wtorek, 10 listopada 2009

Zjeby 2



































poniedziałek, 2 listopada 2009

Zjeby










niedziela, 12 lipca 2009

Słuchajcie, nie piszmy tak dużo postów, bo nie nadążam z czytaniem.

środa, 15 kwietnia 2009

a skoro fisz to...

Zapukaj cicho puk puk puk
do moich antywłamaniowych drzwi,
patrz piórka mam zlepione całe...
Leżę tu pod stołem w kuchni,
szukam w całym czarnych dziur,
jak w żółtym serze...
Przyjedź...
to się nawrócę...
to uwierzę jeszcze raz...
Halo mi tu szaro...
Halo szaro tu mi...
Halo mi tu szaro...
Halo szaro tu mi...
Przyjedź...
pójdziemy do zoo na słonie, wieloryby,
gdzie rozwydrzone dzieci krzyczą...
I nie pal tyle tytoniu, nie wdychaj,
jestem wrogiem nikotyny,
a zimą to szczególnie jestem wrogiem...
Przyjedź...
to się nawrócę...
to uwierzę jeszcze raz...
Przywieź mi obrazki ładne,
książki mądre i słodycze,
albo landrynkową piękną śmierć...


pasuje jak ulał. tym bardziej, że wiosna. tym bardziej, że podróżniczo świat woła. tym bardziej, że...
uwielbiam tą piosenkę.

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

czas bez myśli własnych - tworzywo sztuczne

Wyciągam wiśnie swoim długim językiem
Pogubiony w tej przestrzeni niepoznanej
Czerwone wiśnie, kuleczki pykające na raz: pykk pykk
W każdym takim owocu, wyhodowanym przez jakąś moc pozaziemską,
Zamiast pestki ukrywa się kochlik
Świecący na kolor pomarańczy
Nigdy mi coś takiego nie powyrastało, przysięgam, że nigdy
Może kiedyś jakiś kaktus
Na pomarszczonej dłoni
Lewej
Zapowiadał się kilkakrotnie
Chociaż i tak nic z tego nie było.
No i te słynne na cały świat rogi w okolicach czoła
A tak poza tym to wyrasta sobie to,
co każdemu człowiekowi wyrastać powinno
A tu nagle ni stąd, ni zowąd
Wiśnie
Piękne, czerwoniste, a właściwie wiśniowe
Bo taki kolor jest i istnieje w książkach zapisany
Wiem od czego te kochliki, te piękne zapachy, te słodkie miąższe,
Przeróżne barwy i smaki
Dzisiaj tak deszczowo, tak nie - niebiesko i nie - zielono
Tylko taka mgła, jakby niebo zaparowało
Od nadmiernego chuchania
I także Księżyca nie widać, i mi też tak ciemno
To nie przez żarówkę, co pękła drucik świetlny
Ani nie przez świeczkę, co się znikła
Leżę sobie i wiśnie mi pykają wokół serca
Pyk pyk
To nie pestki, tylko kochliki wydostają się na zewnątrz

A teraz jest już po godzinie 23
Leżę sobie w pozycji embrionalnej
A tu nagle z nieba zaczynają spadać pomarańcze
Wyjrzałem przez okno lekko niedowierzając
Na oko lewe, jak i prawe
Plask plask
Rozpryskują się na karoseriach samochodów zagranicznych marek
Plask plask
Lądują niczym lądowidła na szyldach reklamowych
Uderzają podobno w budkę
Z zapiekankami tej zaraz przy Pałacu Kultury
Łup Łup
Pomarańczowy miąższ rozpryskuje się
Na popękanych płytach chodnikowych
Pac pac
Kałuże przybierają pomarańczowy odcień,
Którym otulają szarobury asfalt

Kiedy piszę ten list do Ciebie,
Ulicami płynie 100 % naturalny sok pomarańczowy
Tak sobie środkiem ulicy, tak na przekór, tak po prostu
A ja sobie przez okienko obserwuję
Te zajścia nieziemskie
I kochliki mi wędrują po pokoju całym
A też w kolorze pomarańczy jak najbardziej
I pewnie chcesz wyjaśnień mego urojenia
Pewnie zapytujesz się o te dziwactwa
Które właśnie mają miejsce
Już się tłumaczę
Zaraz ci opowiem
Chodź tu bliżej
Wystaw uszko
Teraz szepczę na dobranoc prawdę całą

tekst nie wiem czyjego autorstwa ale własność tworzywa sztucznego, bardzo dobry tekst

czwartek, 12 marca 2009

Wypierdalaj




znalezione w profilu mojej kumpeli Syli, która ono znalazła w necie
w każdym razie dziękuję Sylka

niedziela, 8 marca 2009

Dzień Kobiet

Jak mówi wikipedia:
Dzień Kobiet
[edytuj]
Z Wikipedii
Skocz do: nawigacji, szukaj
Demonstracja sufrażystek w Nowym Jorku 6 maja 1912 r.
Plakat sowiecki z 1932 roku nawiązujący do święta 8 Marca. W tekście czytamy: "8 marca jest dniem rebelii pracujących kobiet przeciwko niewolnictwu kuchennemu" i "Precz z uciskiem i zaściankowością pracy domowej!"

Dzień Kobiet to coroczne święto obchodzone 8 marca, jako wyraz szacunku dla ofiar walki o równouprawnienie kobiet. Ustanowione zostało w 1910 roku.
Spis treści
[ukryj]

* 1 Historia
* 2 Dzień kobiet współcześnie
* 3 Organizacja Narodów Zjednoczonych a Międzynarodowy Dzień Kobiet
* 4 Organizacje wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet
* 5 Władze wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet
* 6 Uczelnie wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet
* 7 Przedsiębiorstwa medialne wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet
* 8 Zobacz też
* 9 Przypisy
* 10 Źródła

Historia [edytuj]

Początki Międzynarodowego Dnia Kobiet wywodzą się z ruchów robotniczych w Ameryce Północnej i Europie. Pierwsze obchody Narodowego Dnia Kobiet odbyły się 28 lutego 1909 r. w Stanach Zjednoczonych. Zapoczątkowane zostały one przez Socjalistyczną Partię Ameryki dla upamiętnienia odbywającego się rok wcześniej nowojorskiego strajku pracownic przemysłu odzieżowego, przeciwko złym warunkom pracy.

W 1910 roku Międzynarodówka Socjalistyczna w Kopenhadze ustanowiła obchodzony na całym świecie Dzień Kobiet, który służyć miał krzewieniu idei praw kobiet oraz budowaniu społecznego wsparcia dla powszechnych praw wyborczych dla kobiet. W konferencji udział wzięło ponad 100 uczestniczek z 17 krajów, w tym trzy kobiety po raz pierwszy wybrane do Parlamentu Fińskiego. Ustanowienie Dnia Kobiet zostało przyjęte w drodze anonimowego głosowania, bez ustalania dokładnej daty jego obchodów.[1]

19 marca 1911 roku po raz pierwszy Międzynarodowy Dzień Kobiet obchodzono w Austrii, Danii, Niemczech i Szwajcarii. Domagano się prawa kobiet do głosowania i obejmowania stanowisk publicznych, praw kobiet do pracy i szkoleń zawodowych oraz zaprzestania dyskryminacji w miejscu pracy. 25 marca tego samego roku 140 pracujących kobiet, głównie imigrantek z Włoch i Żydówek zginęło w wyniku pożaru fabryki Triangle Shirtwaist.[2]

W latach 1913-1914 podczas Międzynarodowego Dnia Kobiet odbyły się protesty przeciwko I wojnie światowej. Tego dnia święto było obchodzone po raz pierwszy w Rosji. Wiece odbyły się tam w ostatnią niedzielę lutego, co według kalendarza gregoriańskiego miało miejsce 8 marca. Tego dnia Dzień Kobiet obchodzony był w innych krajach.

