka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02509862390186293500</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_fdC8bDJSBpk/TPbbW9AD72I/AAAAAAAAMJo/Z4iMoG3syJ8/S220/IMG_3440.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-4879263036898236072</id><published>2008-06-19T15:35:00.000-06:00</published><updated>2008-06-19T15:36:55.807-06:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='świniobicie'/><title type='text'>Mastercard</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SFrRVGA2KcI/AAAAAAAAAAs/KFbhsqY-jBY/s1600-h/swinia.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SFrRVGA2KcI/AAAAAAAAAAs/KFbhsqY-jBY/s320/swinia.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5213709678956390850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-4879263036898236072?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/4879263036898236072/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=4879263036898236072' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/4879263036898236072'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/4879263036898236072'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/06/mastercard.html' title='Mastercard'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/SFrRVGA2KcI/AAAAAAAAAAs/KFbhsqY-jBY/s72-c/swinia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-3674545170435367592</id><published>2008-06-19T00:48:00.002-06:00</published><updated>2008-06-19T00:50:54.346-06:00</updated><title type='text'>Buenos Aires</title><content type='html'>Dzień dobry tylko powiedzieć chciałam na razie, gdyz ze wzgledu na chwilowy brak wolnego czasu w czasie, wiecej napisac w tej chwili nie moge.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Witam!!&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-3674545170435367592?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/3674545170435367592/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=3674545170435367592' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3674545170435367592'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/3674545170435367592'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/06/buenos-aires.html' title='Buenos Aires'/><author><name>melon gibson</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06936180550623044101</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-5163962402627681009</id><published>2008-06-16T15:58:00.002-06:00</published><updated>2008-06-16T16:03:37.005-06:00</updated><title type='text'>Nie dotyczy Boruty bez pity</title><content type='html'>Kółka roweru kręciły się jak zwykle o tej porze dość jednostajnie wydając z siebie cichy terkot klamerki ocierającej się o szprychy. Dynamo dawało z siebie tyle energii, na ile było je stać.&lt;br /&gt;- PEDAŁY KURWA! - Pomyślał Robert i zaczął pedałować intensywniej. Dało to dość znaczący efekt w postaci zmiany środowiska czaso-przestrzennego położenia jego i rowera względem wszechświata. Jaże jednak było to złudne... Gdyby Robert wiedział, że kręci się w kółko, na pewno nie zrobiłby nic, bo przecież tak naprawdę wiedział, tylko nie chciał się do tego przyznać sam przed sobą. A kręcił się w kółko od zawsze.&lt;br /&gt;Pan Bohdan z drugiego piętra wiedział o tym dobrze. Obserwował Roberta od wielu lat, odkąd Robert zaczął sam chodzić i sam bawić się przed domem. Pan Bohdan to w ogóle dużo widział, w szczególności zaś upatrzył sobie, nie wiedzieć czemu, Roberta. A Robert był po prostu zwykłym chłopczykiem, z czasem chłopcem, a obecnie mężczyzną. Kiedyś będzie takim samym staruszkiem jak Pan Bohdan, ale Robert nie dopuszczał do siebie tej myśli. On jeździł na&lt;br /&gt;rowerze i myślał, że tak będzie zawsze. Jazda pozwalała mu zapomnieć o wszystkim, nawet o samej jeździe, o tym, że jeździ by zapomnieć i o tym, że w ogóle jeździ. W ogóle rower był ważnym elementem życia Roberta. Był z nim od zawsze. Jako chłopczyk wychodził na rower, później zaczął jeździć dalej i dalej, ale zawsze wracał, zawsze zataczał koło. To było więcej niż nałóg, to był sens jego życia. Robert Rowert Rower. Stawali się jednością i nienawidzili się jednocześnie. Rower nienawidził Roberta, za to, że ten na nim jeździł, Robert zaś nienawidził Rowera, za to, że nie potrafił się od niego uwolnić. Jednocześnie kochał go, dlatego go smarował, konserwował i czyścił jego tryba. Namiętnie wygrzebywał błoto z trybów łańcucha i rowków bierznika. O wszystkim tym wiedział dobrze Pan Bohdan, doświadczony przez życie - w końcu sam miał kiedyś rower.&lt;br /&gt;- TAAAK... to był rower...trzy przerzutki, bagażnik i stopka. Jak na tamte czasy był to naprawdę dobry rower. - Pan Bohdan rozmarzył się myśląc o swym rowerze. Trwał tak przez chwilę, aż w końcu otrząsnął się zdecydowanym trzepnięciem się pompką rowerową w czoło.&lt;br /&gt;- TY STARY, GŁUPI RAMOLU!!! - powiedział głośno do siebie, tak, by nie było wątpliwości, że nie dosłyszał własnych słów. - już zapomniałeś do czego doprowadził cię ten rower?&lt;br /&gt;To fakt, pan Bohdan pewnego deszczowego dnia podstępnie zwabił swój rower nad staw, niby to na wycieczkę i nagłym, zdecydowanym ruchem zepchnął go w toń, w której odbijające się gwiazdy na krótką chwilę zawirowały od kółek fal tonącego roweru i kilku kulistych bąbelków ostatniego jego westchnięcia.&lt;br /&gt;- I tak w kółko i w kółko - powiedział pan Bohdan patrząc na Roberta jeżdżącego ma swym rowerze dookoła domu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-5163962402627681009?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/5163962402627681009/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=5163962402627681009' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5163962402627681009'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5163962402627681009'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/06/nie-dotyczy-boruty-bez-pity.html' title='Nie dotyczy Boruty bez pity'/><author><name>phator</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13966462306856367603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-2884543195334345259</id><published>2008-06-16T13:57:00.002-06:00</published><updated>2008-06-16T14:07:24.719-06:00</updated><title type='text'>Nowo przybyła</title><content type='html'>Patajpatatajpatatajpatataj prrrrr.... Głośno stukając ostrogami zsiadła z cholernie niewygodnego siodła, kupionego przed tygodniem na wyprzedaży u Paco Nadaremnika. Niestety, na lepsze nie było jej na razie stać z prostej przyczyny - zaledwie kilka pesos w kieszeni i zastój w interesach nie pozwalał na zbytnią rozrzutność. Spod półprzymkniętych powiek przyjrzała się okolicy... oprócz kundla obsikującego ciepłym moczem stojące w centrum placu spróchniałe drzewo i wyliniałego sępa na pobliskim dachu, miasteczko wyglądało na wymarłe, jedynie na moment zza rogu jednej z rozpadających się hacjend wyłonił się przykurczony osobnik w przetartych skarpetach założonych do mało gustownych sandałków, jednak na widok nieznajomej o bladej cerze i chorobliwie błyszczących oczach znikł szybciej niż się pojawił w labiryncie uliczek biegnących ku peryferiom miasta.