W 1917 roku kobiety w Rosji zorganizowały strajki i protesty pod hasłem "chleb i pokój". Cztery dni później abdykował car, a rząd tymczasowy przyznał kobietom prawa wyborcze.[3]

Podczas rewolucji październikowej, feministka bolszewicka Aleksandra Kołłontaj, przekonała Lenina, do uczynienia tego dnia oficjalnym świętem w Rosji. Stało się tak, ale do 1965 roku było to święto pracy. 8 maja 1965 roku dekretem Prezydium ZSRR ustanowiono Międzynarodowy Dzień Kobiet, który był dniem wolnym od pracy "w celu upamiętnienia zasług kobiet sowieckich w konstrukcji komunizmu, w obronie ojczyzny podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, których heroizm i bezinteresowność na froncie i w wychowywaniu, a także zaznaczyć duży wkład kobiet w umacnianie przyjaźni między ludźmi i walkę dla pokoju"

Dzień kobiet współcześnie [edytuj]

Dzień Kobiet jest obecnie oficjalnym świętem w Albanii, Algieri, Armenii, Azerbejdżanie, Białorusi, Bośni i Hercegowinie, Brazylii, Burkina Faso, Kamerunie, Chinach, Kubie, Włoszech, Laosie, Kazachstanie, Kirgistanie, Macedonii, Mołdawii, Mongolii, Czarnogórze, Polsce, Rumunii, Rosji, Serbii, Tadżykistanie, Ukrainie, Uzbekistanie, Wietnamie i Zambii. Mężczyźni wręczają wtedy znajomym kobietom - matkom, żonom, partnerkom, koleżankom kwiaty i drobne podarunki. W niektórych krajach (jak Rumunia) dzień ten jest równoważny z dniem matki, podczas którego dzieci ofiarują drobne prezenty swoim matkom i babciom.

Po upadku Związku Radzieckiego świętowanie MDK zostało porzucone w Armenii. Zamiast tego, 7 kwietnia wprowadzono święto Piękna i macierzyństwa. Nowe święto stało się popularne pośród Armeńczyków i jest obchodzone jako upamiętnienie jednego z głównych świąt kościoła armeńskiego, zwiastowania. Ludzie świętują jednak również 8 marca. Dyskusja publiczna, której tematem były dwa Dni Kobiet przyniosła rezultat w postaci Miesiąca Kobiet, który trwa pomiędzy 8 marca i 7 kwietnia.

We Włoszech, kobiety obdarowywane są gałązkami akacji srebrzystej.[4][5] Akacje srebrzyste i czekolada są także najczęstszym prezentem w Rosji.

W Bośni i Hercegowinie, Bułgarii, Brazylii, Chorwacji, Czarnogórze, Rumunii, Mołdawii, Macedonii, Słowenii, Serbii i Węgrzech najczęściej dostają kwiaty. Czasami prezenty ofiarują swoim pracownicom również pracodawcy. Często obdarowane przez swoich uczniów zostają nauczycielki.

W Polsce święto było popularne w okresie PRL. Początkowo ofiarowywano goździki, a później tulipany. W latach 80. do popularnych podarunków dołączyły kwiaty. Obecnie corocznie odbywają się organizowane przez feministki manify, czyli demonstracje połączone z happeningiem na rzecz równego traktowania kobiet i mężczyzn. Prezentami zostają najczęściej kwiaty lub słodycze.

W krajach jak Portugalia czy Rumunia, częste jest, że noc 8 Marca grupy kobiet świętują na obiadach i przyjęciach "tylko dla pań"

Międzynarodowy Dzień Kobiet spotykał się z przemocą w Teheranie. 4 marca 2007 roku irańska policja pobiła sto osób, które planowały zgromadzenie. Policja zaaresztowała wiele kobiet. Niektóre z nich relacjonowały kilka dni później zamknięcie w odosobnieniu i przesłuchania. [6] Shadi Sadr i Mahbubeh Abbasgholizadeh oraz kilku innych aktywistów społecznych zakończyło 19 marca 2007 roku strajk głodowy.[7]

Organizacja Narodów Zjednoczonych a Międzynarodowy Dzień Kobiet [edytuj]

Podpisana w 1945 roku Karta Narodów Zjednoczonych była pierwszym międzynarodowym dokumentem potwierdzającym zasadę równości kobiet i mężczyzn. W ciągu sześćdziesięciu lat ONZ brała udział w opracowywaniu międzynarodowych strategii, standardów, programów i celów promujących podwyższanie statusu kobiet.

Organizacja Narodów Zjednoczonych i jej wyspecjalizowane agendy propagują równoprawne uczestnictwo kobiet w realizacji celów zrównoważonego rozwoju, pokoju, bezpieczeństwa i pełnego poszanowania praw człowieka. Problematyka uwłasnowolnienia kobiet znajduje się w centrum działań ONZ w dziedzinach społeczno - gospodarczo - politycznych na całym świecie.

Rok 1975 został ogłoszony przez ONZ Międzynarodowym Rokiem Kobiet. Dwa lata później, Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję, na mocy której Dzień Praw Kobiet i Pokoju na Świecie mógł być obchodzony w dowolnie wybranym przez Państwa Członkowskie dniu, zgodnie z tradycją danego kraju. Przyjmując rezolucję Zgromadzenie Ogólne uznało znaczącą rolę kobiet w rozwoju społecznym oraz procesach pokojowych. Wezwało również do zakończenia dyskryminacji oraz udzielenia większego wsparcia kobietom, aby mogły w pełni i na równych prawach uczestniczyć w życiu społeczno-politycznym.[8]

Organizacje wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet [edytuj]

* Aurora
* Feminist Peace Network
* IANSA Women’s Network
* ISIS Australia
* IWD Toronto Committee
* LeicestHERday Trust UK
* Revolutionary Association of the Women of Afghanistan (RAWA)
* UNIFEM and Women Watch (UN)
* UNESCO
* Światowe Stowarzyszenie Przewodniczek i Skautek

Władze wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet [edytuj]

* Władze Australijskie
* Władze Terytorium Stolicy Austaliskiej
* Władze Alberta w Kanadzie
* Władze Ontario w Kanadzie
* Władze Saskatchewan w Kanadzie
* Władze Nowej Południowej Walii w Australii
* Władze Nowej Zelandii
* Władze Queensland w Australii
* Władze Stanów Zjednoczonych
* Władze Walii

Uczelnie wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet [edytuj]

* Uniwersytet Bethlehem, Palestyna
* Uniwersytet Stanowy Boise, Idaho, Stany Zjednoczone
* Uniwersytet La Trobe, Bundoora, Australia
* London City & Islington College, Wielka Brytania
* Uniwersytet Fordham, New York
* Uniwersytet Monash, Australia
* Uniwersytet Kolorado, Stany Zjednoczone
* Uniwersytet Kansas, Stany Zjednoczone
* Uniwersytet Minnesota, Stany Zjednoczone
* Uniwersytet Vermont, Stany Zjednoczone
* Uniwersytet Zachodniego Sydney, Australia

Przedsiębiorstwa medialne wspierające Międzynarodowy Dzień Kobiet [edytuj]

* Aljazeera TV, Doha, Katar
* BBC, Wielka Brytania
* Bloomberg, Wielka Brytania
* Colorado Daily Newspaper, USA
* CNN, USA
* Guardian Newspapers Ltd, Wielka Brytania
* KUJH-TV, Kansas, USA
* Radio Prague, Czechy
* Russia Today, Rosja
* Women's Radio Fund, Vancouver, Kanada

Zobacz też [edytuj]

* Dzień Matki
* Dzień Ojca
* Dzień Chłopaka
* Święto
* Feminizm
* Sufrażystki

Przypisy

1. ↑ Ośrodek Informacji ONZ w Warszawie: Międzynarodowy Dzień Kobiet: spojrzenie w przeszłość. [dostęp 2008-11-19].
2. ↑ International's Woman Day: ABOUT INTERNATIONAL WOMEN'S DAY. [dostęp 2008-11-19].
3. ↑ Ośrodek Informacji ONZ w Warszawie: Międzynarodowy Dzień Kobiet: spojrzenie w przeszłość. [dostęp 2008-11-19].
4. ↑ la Repubblica/societa: 8 marzo, niente manifestazione tante feste diverse per le donne
5. ↑ Repubblica.it » politica » Festa della donna, parla Ciampi "La parità è ancora lontana"
6. ↑ http://news.bbc.co.uk/2/hi/middle_east/6426087.stm
7. ↑ http://hrw.org/english/docs/2007/03/07/iran15452.htm
8. ↑ Ośrodek Informacji ONZ w Warszawie: Międzynarodowy Dzień Kobiet: spojrzenie w przeszłość. [dostęp 2008-11-19].

Źródła [edytuj]

* Ośrodek informacji ONZ w Warszawie
* International Women's Day 2007 - Strona internetowa Narodów Zjednoczonych (angielski)
* www.internationalwomensday.com
* Angielska Wikipedia (oryginał, autorzy)

Źródło „http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzie%C5%84_Kobiet”
Kategorie: Święta • Feminizm

niedziela, 1 lutego 2009

"Grzechów swych napinam łuk, strzelam w obłok"

Ość czy też kość niezgody
tkwi w tym szczególe
że wszystko marność

W kubeczku zatrząsł
swe kości diabeł
a może los, Bóg, odwieczny swąd

Polemizować nie mam zamiaru
z odwiecznym pędem nie wiadomo gdzie
choć wielu zda się, że rangi kataru
mi już chusteczki skończyły się

I marnie kończy miernota dzisiaj
Bo marnie mierzył zamiary swe
Jeszcze zjem Ptysia, wypiję Krzysia
I zmierzę wymiar między górą a dnem

wtorek, 27 stycznia 2009

powiew zimy


wieczorem dziś bardzo wiało. domknęłam wszystkie szafki. wyprostowałam krawaty na wieszaku. wyprasowałam pogniecione dokumenty. przeciąg nie ustał.
wiało zimowym wiatrem od wschodnich gór.

wieczorem bardzo wiało dziś. chciałam założyć czapkę. nie było. szukałam rękawiczek. nie znalazłam. ogrzać się chciałam, ogień rozpalić, herbaty z miodem napić gorącej, ludzką mowę usłyszeć... tu ciągle wiało.

otworzyłam szufladę w końcu. schowałam rękę. szuflada była miękka, puszysta, biała. pachniała mokrą wełną.
w szufladzie było zimno.
w szufladzie było to:


wiart, ciemno, mokro i płatki śniegu

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Z Poradnika Młodego Zielarza: O słowie "oko"

Ciepło oka pozwala ogrzać się naszemu człowieczeństwu.
Ktoś powie, że to wielkie słowa.
Słowa są tylko słowami, a kto zbyt nastawia się na ich wielkość i znaczenie
sam doprowadza się do zguby poniekąd.
Słowa są po to, by móc w miarę SZCZEGÓŁOWO wyrazić nasz komunikat, bo taki w zasadzie jest cel mówienia. Nie można rzec, by słowa stały na jakiejść uprzywilejowanej pozycji w hierarchi znaków, których jest całe mnóstwo innego typu niż słowa. Na przykład chcąc zakomunikować komuś miejsce w przestrzeni można zrobić to na kilka sposobów: narysować układ współrzędnych, opisać słowami, narysować mapę ale najbardziej PRECYZYJNYM sposobem będzie pokazanie go, to palcem czy czymkolwiek innym. Zwacam tu uwagę na znaczenie słów pecyzyjny i szczegółowy. Szczegółowy pozwala na ukazanie jak najwięcej szczegółów i możnaby inaczej powiedzieć że jest to rozwodzenie się nad czymś i rozmywanie prawdziwego obrazu. Precyzja natomiast zakłada trafienie w sedno, dotknięcie istoty samej w sobie. Najbardziej rozmydlającym istotę RZECZY jest słowny opis. Jest to nic innego jak podróż dookoła świata by znaleźć się w punkcie tuż za własnymi plecami w pozycji wyjściowej.
Słowa mogą być wielkie, ale tak naprawdę są zbitką głosek wibrujących na wietrze. Czymże jest nasze kodowanie informacji za pomocą języka, czy zera i jedynki. Człowiekowi może się wydawać, że dokonał jakiegoś cudu, a to jak z odkryciem Ameryki - zanim ją odkryto już przecież istniała i
miała się całkiem dobrze. To, że czegoś nie postrzegamy, lub to jak postrzegamy nie oznacza, że jest to jedyna możliwa perspektywa. Ale ale...
Miało być o słowie "oko". Narząd postrzegania - to by była jakaśtam definicja. Ale co to jest tak naprawdę to oko? Dalsze dywagacje w świetle powyższego nie mają sensu.

To było tak zwane pierdolenie a teraz coś z mej zakurzonej,bardzo dawno nie otwieranej szufladki coś o dawno nie przecieranym oku.

P.S. Podziękowania dla Tomka, Magdy, Agi i MRW, którzy umożliwili mi to właśnie. Żałuję, że nie miałem dla was zbyt wiele czasu ale może jeszcze uda się to nadrobić.


GARςON

Pomału przenika przez błonę śluzówki
Wypełnia komórki i krwinki czerwone
I trafia w orzecha, łupiny otwiera
I wszystko, otwiera, otwiera otwiera...

Malutkie kamyczki pod butem strzelają
Źdźbło trawy od wiatru w ukłonie się zgięło
Podmuchy nicości zmieniają się nagle
W szepczące ballady o chwili obecnej

Zabłąkany promyk trafia wprost w me oko
W oddali majaczą dalekie krainy
Dobywam swe ostrza instynktów i czucia
Ma przeszła i przyszła skorupa odpada

Ja jestem choć nie ma mnie tu tak naprawdę
Ja nie istnieję, ja czuję, oddycham
Przesuwam się przez mgłę, opary wszystkiego
Przenikam i wnikam w esencję nicości

Rozpulchnione grudy wilgotne starocią
I świeże podmuchy szeleszczące cicho
Ja znikam, odpływam, nie będzie mnie widać
Znikam, nie będzie, widać, nie będzie

poniedziałek, 5 stycznia 2009

A po co tytuł

Przyszła pora na odwierty!

wtorek, 30 grudnia 2008

pawiątko

po trzech dniach ciężkiej pracy.
absolutnej nieznajomości programu.
i braku jakiejkolwiek koncepcji.
nareszcie jest.
wykluło się.
pierwsze moje dziecię 3d.
jeszcze nieudolne.
nieproporcjonalne.
nijakie.
i za parę lat będę się za nie wstydzić.
ale teraz nareszcie...
mogę iść spać.
(01:23, ostatni dzień roku)

sobota, 20 grudnia 2008

memento

Kleik gruszkowy był już gotowy
do jedzenia. Podgrzany a następnie wystudzony do temperatury odpowiedniej akupunktura
Interpunkcja nie miała w tym przypadku zbyt wielkiego znaczenia, choć czasem w porywach potrafiła być kocim języczkiem
Uwagi należy kierować za pomocą specjalnego drążka sterowniczego nie do ego lecz do id
Jak już wspomniałem kleik był gotowy. Znikał szybko w narządach prawie bezzębnych. Reszta potoczyła się błyskawicznie.
Nauka, poznawanie świata, sratatatata, oto tata a ja mama przecież nie zrobiłam tego sama
Daleko idące skojarzenia odgrywają w naszym życiu wielce istotną rolę, na przykład czarnoziemy.
Owocem skojarzeń był płód
I tak oto wszystko w przyrodzie ginie
I znowu się rodzi coś innego
i właściwie to nie ma nic nadzwyczajnego
w moim ego, jego ego, klockach lego, panie ten tego
a tym bardziej w spożywaniu owocu ani w nim samym

czwartek, 18 grudnia 2008

Zwyky czowiek.