&lt;br /&gt;Nieznajoma leniwie splunęła przez lewe ramię, po czym szpetnie zaklęła, w sumie bez powodu, ot taki niewinny rytuał, by przywitać nowy dzień. A ten zapowiadał się wyśmienicie - wiatr wiał w kierunku Kawuru, a ze wschodu nadchodziła potężna burza piaskowa. Kobieta wyjęła z kieszeni fragment zapisanego niechlujnym pismem papieru, przyjrzała się jeszcze raz rozchwianym literom i bezgłośnie poruszając ustami ponownie odczytała otrzymane kilka dni temu zaproszenie.&lt;br /&gt;- To tutaj - wyszeptała, po czym zdecydowany ruchem pchnęła stalowe drzwi, przed którymi stała, a na których ktoś czcionką Arial wydrukował napis KLANCYK.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dygam lewym odnóżem i witam wszystkich&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-2884543195334345259?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/2884543195334345259/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=2884543195334345259' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2884543195334345259'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2884543195334345259'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/06/nowo-przybya.html' title='Nowo przybyła'/><author><name>aveda</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04073614777129749942</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-2976956257217061156</id><published>2008-06-14T16:08:00.000-06:00</published><updated>2008-06-14T16:10:51.072-06:00</updated><title type='text'>Zasady pisania na blogu.</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;No więc drodzy współautorzy!&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Jako że przypadła mi w spadku rola admina, muszę wytyczyć pewne zasady co wolno a czego nie wolno żeby nie było później jakichś niedomówień jak np. na mniemaniu, czy mniemaniu jak zwał tak zwał ale wszyscy raczej wiedzą o co chodzi.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;A więc:&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;1. Można pisać wszystko, o wszystkich, na każdy temat&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;2. Można, a nawet czasem trzeba choć nie jest to wymóg przeklinać bluzgać ect.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;3. Można krytykować admina – żadne skutki w postaci wywalania współautorów czy blokowania komentarzy nie wchodzą w grę – mam nadzieję że to jasne.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;4. Zapraszamy wszystkich do komentowania – nawet najgłupszy komentarz od Maciusia będzie okazją do wyzywania kogoś i wyśmiania.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;5. Szczególnie zapraszamy do komentowania ekipę z niemania (rym) – ich się najlepiej wyzywa i wyśmiewa – ale to wiemy&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;6. Bardzo szczególnie – a nawet najszczególniej zapraszamy do komentowania admina niemania aldarona z powodów wymienionych w punktach 4 i 5.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;7. Mile widziane wysublimowane artystycznie teksty - ale to akurat to my mamy we krwi... .&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Tyle tytułem ustalenia braku ustaleń, zakazów, nakazów i chuj tam jeszcze wie czego.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Po prostu piszcie co wam klawiatura na ekran przyniesie.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Miłej zabawy eks drobinkowcy!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-2976956257217061156?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/2976956257217061156/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=2976956257217061156' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2976956257217061156'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/2976956257217061156'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/06/zasady-pisania-na-blogu.html' title='Zasady pisania na blogu.'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9106514218586412949.post-5269695125375597846</id><published>2008-06-14T15:21:00.002-06:00</published><updated>2008-06-14T15:25:05.294-06:00</updated><title type='text'>Były drobinki jest klancyk...</title><content type='html'>Tak tak, dziś ja jestem dziadkiem - jak głosił niegdysiejszy slogan reklamowy, ale faktycznie trochę czuję się jak blogowy dziadek. Skończył się bowiem pewien etap blogowania na dro, być może w ogóle nic tu już nie napiszemy, ale mam nadzieję że jednak jeszcze cuś powstanie warszawskie.&lt;br /&gt;To tyle tytułem wstępu, mam nadzieję że spotkamy się na tej stronce raz jeszcze i raz jeszcze zaczniemy od nowa. I to by było na tyle&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9106514218586412949-5269695125375597846?l=klancyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://klancyk.blogspot.com/feeds/5269695125375597846/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9106514218586412949&amp;postID=5269695125375597846' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5269695125375597846'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9106514218586412949/posts/default/5269695125375597846'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://klancyk.blogspot.com/2008/06/byy-drobinki-jest-klancyk.html' title='Były drobinki jest klancyk...'/><author><name>emerwu</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07950084762379898179</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7A4Li1-qo/S-F5EMwqlbI/AAAAAAAAArE/Dw8CLD_C82g/S220/27419_100000003431022_3663_q.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