Budzę się rano. Boli mnie głowa. Pewnie dlatego, że wczoraj za dużo wypaliłem. Powoli podnoszę się z łóżka. Okazuje się że, zaspałem do pracy. Idę do ubikacji, gdzie zastanawiam się czy zadzwonić kolejny raz i wziąć urlop na telefon. Po niosącym ulgę plusku decyduje się zadzwonić. Nie dostaje urlopu lecz naganę i mam jak najszybciej wstawić się w pracy. Myję tylko zęby, żeby nie śmierdzieć od rana próchnicą, szybko ubieram się i wychodzę.
Na przystanku kilkanaście osób czeka na autobus. Znowu nie dopcham się do wolnego miejsca.
Przyjeżdża autobus. Tłum pcha się do drzwi, tym bardziej że kierowca otwiera tylko te drzwi obok swojego stanowiska, ponieważ polecili mu sprawdzać bilety. Bez biletów nie wpuszcza tylko ostrzegawczo i po przyjacielsku przytrzaskuje drzwiami daną osobę trzy razy. W autobusie jest duszno. Czuć pot wielu ludzi. Zapach moczu i potu. Od niektórych jeszcze nikotyna i alkohol. Bukiet jest porażający.
Wysiadam. Z przystanku do pracy mam jeszcze jakieś pięć – siedem minut piechotą. Może zdążę jeszcze przejść na zielonym. Nie zdążam. Czekając na zielone zapalam papierosa. Ból głowy wraca. Ciągnie mnie na wymioty, ale palę dalej. Zapala się zielone. Idę szybko, choć i tak jestem już spóźniony ponad trzy godziny. Przed wejściem gaszę niedopałek.
W budynku wita mnie portier. Mówię mu że się śpieszę bo zaspałem. Pyta mnie czy mam budzik bo ciągle się spóźniam. Zdaje się że to był żart.
Wchodzę po schodach na piętro. Dyrekcja ma zastrzeżenia co do mojego ciągłego spóźniania się. Wysłuchuję reprymendy po czym udaję się do pokoju w którym pracuję.

Po pracy idę na autobus. Jestem zmęczony więc idę wolno paląc papierosa. Na przystanku nikogo nie ma. Myślę że będę mógł usiąść w autobusie. Autobus mam za 30 minut. Zapalam więc kolejnego papierosa celem zabicia czasu. Wypalam trzy papierosy. Przyjeżdża autobus. Jest kilka wolnych miejsc, więc mam wybór. Siadam przy oknie. Ulice pustoszeją.

Wysiadam z autobusu. Idę do sklepu osiedlowego, żeby kupić coś na śniadanie, obiad i kolację. Nic jeszcze nie jadłem. W sklepie są dwie osoby: ja i sprzedawczyni. Znamy się z widzenia. Kupuję zupki chińskie, bułkę, kawałek kiełbasy i biały ser. To będzie mój całodzienny posiłek.

W domu przygotowuję jedzenie. Włączam telewizor, niech ktoś coś do mnie powie. Siadam na kanapie i oglądając telewizję jem posiłek. Odkładam puste naczynia po posiłku prosto do zlewu. Nie lubię walających się naczyń po domu. Oglądam telewizję i palę. Po kilku godzinach palenia i oglądania zasypiam bezwładnie na kanapie.

Obudziłem się rano z bólem głowy. Pewnie dlatego, że wczoraj za dużo wypaliłem. Powoli podnoszę się z łóżka. Okazuje się że, zaspałem do pracy. Idę do ubikacji, gdzie zastanawiam się czy zadzwonić kolejny raz i wziąć urlop na telefon. Po niosącym ulgę plusku decyduje się zadzwonić. Dyrekcja krzyczy do słuchawki, że ktoś tu musi przecież siedzieć.
Zamawiam taksówkę. Mam trzy minuty żeby zejść na dół. Taksówki zbyt długo nie czekają, tylko kilka chwil dłużej niż autobusy. Ubieram się i zbiegam po schodach na dół. Taksówka jeszcze czeka.

Jadę taksówką. Kierowca prowadzi bardzo dobrze i szybko. Wymijamy wszystkich rowerzystów po drodze. Jest wesoło.

Wysiadam pod zakładem pracy. Nie zdążam zapalić. Wchodzę do budynku gdzie portier znów wita mnie żartem. Śmiejemy się razem. Zapowiada się wesoły dzień.

Na moim piętrze trwa kolacja wigilijna dla pracowników. Jest dwunasta piętnaście, kiedy wchodzę do sali wigilijnej. Wszyscy biją mi brawo, łącznie z dyrekcją. Jest wesoło, bo większość z pracowników jest już nieźle pijana. Ja nie piję bo biorę tabletki. Tyle że zapominam je brać. Wesoły dzień, wszyscy żartują i śmieją się. Na koniec dyrekcja składa nam życzenia świąteczne. Większość pracowników jest już po godzinach więc spokojnie w dobrych humorach rozchodzą się do domów. Zostaję ja i dyrekcja. Rozchodzimy się do swoich pomieszczeń. Po około trzech minutach do mojego pomieszczenia przychodzi dyrekcja i zwalnia mnie do domu. Po co mam tu niby siedzieć. Ubieram się i wychodzę.

Na przystanku nie ma nikogo, więc jest szansa że będzie jakieś wolne miejsce w autobusie. Przyjeżdża autobus. Są miejsca. Siadam przy oknie. Ludzie robią zakupy na mieście. Przygotowują się do świąt. Wysiadam i idę prosto do domu. Najadłem się na wigilii dla pracowników, więc szkoda przepuszczać pieniądze na jedzenie.

W domu robię sobie dwie herbaty, żeby nie wstawać niepotrzebnie od telewizora. Będę miał na później. Palę i piję i oglądam mój ukochany serial o mordercy, który morduje ludzi i zwierzęta. W dzisiejszym odcinku zamordował już troje ludzi i jednego psa. Dowiadujemy się też, że najbardziej lubi mordować czarne psy. Po kilku godzinach palenia i oglądania bezwładnie zasypiam na kanapie.

Budzę się rano. Boli mnie głowa. Pewnie dlatego, że wczoraj za dużo wypaliłem. Powoli podnoszę się z łóżka. Okazuje się że, zaspałem do pracy. Idę do ubikacji, gdzie zastanawiam się czy zadzwonić kolejny raz i wziąć urlop na telefon, tyle że nie mam urlopu, bo cały już dawno wykorzystałem jadąc na wycieczkę do Paryża. Szkoda, że nie widziałem Paryża, bo autobus zepsuł się koło Wrocławia i biuro turystyczne zwróciło nam połowę pieniędzy. Wyciągam śrubokręt i wydrapuję na ścianie kształt zbliżony do wieży Eiffla. Będę miał swój Paryż w domu. Dzwoni telefon. Nie odbieram, wiem że to morderca z tego serialu. Telefon dzwoni po raz drugi i trzeci. Po chwili ciszy ktoś dzwoni do drzwi. Podchodzę do drzwi. Z klatki schodowej słychać szczekanie psa.

niedziela, 14 grudnia 2008

Obserwacja krytyczna. Część trzecia.

Nie pamiętam już, kiedy zacząłem wyraźnie odczuwać dysonans. Dysonans pomiędzy mną, a każdym innym człowiekiem. No może prawie każdym, przecież jeszcze mam kilku znajomych, być może nawet takich na dobre i na złe, ale czas potrafi zweryfikować każdą znajomość, miłość… . Miłość. Miłość to tylko określenie, bo kiedy zaczynasz w nią wierzyć za mocno, zawsze potrafi ci udowodnić, że jednak się mylisz, zawsze. Nie wykraczam już poza ramy, normy, ogólnie ustalone i płaskie jak blat stołu, jałowe i bezzapachowe. Ukrywam się, staram się ukryć, zamknąć w swoim mieszkaniu i czekać na nie wiadomo co, bo tak naprawdę nie wiem na co czekam. Kładę się, wstaję, połykam, popijam, kupuję, szykuję, połykam, popijam, sprzątam, wariuję. Po kolei, od najmniejszego do największego układam swoje wszystkie noże, które pieczołowicie czyszczę i odkładam na specjalnie docięte kawałki irchy. W zasadzie sam nie wiem po co je zbierałem przez tyle lat, kolekcja noży – bezużytecznych, śmierdzących kozików, bagnetów, finek, chuj wie jeszcze jakich. Przeznaczenie noża to cięcie, a jakie jest moje przeznaczenie? Czy ja się już w ogóle do niczego nie nadaję?
Patrząc na moje mieszkanie można by wziąć mnie za osobę przesadnie pedantyczną. Jasne wnętrza, w zasadzie puste, czyste nie naruszone kompozycje z idealnie dopasowanymi obrazami na ścianach, które malowałem specjalnie do danego wnętrza, ale to było dawno, bo nie pamiętam kiedy po raz ostatni trzymałem pędzel w ręce. Każdy przedmiot w mieszkaniu był starannie dobrany i każdy miał swoje nietykalne miejsce w przestrzeni. Miejsce, którego ja w jakiejkolwiek przestrzeni nie potrafię znaleźć dla siebie.

Popołudniowy spacer, wędrówka bulwarem zachodzącego, jesiennego słońca. Wokół kłębiący się ludzie, którzy gonią sami siebie, poganiacze własnego ego, dążenie do władzy, dążenie do więcej – więcej kasy, więcej pokoi, więcej szmat, garów, kumpli, znajomych. Często zastanawiam się czy ci ludzie, wszyscy otaczający nas ludzie jeszcze myślą?
Zapalam papierosa i siadam na ławce, by jeszcze chwilę odprężyć się i powdychać chłód powietrza wymieszanego z nikotyną. Zamykam oczy i słucham jak para młodych ludzi siedzących obok kłóci się ze sobą.
- Czemu się nie odzywasz? – pyta on
- Spierdalaj – odpowiada z niezwykłą czułością kochanki ona.
- No czemu kurwa się pytam – cóż za subtelny z niego amant.
- Boś kurwa chuju wczoraj wszystkie kluski zjadł, a ja musiałam tylko chleb. Do dupczenia mnie masz tylko, ale to się zmieni!!!
- Dejże spokój, głodny byłem, bo po pracy tylko szybko aby zjeść
- Zmieni się to bo już moja mama mówiła, że jesteś tylko do garów zaglądać umisz!
- A spierdalaj kurwo! Będzie mnie tu cipa uczyła co mom robić! Spierdalaj!
- Sam spierdalaj pedale pierdolony, niemyty chuju śmierdzący do mamuśki niech ona ci obiadki gotuje, a nie ja.
- Wiecie co, słucham was od dłuższej chwili i wysnułem taki wniosek z waszej debaty, obydwoje stąd spierdalajcie, bo tu jest park i tutaj ludzie przychodzą, żeby chwilę odpocząć od wszechobecnego zgiełku tego parszywego i śmierdzącego miasta, a wy zakłócacie im spokój – wtrąciłem.
Oboje patrzyli na mnie jakbym co najmniej był kimkolwiek innym niż jestem.
- Ale tu nikogo nie ma – odezwał się po dłuższej chwili myślenia.
- Ale ja tu jestem – odpowiedziałem. Ja też jestem nikt?
Patrzyli na mnie jeszcze przez chwilę i oboje w milczeniu poszli sobie.
- Ja też jestem nikt… - powiedziałem na głos i teatralnym ruchem zaciągnąłem się papierosem.

Na przystanku dziewczyna chwyciła go za rękę i pocałowała w policzek. Podjechali trzy przystanki siódemką i wysiedli w samym centrum miasta. Szli w ciszy, objęci i ukojeni. Obydwoje myśleli tylko o jednym – jak najszybciej rozstać się z nim/nią. Przeciąć zeschniętą pępowinę ich związku, bezsensownego związku, który nie miał szans przetrwania, nie miał szans na nic co miałoby jakikolwiek sens. Ot czysty, bezsensowny związek.
- Wiesz... - szepnęła do niego pod klatką schodową bloku w którym mieszkała - lepiej już teraz się rozstańmy, po co mosz mnie bić i chlać na umór i bić mnie i Kasię. Rozstańmy się, a Kasię oddam do Domu Dziecka.
- No - odpowiedział.
- To idź do domu, ja też idę - powiedziała.
- No, idę.
- To do niezobaczenia. Nigdy - mówiła ze łzami w oczach.
- No, hejka.
- Żegnaj.
- Długo tu będziemy jeszcze stali, bo mi się do Maćka śpieszy. Akurat wypłatę dostał i może coś postawi - spytał zniecierpliwiony.
- To idź już, ja też idę bo mam na osiemnastą do pracy mi kierowniczka kazała przyjść na remanent.
Odszedł szybkim krokiem, zatrzymując się jeszcze na chwilę żeby odpalić papierosa. Nerwowo i łapczywie zaciągał się dymem i co jakiś czas pokasływał. Tuż koło przystanku kaszel zaczął się nasilać, ale on nie zważając na to zaciągnął się bardzo mocno końcówką papierosa. Kaszel spotęgowany drażniącym gardło dymem stał się nie do wytrzymania, dusił go nie miłosiernie, powoli zaciskając pętlę na jego szyi. Cały czerwony padł w końcu na asfaltowy chodnik i zwijając się z braku powietrza w końcu się udusił. Przechodząca obok staruszka tylko mruknęła do siebie:
- Naćpałeś się to zdychaj!

W tym samym czasie dziewczyna karmiła sześciomiesięczną córkę. Robiła to w pośpiechu, bo zaraz musiała wyjść do pracy.
- Kierowniczka tylko czeka, żeby mnie wypieprzyć z pracy, wiesz Kasiu? - retorycznie pytała córkę.
- Wychodź już, bo się spóźnisz! - wrzasnęła z sąsiedniego pokoju jej matka.
- Już idę, zostawiam Kasię w łóżeczku - odpowiedziała.
Szybko ubrała kurtkę i wsunęła na nogi zniszczone buty.
- To cześć! - krzyknęła zatrzaskując drzwi.
Zimno klatki schodowej przeszywało ją na wskroś. Szybkim krokiem podeszła do drzwi windy i wcisnęła guzik przywołania. Czekając myślała o nim, myślała o Kasi i swojej matce, która pewnie teraz zagląda już do jej pokoju, żeby sprawdzić czy Kasia zasnęła.
- Chyba nie działa - pomyślała nerwowo wciskając przycisk przywołujący windę - znowu się spierdoliła franca.
Ruszyła szybkim krokiem w kierunku schodów.
- Znowu trzeba będzie drałować z tego siódmego piętra na piechotę - pomyślała pośpiesznie zbiegając po schodach.

Na półpiętrze łączącym czwarte piętro z trzecim, zdezelowany obces buta postanowił odmówić posłuszeństwa i nie wytrzymawszy nacisku wygiął się w bok wyrywając część podeszwy. Rozpędzona dziewczyna w ułamku sekundy straciła równowagę i koziołkując spadła na trzecie piętro uprzednio skręcając sobie kark. Jeszcze tylko echo klatki schodowej powtarzało rytm stukoczących o schody kroków, przerwanych cichym jęknięciem, lecz po chwili było już zupełnie cicho.

Spacer dobrze mi zrobił. Chłodne powietrze przefiltrowało mój przeżarty chorobą mózg. Licząc pęknięte płyty chodnikowe dotarłem pod rozlatujące się drzwi mojej kamienicy. Z charakterystycznym jęknięciem otworzyły się i smród stęchlizny uderzył mnie prosto w nos.
- Nokaut - pomyślałem stąpając po ledwie trzymających się, spróchniałych schodach - jeszcze chwilę i to się wszystko zawali.
Kiedy dochodziłem do mojego piętra, słyszałem już charakterystyczny dźwięk szorowanej podłogi.
- Dzień dobry panie Rafale, jak leci? - spytała staruszka.
- Dzień dobry, a jak krew z nosa pani Wando. Mąż czuje się już lepiej?
- A gdzie tam panie, wczoraj to już chciałam pogotowie nawet wzywać, ale mówił że nie, że on chce w domu, daj mi pan z nim też spokój, uparte bydlę...
- Następnym razem niech pani wzywa, bo się chłop wykończy - ciągnąłem szukając w kieszeniach kluczy od mieszkania.
- Wiem, wiem, ale co z tego? Tabletek nie chce połykać, zastrzyków se nie da zrobić, daj pan spokój, uparte toto jak osioł.
- Mówię pani, nie ma się co oglądać, trzeba dzwonić i koniec - powiedziałem otwierając drzwi - to do widzenia pani Wando, proszę męża pozdrowić.
- Dziękuję, pozdrowię i do widzenia, niech się pan w końcu za malowanie weźmie! - powiedziała kiedy zamykałem drzwi.
W zasadzie miała rację. Powinienem się wziąć za cokolwiek co robiłem kiedyś. Malowanie, pisanie, muzyka....
"Człowiek renesansu" - do dziś dzwonią mi w głowie te recenzje wystaw, performance'ów i innych ekshibicji, które dawniej robiłem.Urywające się telefony z propozycjami, marszandzi, producenci filmowi, redaktorzy, całe to najgorsze tałatajstwo, próbujące cię oszukać i wykorzystać na każdym kroku. Wyssać z ciebie wszystko do szpiku kości włącznie. Kiedyś. Kiedyś już dawno minęło i teraz jest teraz.
- I teraz kurwa zjem sobie tosta - powiedziałem na głos do siebie.
- Teraz... - nie zdążyłem dokończyć.
Zagłuszający wszystko huk, spotęgowany echem klatki schodowej rozsadzał mi uszy. Wybiegłem na klatkę i cudem uskoczyłem przed spadającą metalową konstrukcją schodów, schodów, które przestały istnieć. Sąsiedzi z mojego piętra powoli uchylali drzwi swoich mieszkań, żeby podpatrzeć co się stało, w milczeniu podeszliśmy do krańca podłogi i popatrzeliśmy w dół. Rumowisko prętów konstrukcyjnych, resztek zbutwiałych desek, tralek, kawałków poręczy, uformowało coś na kształt cmentarza zbezczeszczonego przez bandę miejscowych satanistów.
- Ja pierdolę... - wydusiłem z siebie.
Nikt nawet nie spojrzał w moją stronę. Wszyscy gapili się na rumowisko leżące cztery piętra niżej, po czym każdy z mieszkańców piętra w ciszy wrócił do siebie.

- Po co ja to myłam - szepnęła Wanda nastawiając wodę na herbatę - cała robota poszła na marne.
- No właśnie, zamiast siąść na dupie jak człowiek to ty się zawsze musisz wychylać - powiedział zirytowany mąż Wandy - i po co? Tyle razy ci mówiłem, że za co się nie weźmiesz to zaraz spierdolisz... .

czwartek, 4 grudnia 2008

Obserwacja Krytyczna. Część druga.

Zawsze, kiedy rano otwieram oczy ogarnia mnie strach przed kolejnym dniem w którym znowu nic nie zrobię i tylko będę patrzał spokojnie jak kolejny dzień odchodzi w zapomnienie. Kolejny bezpłodny, pozbawiony inwencji i jakiegokolwiek celu dzień.
Betaloc 0.25 mg, Indix 0.25, pół szklanki wody, papieros, herbata, papieros, śniadanie, papieros.
Kolejny dzień w poszukiwaniu sensu życia, w poszukiwaniu sensu, w poszukiwaniu celu, w poszukiwaniu bezsensu.

Klatka schodowa "mojej" kamienicy lepiła się od brudu praktycznie odkąd pamiętam. Do kiedy jeszcze pracowała sprzątaczka nie było tragicznie, lecz odkąd administracja ją zwolniła okazało się, że może być jednak jeszcze brudniej i jeszcze bardziej śmierdząco. Niezwykłym faktem jednak było to, że para starszych ludzi zamieszkujących na tym samym piętrze co ja, w miarę sił dbała o porządek na naszym piętrze. A to umyty odcinek schodów, kiedy indziej nawet okno wychodzące na podwórko. Było to niezwykłe wręcz zadziwiające.
Klatka żyła swoim wyjałowionym z czystości i pomrukującym starością życiem, które zżerało ją swoistą erozją. Odpadające płaty lamperii nie raz straszyły moich gości, nie wspominając już o ledwie trzymających się drewnianych schodach i zniszczonej do granic możliwości poręczy. Nieliczni odwiedzający mnie jeszcze znajomi, niejednokrotnie zaszokowani byli jej wyglądem. Skrzypiące schody prowadzące do nikąd w labiryncie rur i hieroglifów w stylu chuj, kurwa, cipa e.c.t.
Tak zaczynał się każdy mój dzień. Obraz powitalny. Obstrupiałe "dzień dobry", śmierdzące "witaj w kolejnym dniu twojego starego życia". W kolejnym... .

Od dziecka czułem, że coś jest ze mną nie tak. Starałem się zawsze dopasować do społeczności dziecięcej, z którą musiałem przebywać, choć tak naprawdę ich zabawy mnie nie bawiły, ich dowcipy mnie nie śmieszyły, a ich ograniczenia mnie przerażały. Czasami tylko traciłem kontrolę i działy się dziwne rzeczy, tylko wtedy ani ja, ani nikt inny nie zdawał sobie z tego sprawy dlaczego tak właśnie się działo - ot przypadek, każdy starał się nie zwracać uwagi bądź wytłumaczyć to co się działo na jakiś swój sposób. Tak, nie byłem zupełnie świadomy tego co się ze mną dzieje, a raczej tego co dzieje się przeze mnie.
Zostałem wychowany (ku nieszczęściu mojemu i moich rodziców) na porządnego człowieka, wrażliwego, przewrażliwionego nawet, samotnika, potrafiącego zajmować się sobą samym, nie przeszkadzającego nikomu odludka, który grzecznie się uśmiecha i robi na każdym pozytywne wrażenie. Mimo to, zawsze pojawiały się jakieś "przebłyski" tego drugiego "ja", tkwiącego gdzieś tam na dnie mojego jestestwa. W zależności od sytuacji były to różnego rodzaju dziwnie niekontrolowane chamskie teksty i zachowania , przekleństwa, chore seksualne wyobrażenia, przyciąganie chorych psychicznie osób, pijaków, narkomanów, którzy dostrzegali w mojej łagodnej osobie kogoś pokrewnego sobie, kogoś kto stanowił dla nich uosobienie świetnego kompana, kolegi, przyjaciela. Tyle że oni zawsze mnie odrażali, brzydziłem się nimi i nienawidziłem ich, ale byłem tym kompanem, kolegą , przyjacielem, byłem tylko i wyłącznie ze strachu przed nimi. I ze strachu przed sobą samym. Brzydziłem się ich towarzystwem, ale bardziej brzydziło mnie to, że ja jestem w tym towarzystwie, przecież nie tak zostałem wychowany... .
Myślałem że to coś co nie daje w spokoju spać, to coś co mnie nieustannie męczy, jakaś tęsknota nie wiadomo za czym, jakaś wyższa świadomość bliżej nie określonego czegoś, co zdominowało moje życie, opętało mnie, nie pozwalało normalnie żyć, funkcjonować, choć z drugiej strony nauczyłem się doskonale udawać, że przecież wszystko jest o.k , że wszystko to tylko moja nad wyraz bujna wyobraźnia. Tak nie było. Było wręcz odwrotnie. To nie była wyobraźnia, to była rzeczywistość, którą powoli, każdego dnia starałem się rozszyfrować i nadać jej znaczenie i sens, którego w moich oczach jej brakowało. Rzeczywistość dogniatała mnie do ziemi z ogromną siłą szesnasto-tonowego ciężaru, miażdżącego mnie każdego ranka zaraz po otwarciu oczu. Syfiata i jednostajnie nieprzyśpieszona rzeczywistość: syf, kiła, mogiła lub brud,smród i ubóstwo - jak kto woli.
Z upływem każdego dnia, miesiąca i roku stawałem się coraz bardziej odrealniony. Szkoły podstawowej w zasadzie nie pamiętam, tak bardzo jej nienawidziłem , że wspomnienia o niej wyparowały z mojej głowy w kosmos i pewnie ktoś tam je sobie ogląda i wzdycha z zachwytu. Starałem się nawet codziennie zapisywać w kalendarzu co wydarzyło się danego dnia, jednak zawsze po tygodniu przerywałem ten zabieg. Łatwo bowiem było zapamiętać jedno, stale powtarzające się zdanie : "nic szczególnego się nie wydarzyło".

Sklepik znajdował się tuż za rogiem kamienicy. Oczywiście oprócz zwykłych artykułów spożywczych większą część asortymentu stanowił alkohol i jak nie trudno zgadnąć jego pobliże stanowiło zbiór wszystkich mętów z okolicy.
Tego ranka kiedy poszedłem po kilka kajzerek na śniadanie, oni już tam stali i czekali na mnie. Te same smutne mordy, cuchnące i wykrzywione w nienaturalnym grymasie upodlenia i zdziczenia. Czy to jeszcze są ludzie? Niestety są.
- Uspokój się - mówiłem po cichutku do siebie - tykniesz gówno a pójdziesz siedzieć za człowieka...
Obok trzyosobowej grupki z sąsiedniej kamienicy stał Heniu. Był przestraszony i coś pozostałym trzem tłumaczył, chwiejąc się w przód i w tył, w przód i w tył i w bok. Czasem wypinał swoją nie mytą od lat dupę i pierdział co bardzo podobało się reszcie, gdyż zaśmiewali się do rozpuku z tego niezwykłego żartu. Kiedy jeden z nich zobaczył mnie, zaczęli coś szeptać i jak na rozkaz, idealnie zsynchronizowane brynolskie spojrzenia skupiły się na mnie. Coś wisiało w powietrzu. Napięcie między nimi a mną stawało się nie do wytrzymania. Czterech jeźdźców i apokalipsa.
- Idzie tu - wycharkotał z siebie Heniek.
- Stul mordę, ja będę z nim gadał - powiedział inny lump w kraciastej czapeczce.
- To gadaj ze mną, jestem tu i słucham - powiedziałem stając ze dwa metry od nich.
- Ponoć, chuju zrobiłeś marmeladę z naszych ziomali? Pan Heniu się tu na ciebie żali - powiedział czapeczka.
- Ponoć marmolada to dżem owocowy i zważywszy na fakt, że koledzy Pana Henryka nie odżywiali się niczym innym jak owocowe wina i nalewki to faktycznie w jakiś sposób można by z nich marmoladę zrobić, niemniej jed...
- Kurwa co ty pierdolisz frajerze jebany? Pojebało cię? - przerwał czapeczka.
- Sekundę, ja ci nie przerywałem twojego wywodu na temat przetwórstwa czegoś co przypominało ludzi w coś co nazwałeś cytuję: "marmeladą" koniec cyta...
- Kurwa Heniu miałeś żeś racje że koleś jest pierdolnięty!
- Mówiłem kurwa!- odparł niezwykle podniecony Heniu.
- Spokojnie, o co wam chodzi? - spytałem
- Jakie kurwa spokojnie - włączył się do rozmowy kolejny kolega Henia i reszty. Wygolona głowa i tatuaż na czole nie świadczyły o jakiejkolwiek normalności tego typa - Jakie kurwa spokojnie, jak ci przypierdolę to będzie spokojnie wtedy - rozumisz???
- Mówi się rozumiesz - rozumiesz? Czy akurat wagarowałeś na tej lekcji? - spytałem wytatuowane czoło łysego.
Łysy wyciągnął kastet zrobiony z kurka hydrantu, ale nie mógł poradzić sobie z założeniem go na trzęsącą się rękę.
- Trzęsiesz się łysy ze strachu, czy z zimna - spytałem.
Łysy zamachnął się okastetowaną w końcu pięścią, ale niestety nie trafił w moją twarz lecz w mur budynku. Tak, to musiało boleć... .
- Nieuk, tchórz i jeszcze niedowidzi - skomentowałem.
Łysy się wkurwił, bo żart rozśmieszył nawet jego kolegów.
- Co się kurwa cieszycie, kurwa zajebiemy chuja! - odparł wkurwiony Łysy.
- No co się cieszycie? Zajebcie mnie - podpowiedziałem reszcie - zajebcie mnie bo łysy się już podesrał chyba ze strachu.
Rozwścieczony łysol z wytatuowanym czołem zamachnął się jeszcze raz, tyle że znów nieszczęśliwie. Nie zdążył wybalansować ciałem szybkiego ruchu i runął swoją łysą pałą wprost na bruk chodnika wpadając centralnie swym przepięknym tatuażem w psie gówno.
- Łysy killer z gównem na czole, brawo! - powiedziałem do reszty. O dziwo nie ruszyli na mnie, a wręcz się cofneli. Tylko łysy z wymazaną gównem mordą, podnosząc się z chodnika, poniżony do granic jego lumpiarskich możliwości przystąpił do ataku. Najpierw uderzył mnie prosto w żołądek, a gdy zgiąłem się w pół z bólu, poprawił z kolanka prosto w twarz. Teraz ja leżałem na chodniku z cieknącą z ust cienką stróżką krwi. Chłopcy już się zbliżali żeby mnie skopać. Na szczęście nie zdążyli. Pani Jadzia - sklepowa widząc całe zajście przez okna sklepiku, zatelefonowała na policję, która jakimś cudem się zjawiła.
- Co tu się dzieje, co jest? - darł się sierżant rozganiając towarzystwo.
- I tak masz przejebane! - krzyknął jeszcze łysy zanim zamknęły się drzwi radiowozu, do którego spakowano całą czwórkę.
Radiowóz ruszył w kierunku centrum. Toczył się powoli wybrukowanymi ulicami śródmieścia. Dwaj młodzi policjanci siedzący w szoferce dyskutowali na temat jakiegoś filmu, gdzie główny bohater mści się wyrywając młotkiem zęby.
- Tu oficer dyżurny, tu oficer dyrużrny, 045 zgłoś się - zatrzeszczało radio
- 045 zgłaszam się.
- Na wlotówce do miasta patrol zlokalizował kierowcę jadącego tirem z nadmierną prędkością, teraz powinien wjeżdżać do śródmieścia, zlokalizujcie go i zatrzym...
Nie skończył gdyż pijany kierowca właśnie rozpieprzył cały tył policyjnego radiowozu, rozmazując na masce tira resztki czwórki wspaniałych. Policjanci pod wpływam uderzenia wylecieli przez przednią szybę i poza kilkoma zadraśnięciami w zasadzie nie stało im się nic.
- Kurwa jaki fuks - mamrotał zszokowany sierżant - kurwa jaki fuks... .

Kończyłem śniadanie - kajzerkę z dżemem truskawkowym. Dochodziła dziesiąta, kiedy napisałem w kalendarzu "nic się nie wydarzyło".

wtorek, 25 listopada 2008

Obserwacja krytyczna. Część pierwsza.

Obserwacja krytyczna.

- Co chciałbyś przekazać?
- W zasadzie nic, jakikolwiek przekaz nie ma już sensu.
W punkcie, w którym obecnie się znajdujemy nie ma nic, co moglibyśmy uznać za postrzeganie rozbieżne. W punkcie, w którym obecnie się znajdujemy jest wszystko, co moglibyśmy uznać za postrzeganie rozbieżne. Jesteśmy w tzw punkcie zero.
Każda informacja, którą otrzymujemy może być odebrana przez nas zupełnie inaczej, lub zupełnie tak samo. Jaki sens wobec tego ma jakikolwiek przekaz? Czyżby nie miał żadnego?
Tak, jakikolwiek przekaz nie ma sensu, zawsze bowiem podzieli on społeczność na grupy, które mają podobną percepcję. Wszystko było by w porządku ale , mini społeczności dzielą się jeszcze na mniejsze i jeszcze mniejsze i jeszcze mniejsze podgrupy, często sympatyzując z grupami mającymi wręcz przeciwne postrzeganie. Prowadzi to w linii (na pewno nie prostej) do okrojonej z zasad wersji społeczeństwa w którym przyszło nam żyć czy nam się to podoba czy nie. Oczywiście, indywidualne postrzeganie jest wspaniałą cechą, którą posiada każdy z nas i tak powinno zostać. Przejdźmy więc zatem to meritum, a mianowicie do mnie.
Moje postrzeganie świata jest wygięte do granic możliwości i niejednego „zwykłego człowieka” mogło by pogrążyć w jakiejś niezwykłej chorobie umysłu. Czy zatem ja też jestem chory? Być może tak, nie wiem jednak jak należało by ową chorobę leczyć, czy choćby sprecyzować jakiekolwiek jej czynniki negatywne. Absolutnie nie odnajduję się w żadnej społeczności, wręcz jakakolwiek społeczność przeraża mnie. Niemożność zrozumienia jej zachowań, zaprowadziła mnie w rodzaj alienacji, z którego nie ma już wyjścia, można tylko jednostronnie brnąć w nią dalej i dalej i dalej, aż do samego, odległego jej końca – śmierci. Tak, śmierć jest jedyną oczywistą i najpewniejszą rzeczą jaka nas w życiu spotka. Niczego innego nie możemy być bardziej pewni. Pytanie tylko czy mamy na nią czekać jak na wyrok, czy też sami mamy ten wyrok wykonać? Może powinniśmy najpierw obyć się z nią i przyzwyczaić? Tylko do czego się tu przyzwyczajać?

Z mojej kolekcji noży najbardziej zawsze lubiłem bagnety. Były one zawsze moim „oczkiem w głowie”, zawsze do bólu wyostrzone i wypolerowane, błyszczały niczym psu jajca. Przeglądałem się nieraz w ich ostrzach dla zabawy i śpiewałem im kołysanki do snu. Gładziłem ich ostrza, przecinając delikatny naskórek opuszków palców. Niejednokrotnie wyobrażałem sobie jak łatwo i płynnie ostrze zanurza się w czyjejś krtani czy klatce piersiowej. Jak odcinam stopy pijącym jabole, rzygającym i krzyczącym mieszkańcom mojej kamienicy, którzy nigdy nie myśleli, którzy nigdy nic nie czuli, którzy tylko żyli żeby napierdolić się na dzień dobry, żyli żeby zasmradzać własnymi osobami klatkę schodową i wszystkim po kolei dogryzać, śmiać się z dzieci i straszyć je, zostawiać swoje gówna, wymiociny i szczyny niczym artefakty, które ich symbolizują . Po co? Po co? Pytałem sam siebie i innych. Pytałem również ich, ale drwiąc odpowiadali :
- Poco to się nogi nocom, hehehehehehehehe, spierdalaj pedale jebany!
- Sam spierdalaj!
- Kurwa masz coś chuju???
- Tak, mam, zależy śmieciu o co pytasz?
- Kurwa fikasz? Fikasz kurwa kolo? Wypierdolić ci w zęby? Szanuj mordę bo masz jedną!!!
- Sam szanuj, chociaż ty już nie masz czego szanować.
- Kurwa jebne mu!
- Jebnij mu Kazik, jebnij mu! Pedałowi pierdolonemu w dupę chujowi.
- Chuj nie ma dupy, więc nie może być w nią pierdolony. Jebnij mi Kaziu, no jebnij!
- Kurwa jebne mu!
- No dawaj! Czemu mi nie jebniesz? Co jest? Boisz się Kazik? Zesrałeś się w gacie czy już od tej siarki nie masz siły ręki podnieść?
- Nie no jebne mu!
W tym momencie Kaziu zatoczył się i potykając się o obleśną wycieraczkę do butów uderzył szczęką prosto w krawędź schodów. Szczęka chrupnęła tylko i pękła przebijając się przez nie ogoloną skórę twarzy Kazika.
- Kurwa ten pedał Kazika zabił! Dzwoń że Heniu na Policję kurwa! Dzwoń!
- Może wam telefonu pożyczyć? Heniu, no dzwoń! Czemu nie dzwonisz? Widzisz że nie uciekam nigdzie tylko tu stoję i czekam który mi teraz jebnie? No Panowie, który?
- Heniu spierdalajmy stąd, ten pedał jakiś pojebany jest! Weź mnie stąd Heniu bo kurwa nie daję już kurwa jebanej rady z tym popierdolonym pedalskim skurwysynem!
- Weź go Heniu, weź go bo widzę że się chłopak zdenerwował i jeszcze nam tu zejdzie na zawał serca.
Wyszli.
Tuż za rogiem źle się poczuł.
Myślał że to zgaga po jabcoku go męczy. Ale to nie była zgaga tylko rozległy zawał serca, które nie wytrzymało dwudziestu lat nocowania po bramach i picia denaturatu i najtańszych win i perfum. Przewracając się z bólu, jakby od linijki wymierzył w kant krawężnika rozłupując na części swoją potylicę. Heniu jeszcze próbował go cucić, ale tylko niechcący obrzygał go jeszcze nie do końca przetrawioną nalewką.
Pokręcił się jeszcze trochę po okolicy i poszedł pierwszy raz od trzech miesięcy do swojego mieszkania, lub raczej czegoś co to mieszkanie miało przypominać.
Zgasiłem papierosa i poszedłem spać, nie myjąc zębów ani rąk, nie kąpiąc się i nie wydalając przed snem. Płytkim i przerywanym snem, który toczył ze mną nieustanną walkę. Tak, zapomniałem wziąć tabletki i muszę jeszcze wstać na kilka chwil, by połknąć, popić.

czwartek, 16 października 2008

W naturze mamy ciągły ruch...

- W sumie, to dość niewygodna pozycja - pomyślała - ciągnie po nerach, a żelastwo wrzyna się w dupę.
Na szczęście nie groziło jej już ani przeziębienie, ani siniaki. 
Zdążyła jeszcze energicznie pomachać nogami, dogasić peta i zsunęła się po krawędzi parapetu z ósmego piętra. 
Koroner zajął się jej ciałem... Ksiądz - duszą...
Obaj, nie wiedzieć czemu, po kilku dniach dostali kataru, a na ich pośladkach pojawiła się sina pręga.

sobota, 11 października 2008

zapal świeczkę

Przepraszam księżyc
za minione nieuchwycone dni
pogrzebane twarze i pokruszone liście
nie odwrócę się już by je dogonić

Zakręcone w słoikach
stoją na półkach zakurzone uczucia
bycia sobą, nie nimi, bycia kimś
byle nie częścią wzgardzonej grupy

Do usłyszenia w jęczącym wietrze
gdzie zmaga się sumienie z bezsilnością
nie dzisiaj, nie jutro, nie nigdy
nie zdążę przypomnieć sobie życia

wtorek, 2 września 2008

z cyklu cytaty: wieloznaczność

jest ja ale mnie nie ma
(R.W.)